14.01.2025, 00:34 ✶
Wulgaryzm spływający z jego ust odkodowałby nawet gdyby oboje byli po butelce czystej, ale nie miał co go szeroko komentować - zwyczajnie nie zaprzestał próbom dobudzenia go i doprowadzenia do porządku. Która była godzina? Pojęcia nie miał, więc w tej kwestii też milczał. Nad New Forest wstawało już powoli słońce, ale było przysłonięte tym gęstym, paskudnym dymem przypominającym mu o swojej kolejnej, życiowej porażce. Chronienie bliskich było jedynym, w czym był prawdziwie dobry. Jak widać teraz nie wychodziło mu nawet to - dzisiaj pozwolił na to, żeby ktoś spalił jego chłopakowi stajnię. I okej - Laurent sam się o to prosił, nie mówiąc o niczym komuś, z kim spał codziennie w łóżku, ale no kurwa - mógłby to przewidzieć. Zamiast zajmować się tym domkiem z bajki, mógł to miejsce dobrze zabezpieczyć. Pomalować je dobrym lakierem do drewna, dzięki któremu przestanie być łatwopalne. Stworzyć jakieś mechanizmy ostrzegające o nadejściu niechcianego gościa.
Poczucie winy paliło mu gardło bardziej niż wstyd budzenia Lewisa tylko po to, żeby dostać od niego żarcie dla paniczyka mogącego za jedno danie zapłacić mu tyle, ile miesięcznie zarabiał w Rejwachu.
- Kogo? - Zamrugał do niego, nie spodziewając się żadnej reakcji. - Już dawno, przecież wiesz o tym - powiedział i pociągnął nosem, walcząc ze sobą, żeby nie opaść plecami na pościel. Jak się tu położy, to zaśnie od razu, a nie mógł zasnąć. Ostatnim co chciał zrobić, było ucięcie sobie tutaj drzemki, kiedy Prewett kazał mu zrealizować jakieś zadania. Poderwał się więc z tego łóżka, od razu demaskując swoje postępujące zmęczenie i stres związany z tą felerną nocą, po czym podreptał za nim do kuchni. - Odwdzięczę ci się za to zawracanie dupy, przysięgam. Wiesz, że dotrzymuję słowa. Levi... Ah nieważne, to chyba nie jest... mhm. - Zrobił znów, bardzo precyzyjny krok nad deską, której nie chciał nadepnąć i usiadł na pierwszym lepszym stołku. Po samym sposobie poruszania dało się wyczuć, że Crow znów był w tym pieszczotliwym nastroju, ale był też ton jego głosu - o wiele delikatniejszy niż zwykle. Wyłożył się na tym blacie jakby miał iść spać. Nie trzeba było żadnej dedukcji żeby wyczuć, jak bardzo coś było nie tak - to był jeden z tych dni, kiedy nawet on nie wiedział jak naprawić wszystko wokół siebie, a nigdy nie brakowało mu pomysłów. - Błagam, nie daj mi zasnąć. Nie mogę iść spać. - Ale powiedział to tak cicho, że wiadomo było gdzie zabiera go to delikatne przymknięcie powiek.
Poczucie winy paliło mu gardło bardziej niż wstyd budzenia Lewisa tylko po to, żeby dostać od niego żarcie dla paniczyka mogącego za jedno danie zapłacić mu tyle, ile miesięcznie zarabiał w Rejwachu.
- Kogo? - Zamrugał do niego, nie spodziewając się żadnej reakcji. - Już dawno, przecież wiesz o tym - powiedział i pociągnął nosem, walcząc ze sobą, żeby nie opaść plecami na pościel. Jak się tu położy, to zaśnie od razu, a nie mógł zasnąć. Ostatnim co chciał zrobić, było ucięcie sobie tutaj drzemki, kiedy Prewett kazał mu zrealizować jakieś zadania. Poderwał się więc z tego łóżka, od razu demaskując swoje postępujące zmęczenie i stres związany z tą felerną nocą, po czym podreptał za nim do kuchni. - Odwdzięczę ci się za to zawracanie dupy, przysięgam. Wiesz, że dotrzymuję słowa. Levi... Ah nieważne, to chyba nie jest... mhm. - Zrobił znów, bardzo precyzyjny krok nad deską, której nie chciał nadepnąć i usiadł na pierwszym lepszym stołku. Po samym sposobie poruszania dało się wyczuć, że Crow znów był w tym pieszczotliwym nastroju, ale był też ton jego głosu - o wiele delikatniejszy niż zwykle. Wyłożył się na tym blacie jakby miał iść spać. Nie trzeba było żadnej dedukcji żeby wyczuć, jak bardzo coś było nie tak - to był jeden z tych dni, kiedy nawet on nie wiedział jak naprawić wszystko wokół siebie, a nigdy nie brakowało mu pomysłów. - Błagam, nie daj mi zasnąć. Nie mogę iść spać. - Ale powiedział to tak cicho, że wiadomo było gdzie zabiera go to delikatne przymknięcie powiek.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.