Kiedyś mieli to wszystko na wyciągnięcie ręki. Zdarzały im się dni, kiedy nie przejmowali się zupełnie niczym, wpadali w taki dziwny nastrój, podczas którego z wszystkiego sobie żartowali. W domu przecież mogli sobie pozwolić na wszystko, nie musieli nikogo grać, udawać poważnych ludzi znających się na swoich dziedzinach, mogli być sobą, zawsze. Tego jej brakowało. Tej odrobiny beztroski i luzu, która ostatnio nie towarzyszyła jej praktycznie wcale. Kłóciła się z bratem, doprowadzała do sprzeczek ze znajomymi, nie miała możliwości, aby zachowywać się w ten lekki sposób. Jasne, alkohol to dzisiaj ułatwił, ale kiedyś wcale go do tego nie potrzebowali. Potrafili zachowywać się w ten sposób zupełnie na trzeźwo, właściwie to nie potrafiłaby nawet określić kiedy ostatnio im się to zdarzyło, ale to, że dzisiaj to powtarzali było całkiem przyjemne. Nadal musiało to gdzieś w nich tkwić, może bardzo głęboko, bo ukazało się dopiero po wypiciu dwóch butelek whisky, ale można się było w tym doszukać całkiem pozytywnych znaków, o ile w ogóle ktoś chciał ich szukać.
Czuła, że to było im potrzebne. Pozbycie się tych wszystkich negatywnych emocji i skupienie na ich zupełnym przeciwieństwie, nie wracała do ich rozmowy, którą odbyli o poranku, czy w nocy, czy wieczorem. Skupiała sie na tej zupełnie beztroskiej chwili, która mogła się wydawać nic nie znaczyć, jednak dla Yaxleyówny dowodziła wiele.
Przestali myśleć o tych sztucznych, narzucanych sobie granicach, które nie były im do niczego potrzebne (przynajmniej jej zdaniem), pozowolili sobie zatracić się w tym dziwnym, nie do końca prawdziwym momencie, chociaż, czy naprawdę byliby w stanie się tak oszukiwać, nie - jej to przychodziło raczej naturalnie. Zwłaszcza, że dość mocno pijana nie do końca potrafiła panować nad naturalnymi odruchami.
Skończyła palić swojego szluga, skłonna była od razu wsadzić sobie kolejnego w usta, ale się przed tym powstrzymała, bo Roise przecież ich nie lubił. Może i była pijana, ale nie chciała ciągle powodować u niego dyskomfortu, więc po prostu przygasiła go w popielniczce. Nie miała czym zająć rąk, więc położyła je sobie na udach i przesuwała je to w górę to w dół. Nie zapytała go, czy potrzebuje pomocy z gotowaniem, bo to nie był najlepszy pomysł. Mogłaby zrobić im krzywdę, szczególnie w takim stanie w jakim się znajdowała. Może i norze był jej specjalnością, jednak nie w kuchni.
- Twój kutas może się jeszcze do czegoś przydać. - Powinna była się chyba ugryźć w język, ale tego nie zrobiła. Zresztą sam zaczął ten temat, czyż nie. Przygryzła dolną wargę trochę zbyt mocno, bo poczuła na języku smak krwi. Zdecydowanie nie była trzeźwa, ale nie miała zamiaru się tym przejmować. - Jasne, Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, chociaż nie wiem dlaczego rozmawiamy o możliwości odcinania Twoich kończyn przeze mnie. - Nie to miała na myśli, musiał ją źle zrozumieć, jednak skoro już doszli do tego tematu, to oczywiście, że zamierzała mu obiecać, że spełni jego ewentualne oczekiwania. Tak, pewnie sama wybrałaby podobną opcję. Lepiej nie mieć głowy niż rąk, niby to drugie można przeżyć, ale jakie właściwie życie wtedy pozostawało?
Potrafiła odcinać głowy. Jednym, precyzyjnym cięciem. Czy przy pomocy noży, czy zaklęć. Może jeszcze nigdy nie zrobiła tego z człowiekiem, kto jednak wiedział, kiedy przekroczy tę granicę, nie, żeby zależało jej na tym, aby tego spróbować. Była przecież wyłącznie łowczynią potworów, a nie morderczynią, ale nie mogła przewidzieć kiedy zostanie przyciśnięta do muru, kiedy faktycznie pojawi się powód, aby sprawdziła, czy podobnie dobrze radzi sobie z ludźmi. Oczywiście nie zamierzała korzystać z tych czynności w stosunku do Ambroisa, bo przecież nigdy nie zrobiłaby mu krzywdy, no nie takiej trwałej.
- Czy któreś palce są bardziej ważne od innych? - Musiała zweryfikować te informacje. Nie, żeby zamierzała mu je upierdolić, po prostu chciała wiedzieć, jak rysowała się ta cała sytuacja. Od tego w końcu zaczęły się jej pytania, coby było gdyby sam sobie zrobił krzywdę. Nie wiedzieć czemu przeszli od oodcinania przez nią jego różnych części ciała. Nie tego chciała się dowiedzieć...
Poczuła na sobie jego karcący wzrok, prowokował ją do walki na spojrzenia? Proszę bardzo. Przyglądała się mu bez mrugnięcia, chociaż oczy miała zmrużone, bo nadal nieco rozmazywała się jej jego sylewtka, z tym aktualnie nie mogła nic poradzić, bo była dosyć mocno wstawiona, ale dawała z siebie wszystko, chciał pojedynku - to go dostanie.
- Są całkiem ładne i przydatne, te Twoje palce, tak tylko zastanawiam się nad możliwościami. - Musiała wiedzieć, co powinna robić, gdyby pojawiła się taka ewentualność. Najebana Geraldine próbowała znaleźć odpowiedzi na każde nurtujące ją pytanie, musiała być w końcu gotowa na wszystko, czyż nie? Któż wie, co przyniesie im przyszłość. Przezorny zawsze ubezpieczony, czy coś.
- Nauczyłeś się zaklęć niewerbalnych, czy dopiero byś to zrobił? W sensie magii bez machania kijem? - Cóż, to mogła być kolejna rzecz, której o nim nie wiedziała, w końcu nie mieli praktycznie żadnej styczności przez ostatnie półtora roku. Była na tyle pijana, żeby mieszać magię niewerbalną z bezróżdżkową, cóż, powinien jej to wybaczyć.
- Wiesz, że pytam czysto hipotetycznie, co nie? - Wolała się upewnić, że wiedział do czego zmierza, bo naprawdę nie chciała mu zrobić krzywdy, nie teraz. To były tylko głupie pytania, które pojawiły się w jej głowie pod wpływem chwili.
- Musiałabym strzelać nogami, nie wiem, czy tak się da. - To była pierwsza opcja, która przyszła jej na myśli. Próbowała sobie to nawet zwizualizować, ale docierało do niej, że mogło być to całkiem problematyczne. - Złapię Cię kiedyś i przywiążę do drzewa, położę jabłko na czubku głowy i zademonstruję jak się strzela z kuszy, może wtedy przestaniesz mi wyrzygiwać ten jeden raz, kiedy mi się to nie udało. - Czy to była groźba? Nie, zdecydowanie raczej obietnica. Liczyła na to, że sytuację zagrażającą życiu zapamiętałby zdecydowanie lepiej od tej jednej, nieszczęsnej, zupełnie przypadkowej, kiedy faktycznie chybiła. To nie zdarzało się często, a on nie dawał jej o tym zapomnieć.
- Co gotujesz? - Rzuciła jeszcze, aby zmienić temat na mniej drastyczny, może faktycznie lepiej by im zrobiło gdyby przeszli do jedzenia, a nie gadając o odciętych głowach, fiutach, czy rękach, to nie do końca służyło apetytowi.