Wydawało jej się, że mieli to za sobą. Gładko przeszli do kolejnego tematu rozmowy, ominęli wyzwanie, które mu rzuciła. Nieco ją to zdziwiło, bo sądziła, że skoro padło słowo na T to zareaguje od razu, bo to, aż prosiło się o to, aby to zrobił. Znała go, wiedziała, że nie mógłby odmówić jej i sobie tej przyjemności, zresztą może faktycznie dobrze byłoby to wyjaśnić od razu. Wtedy będzie mogła mu powtarzać, że jest szybsza, silniejsza, najlepsza. O tak, bardzo chciałaby to zrobić. Będzie mogła mu to wypominać do usranej śmierci tak jak on wypominał jej tę nieszczęsną kuszę. Zasługiwała na to. Była gotowa wstać i ruszyć za nim od razu, tyle, że nie uciekł. Stał dalej przy tej nieszczęsnej patelni i wydawał się być zupełnie spokojny, tym razem nie udało jej się go sprowokować. Dziwne, może to też się zmieniło? Nie, nie mógł się zmienić, aż tak. Takie cechy charakteru były nie do ruszenia, nie dało się ich tak łatwo pozbyć. Pewnie wolał to zrobić, gdy będzie trzeźwy, chociaż wydawało jej się, że gdy zejdzie z nich alkohol to zapomną o tej drobnej dyskusji.
Niczego nieświadoma znalazła się więc przy jego boku, a właściwie to za nim. Spróbowała nawet sosu, który przygotował im na obiad. Wydawało się, że jest nadal całkiem sielsko, o nawina i pijana Geraldine.
Nie miała pojęcia, że to była jedynie cisza przed burzą, że wcale tak szybko nie zrezygnował z tego drobnego starcia. Powinna się tego spodziewać, nie doceniła swojego przeciwnika, zlekceważyła go, co okazało się być błędem. Przymknęła na moment oczy rozkoszując się smakiem przygotowanej przez niego potrawy i wtedy to się stało.
Minął ją i wyrwał przed siebie. - Kurwa. - Padło z jej ust, bo zrozumiała aluzję, wiedziała do czego zmierza, zaczął się ten wyścig, a ona przegapiła jego start.
Nie mogła zwlekać, miała świadomość, że nie ważne jest to, jak się zaczyna, tylko w jaki sposób się kończy, nie powinna jednak tracić czasu, bo jak tak dalej pójdzie to zostanie daleko w tyle i faktycznie straci swoje szanse na powodzenie. Miała mu co udowodnić, chciała się odgryźć za te wszystkie razy, kiedy naśmiewał się z jej kuszniczych umiejętności. Przed oczami potrafiła już sobie wyobrazić widok mężczyzny przywiązanego do drzewa, tak, musiała to wygrać, to było dla niej naprawdę ważne.
Wyrwała więc za nim, ile tylko miała sił w nogach, co wcale nie było w tej chwili prostym zadaniem, bo nieco jej się one plątały, do tego średnio radziła sobie z określeniem odległości, jaka ich dzieliła, bo była nawalona, bardzo nawalona, to nie zmieniało jednak faktu, że bardzo zależało jej na zwycięstwie.
Nie spodziewała się, że ledwie rozpocznie swój bieg, a na jej drodze pojawi się przeszkoda w kształcie krzesła. Nie grał czysto, tego też powinna się po nim spodziewać, nie mógł wynieść niczego dobrego z robienia interesów na Nokturnie... - Kanciarz. - Mruknęła pod nosem, z krzesłem jednak też powinna sobie poradzić, miała całkiem długie nogi, więc bez problemu powinna je przeskoczyć, no w normalnym stanie, po pijaku? Najwyżej się o nie potknie. Kicnęła więc przed siebie niczym sarenka i o ile jej się udał ten wyczyn to biegła dalej, musiał wpaść w jej ręce.
AF (IV)
Sukces!
Sukces!