Nie spodziewała się, że ten dzień może się, aż tak bardzo zamieszać. Poranek był ciężki i przytłaczający, wszystko zaś co działo się później było tego przeciwieństwem. Całkiem przyjemne chwile na wrzosowisku, a teraz to, wyścig, czy właściwie chuj wie co. Mniejsza o nazewnictwo. Istotne było jedynie to, jaki był tego cel. Nawaleni, czy nie zawsze wykazywali ogromne zacięcie do udowadniania swoich racji. Metody były różne, tym razem wybrali chyba najbardziej sprawiedliwą opcję? Musiała mu po prostu zademonstrować, że się myli. Nic bardziej prostego, prawda?
Mimo tego, że traktowała to starcie dosyć poważnie, to całkiem nieźle się przy tym bawiła. Nie myślała o niczym, co jeszcze przed chwilą ją męczyło, problemy wydawały się nie istnieć, ważne było po prostu to, aby zakończyć tę małą misję sukcesem.
Niestety nie okazało się to być takim łatwym zadaniem. Całkiem sprawnie manewrowali między meblami w salonie, póki co jeszcze nie udało jej się go nawet dotknąć, co nieco ją drażniło, bo nie zakładała, że będzie jej się wymykał. Właściwie dzięki temu zwycięstwo powinno smakować lepiej, w końcu gdy się człowiek nieco natrudzić, aby dostać to na czym mu zależy, to wygrana przynosiła jeszcze większą satysfkację.
Podskoczyła z radością, gdy poduszka mknęła do celu, włożyła w to sporo siły, chyba nawet zbyt dużo, nie do końca oszacowała jego odległość. Nie zauważyła tego, że musiała ona być uszkodzona, bo nagle po wnętrzu salonu zaczęło fruwać pierze, no jasne, brakowało jej jeszcze tylko tego, jakby bez tych piór unoszących się wokół nie miała problemu ze wzrokiem. Była jednak gotowa na wszystko, tak przynajmniej sobie powtarzała.
Obudziła swoje wszystkie łowcze zmysły, aby dorwać zwierzynę, to znaczy dorwać Roisa...
To, że raz się jej nie udało przygwoździć go do podłogi nie spowodowało, że zamierzała rezygnować z tej metody. Wiedziała, że czasem tak, że trzeba powtórzyć manewr, wtedy dopiero okazywał się skuteczny. Może przez to robiła się coraz bardziej przewidywalna, ale co z tego. Miała zamiar zademonstrować mu, jak bardzo się mylił, to, że przy okazji zamieniali salon w małe pobojowisko? Musiały pojawić się jakieś straty, była na nie gotowa, no - przynajmniej tak się jej wydawało.
Sukces związany z pięknym rzutem poduszką dodał jej pewności siebie - nie, żeby wcześniej jej brakowało, ale zawsze mogło być lepiej. Dzieki temu przeskoczyła bardzo zgrabnie nad kanapą i praktycznie od razu trafiła do celu. Na jej szczęście Ambroise wił się po podłodze niczym węgorz, więc wystarczyło tylko odpowiednio przyprzeć go do parteru i będzie miała problem z głowy.
Nie udało jej się to jednak do końca tak jakby chciała, ale złapała go za nogę, chociaż tyle jej się udało. Objęła ją dwoma rękoma, aby jej się nie wyślizgnął - bo widziała co chciał zrobić, chciał się schować za fotelem - taki chuj. - Już prawie. - Mruknęła pod nosem do siebie.
Zacisnęła zęby i tym razem próbowała go pociągnąć za tę nieszczęsną nogę w swoim kierunku. Nie mogła pozwolić na to, aby jej stamtąd spierdolił. To było niedopuszczalne. Była naprawdę zawzięta w tym co robiła, jakby mierzyła się z najstraszniejszym z potworów, a to przecież był tylko Roise, tyle, że naprawdę zależało jej na tym, aby udowodnić mu swoją wartość. Nie, żeby wątpiła w to, że traktował ją niepoważnie, ale od tego poniekąd zależał jej honor, bo to ona wykonując swój zawód musiała korzystać głównie z siły fizycznej, kimże by była gdyby pokonał ją uzdrowiciel? To byłaby dla niej ogromna ujma, nawet jeśli chodziło o niego.
Jeśli jej się udało, to pozostała jej ostatnia czynność - faktycznie przyszpilić go do ziemi i unieruchomić.( jeśli nie, to pewnie wlazła na to, co miała w rękach, czyli nogę). To nie było nic trudnego, przynajmniej teoretycznie, gdy znajdzie się odpowiednio blisko po prostu przeturla się nad nim i usiądzie na nim okrakiem, tak aby Roise nie mógł się ruszać.
AF PO
Akcja nieudana
Sukces!