15.01.2025, 10:41 ✶
Oczywiście, że Brenna nie żałowała, że nie zawołali dorosłych. Dorośli często wszystko psuli, uwagami w rodzaju „nie wchodź na to drzewo, jest za wysokie”, „nie wypływaj na środek jeziora” albo „…jak to, zostałaś nielegalnym animagiem?” Brenna lubiła wielu dorosłych, między innymi panią Bletchley, i chętnie spędzała z nimi czas, ale przecież nie podczas wyprawy nad wodę, prawda? A poza tym łatwiej było szukać chłopca od razu niż biec do wioski. No i Brenna też już była prawie dorosła, więc co za różnica.
Logika Brenny zawieszała się trochę na pogodzeniu „dorośli często wszystko psują” z „ja zaraz będę dorosła”, ale po prostu starała się nie myśleć o tym za wiele, jeszcze nieświadoma, że całkiem niedługo z jej ust zaczną padać zdania w rodzaju „nie, nie możesz iść sama na Nokturn”. (Których nie rzucała właściwie już teraz głównie dlatego, że jedyny jej znajomy, który chodził sam na Nokturn, to był Vincent Prewett, a Brenna uważała, że jak ktoś na niego na tym Nokturnie wpadnie, to już ten ktoś sam o siebie może zadbać. Od Vincenta to już sama twarz powinna odstraszyć większość zbirów.)
– Czyyyli trzeba po prostu nie używać za dużo. Zdaje mi się to trochę takie męczące, wiecie, patrzysz na kogoś, i zawsze wiesz, czy jest smutny, czy radosny, i w ogóle… – paplała Brenna. – Jasne, poczekam. O, czyta coś pani! I jak? Dobra książka? Ja ostatnio czytam jeden komiks, który wzięłam od kolegi, tylko jest mugolski, komiks, nie kolega, znaczy kolega też jest z rodziny mugoli, i nie wszystko tam rozumiem, mugole mają strasznie dużo dziwnych urządzeń – podjęła, kiedy Alice pobiegła na górę. Najwyraźniej ewidentnie romantyczna okładka nie robiła na Brennie ani trochę wrażenia: sama ogółem czytała to, co wpadło jej w ręce, i znalazły się wśród tego i ze dwie mugolskie powieści romantyczne (chociaż nie odkryła jeszcze tych czarodziejskich: takie dzieła literackie czarodziejskiego świata jak Wszystkie jego miotły miała dopiero odkryć, gdy te wypadną ze schowka pewnej pielęgniarki).
– Dziękuję. To ja pójdę do łazienki na moment, jeśli mogę – oświadczyła chwilę później, bardzo ostrożnie przejmując od Alice sukienkę tak, żeby tej nie ubrudzić.
Logika Brenny zawieszała się trochę na pogodzeniu „dorośli często wszystko psują” z „ja zaraz będę dorosła”, ale po prostu starała się nie myśleć o tym za wiele, jeszcze nieświadoma, że całkiem niedługo z jej ust zaczną padać zdania w rodzaju „nie, nie możesz iść sama na Nokturn”. (Których nie rzucała właściwie już teraz głównie dlatego, że jedyny jej znajomy, który chodził sam na Nokturn, to był Vincent Prewett, a Brenna uważała, że jak ktoś na niego na tym Nokturnie wpadnie, to już ten ktoś sam o siebie może zadbać. Od Vincenta to już sama twarz powinna odstraszyć większość zbirów.)
– Czyyyli trzeba po prostu nie używać za dużo. Zdaje mi się to trochę takie męczące, wiecie, patrzysz na kogoś, i zawsze wiesz, czy jest smutny, czy radosny, i w ogóle… – paplała Brenna. – Jasne, poczekam. O, czyta coś pani! I jak? Dobra książka? Ja ostatnio czytam jeden komiks, który wzięłam od kolegi, tylko jest mugolski, komiks, nie kolega, znaczy kolega też jest z rodziny mugoli, i nie wszystko tam rozumiem, mugole mają strasznie dużo dziwnych urządzeń – podjęła, kiedy Alice pobiegła na górę. Najwyraźniej ewidentnie romantyczna okładka nie robiła na Brennie ani trochę wrażenia: sama ogółem czytała to, co wpadło jej w ręce, i znalazły się wśród tego i ze dwie mugolskie powieści romantyczne (chociaż nie odkryła jeszcze tych czarodziejskich: takie dzieła literackie czarodziejskiego świata jak Wszystkie jego miotły miała dopiero odkryć, gdy te wypadną ze schowka pewnej pielęgniarki).
– Dziękuję. To ja pójdę do łazienki na moment, jeśli mogę – oświadczyła chwilę później, bardzo ostrożnie przejmując od Alice sukienkę tak, żeby tej nie ubrudzić.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.