Mówiła przecież, że ma doświadczenie, zresztą nie musiała tego mówić, powinien zdawać sobie z tego sprawę. Nawet najebana jakoś potrafiła się na nim utrzymać. Te lekcje jazdy konnej, które brała latem w końcu mogły się do czegoś przydać. Widać było, że czas, który temu poświęciła nie poszedł na marne. Cóż była z siebie naprawdę dumna, gdyby tylko teraz widział ją jej nauczyciel na pewno by docenił technikę z której korzystała.
Żadne z nich nie miało zamiaru odpuścić, co wiązało się z kolejnymi zniszczeniami w ich domu, które zapewne się za chwilę pojawią. Nie przejmowała się tym jednak specjalnie, jakieś starty musiały się pojawić podczas tej, jakże zaciętej walki.
Yaxleyówna jeszcze nie do końca miała szansę ocenić szkody, które się pojawiły, bo znajdowała się na górze, skupiała całą swoją uwagę na Roise. Wiedziała, że spróbuje jej się wymknąć, pokazał, że nie zamierza łatwo odpuścić, co tylko zachęcało ją do dalszego działania. Nie mogła pozwolić mu się wymknąć z tego żelaznego uścisku.
Była czujna niczym ważka, dlatego też bardzo szybko zareagowała, kiedy próbował docisnąć jej nogi do swojego ciała, nie wiedziała, że jest taka dobra w zapasach, ale może powinna spróbować i tej dziedziny sportu, najwyraźniej jej talent się marnował, co było niedopuszczalne.
Nie miała zamiaru jednak szybko osiadać na laurach, bo mógł po raz kolejny ją czymś zaskoczyć. Oczywiście, że tak się stało. Tym razem po raz kolejny chciał zagrać bardzo nisko i skorzystać z podstępu. Unieruchomiła jego prawą rękę o ziemię, gdy chciał ją zbliżyć do jej kolan, aby zacząć ją łaskotać. Zrobiła to chyba nieco za mocno, bo poczuła, że paznokcie zaczęły wbijać się w skórę mężczyzny. Cóż, najwyraźniej zniszczone meble nie miały być jedyną szkodą, jaka się pojawiła.
Spojrzała na niego przepraszająco, miała nadzieję, że nie zabolało go to za bardzo, mimo wszystko jednak nie uważała, że przypadkowe zranienie było powodem, przez który miałaby odpuścić. Gdy się na coś usrała to nie ma zmiłuj, później pewnie przeprosi go za to, że za bardzo się w to zaangażowała, aktualnie jednak była w jakimś wariackim transie, który miał doprowadzić Yaxleyównę do wygrania tego starcia.
Póki miała taką możliwość postanowiła jeszcze bardziej wzmocnić nacisk swoich nóg. W zasadzie to docisnęła Roisa do podłogi swoimi udami, na jej twarzy pojawił się uśmiech, bo wydawało się jej, że moment kulimancyjny się zbliża.
- Wygrałam! - Tak, postanowiła powiedzieć to w głos. Nie miała pojęcia, czy zamierza jeszcze walczyć, jeśli tak... cóż, udało jej się w końcu go złapać. Mógł próbować uwolnić się z tego uścisku, ale nie sądziła, że mu się to powiedzie. Oczy Yaxleyówny błyszczały, widać w nich było radość, bo chyba faktycznie zakładała, że już jest po wszystkim.
rzucam na AF PO
Sukces!
Sukces!