Była to bardzo zacięta walka, nie ma się co dziwić, skoro mierzyły się ze sobą dwa osły, które nie potrafiły odpuścić. Sama siła woli jednak nie wystarczała, musiało to nieść ze sobą faktyczne umiejętności. Jedno i drugie je miało, ale, ktoś z nich musiał być lepszy. Nie dało się mieć identycznego poziomu. Zależało jej na tym, aby udowodnić mu, że tą osobą była ona. Nie wyobrażała sobie innego scenariusza.
Nie kiedy już wpadł w jej uścisk, gdy Geraldine w końcu znalazła się na górze. Dzielnie walczył, próbował sięgać po różne metody, nie poddawał się, ale ona wiedziała, że nie mogło się to zakończyć inaczej, jak tylko i wyłącznie jej zwycięstwem. Może brakowało jej skromności, ale w tym wypadku nie uważała tego za coś złego.
Poświęciła wiele czasu na to, aby faktycznie mieć pewność, że jej ciało nigdy jej nie zawiedzie. Jasne, korzystała z broni, zaklęć, różnych sztuczek, ale najważniejsza była jej sprawność fizyczna. Od tego w dużej mierze zależało to, czy uda jej się przeżyć polowania. Nie mogła sobie pozwolić na momenty słabości, bo mogło ją to naprawdę wiele kosztować. Nie osiadała na laurach, wręcz przeciwnie, naprawdę dużo czasu spędzała na tym, aby być jeszcze lepszą, zależało jej na tym, aby inni wiedzieli, że nie można jej lekceważyć, chciała zostać najpotężniejszą łowczynią tego pokolenia. Miała wrażenie, że znajduje się bardzo blisko celu.
Roise na pewno miał doświadczenie w podobnych sytuacjach, nie wątpiła w to, że wdawał się w bójki, w końcu skądś miał te swoje nowe blizny, które udało jej się zauważyć, gdy znaleźli się pod prysznicem. Tyle, że to mogło nie wystarczyć do tego, aby ją pokonać, nie to na pewno nie miało wystarczyć.
Usrała się, wyjątkowo się usrała. Nie myślała już jasno, adrenalina spowodowana tym rzuconym między nich wyzwaniem krążyła jej w żyłach i powodowała, że liczyło się tylko to, aby go pokonać.
- Zobaczymy, jeszcze będziesz prosił o to, żebym z Ciebie zeszła. - Jasne, nic nie musiał, zdawała sobie z tego sprawę, chciała mu jednak pokazać, że powinność trochę różni się od przymusu. W dupie miała to, że coby się nie działo nie zamierzał dać jej wygrać. Jeśli trzeba będzie to nawet odrobinę zbyt mocno go dotknie, by pokazać mu, że nadszedł moment, w którym nie znajdzie innego wyjścia.
- Przez pewien czas sny były jedynym, co mi pozostało. - Tak, miała go tutaj teraz, mogła zmienić przebieg ich zabawy, wykorzystać okazję, że znajdują się tak blisko siebie, ale to nie był odpowiedni moment. Nie kiedy wkrótce miało się wyjaśnić to, które z nich wygra te starcie.
Jakimś cudem jej długa noga owinęła się wokół jego ciała ponownie. Udało się Yaxleyównie również bardzo mocno oprzeć przedramię w okolicach jego szyi. Nachyliła się wtedy nad nim, tak, że niemalże dotykała jego nosa swoim nosem, patrzyła mu w oczy, a na jej twarzy malował się ogromny uśmiech.
Wiedziała, że znalazł się w potrzasku, tym razem w takim z którego nie miał już jak się wyswobodzić, czy się na to zgadzał, czy nie, sytuacja była bardzo jasna - wygrała.
Usłyszała dźwięk nogi, która uderzała o ziemię. Poddał się, może nie wypowiedział tych magicznych słów, ale sytuacja była jasna. Faktycznie udało jej się to zwyciężyć.
Cóż, skoro nadeszła ta wiekopomna chwila, zsunęła się z niego i padła tuż obok na ziemię. Roześmiała się głośno, zadowolona ze swojego sukcesu. Co ona mu jeszcze obiecywała? Że jak go złapie, to przywiąże go do drzewa... Ta, jasne nie miała pojęcia, gdzie jest jej różdżka, więc musiała pozostawić tę część zabawy na później.
Aktualnie więc leżała na ziemi i śmiała się w głos, szczęśliwa, że udało się jej osiągnąć cel. Była zmęczona, nie dało się tego nie zuważyć, musiała uspokoić oddech, nogi jej drżały, bo sporo siły włożyła w to, aby utrzymać go w jednym miejscu, okazało się jednak, że wszystko co robiła miało sens, bo udowodniła, że była od niego lepsza.