16.01.2025, 00:00 ✶
Emocje nieco z niego opadły, kiedy opuścił duszne od emocji wnętrze Księżycowego Stawu. Za dużo sprzecznych opinii. Brak skupienia. Brak zrozumienia dla perspektywy innych. Może nawet rażący brak zainteresowania życiem postronnych, ale... Czy w sumie można było ich winić? Przez te wszystkie miesiące praca na rzecz organizacji stała się praktycznie ich drugą naturą. A ryzykowali bardzo dużo, stając w opozycji nie tylko wobec Śmierciożerców, ale też poniekąd Ministerstwa Magii. Chwilami. Czasami.
— Mhmm… A próba zachowania kapki zdrowego rozsądku w tym wszystkim tylko przyprawia o dodatkowy ból głowy — zawtórował Norze, dorzucając przy okazji swoje trzy knuty na temat całej tej sytuacji.
Wypuścił powoli powietrze z płuc i wysunął z kieszeni fajki, których nie zdołał wypalić tego lata. Aż dziwne, że cokolwiek się ostało, biorąc pod uwagę tę całą kaskadę niespodziewanych zdarzeń ostatnich tygodni. Chyba jednak znam jako tako pojęcie umiaru, skomentował bezgłośnie, obracając niepewnie paczkę w dłoniach, jakby zastanawiał się, czy sytuacja, w jakiej się znaleźli, faktycznie osiągnęła poziom krytyczny. Po chwili jednak podsunął przyjaciółce jednego papierosa. Nie było wyjścia; zapalenie było obecnie najzdrowszą opcją.
— Naprawdę potrafię zrozumieć obie strony, wiesz? — mruknął, wyciągając z drugiej kieszeni swoją zdobioną zapalniczkę, co by w razie potrzeby poratować pannę Figg ogniem. — Jesteśmy w nieciekawej sytuacji przez to wszystko, a ja... Ja naprawdę nie myślałem, że to wszystko będzie tyle trwać.
Wbił wzrok w ziemię, mimowolnie wracając myślami do pierwszych dni po Beltane, kiedy za każdym razem, gdy zerkał w niebo, spodziewał się, że ujrzy nad Doliną Godryka lub Londynem symbol Czarnego Pana i jego Śmierciożerców. Może i działania bohaterów z Polany Ognisk pokrzyżowały plany Voldemorta, co uratowało społeczność czarodziejów przed inwazją lub przewrotem politycznym, ale chyba nic nie przygotowało Zakonu Feniksa na to, jak uciążliwe będzie czekanie na to, co miało dopiero nadejść.
Przygotowania. Przygotowania. Przygotowania. I lizanie własnych ran w międzyczasie, kiedy wyszło na jaw, że rytuały kowenu namieszały jeszcze w życiu prywatnym wielu osób. O ile straszniejszy byłby świat, gdyby faktycznie znaleźli się pod okupacją czarnoksiężników, ale o ile prościej by było rozsądzić, jak powinni się zorganizować. Wówczas wszystko było prostsze, a większość odcieni szarości zapewne rozbłysłoby bielą lub nasiąknęłoby ciemnością. A tak? Wieczne niewiadome. Problemy z zaufaniem. Szafowanie bezpieczeństwem aktualnych członków organizacji, jak i ludzi, którzy potencjalnie mogliby pomóc.
— Potrzebujemy ludzi, co do tego nie mam wątpliwości, ale im dłużej trwamy w tym zawieszeni, tym bardziej się cieszę, że niektórzy po prostu nie muszą się z tym liczyć. Nieświadomość twoim błogosławieństwem, czy coś w tym guście. — Westchnął cicho. — To wszystko wyglądało inaczej na samym początku, a nie minęły jeszcze pełne dwa lata.
Uśmiechnął się niewesoło, przypominając sobie, jak wyglądało jego własne przyjęcie do Zakonu Feniksa. Plotki o zbierających się przyjaciołach. Nora, która poleciła mu rozmowę z Patrickiem. Niezmiernie ciekawe Yule w Warowni, kiedy faktycznie zaczęło do niego dochodzić to, że Brenna już wiedziała, co się święci i nie zamierzała patrzeć na to wszystko z boku. Dopóki żyli momentem od jednego zadania do drugiego, jednej próby wykazania się do drugiej było lepiej. Prościej.
— A jak ty się z tym czujesz? — spytał w oczekiwaniu, zapalając w końcu i swojego papierosa. — Bądź co bądź, jesteś w trochę innej sytuacji od większości. Brak przeszkolenia jak brygadzistka czy inna specjalistka od cholera-wie-czego, co się kryje w Departamencie Tajemnic. — Przekrzywił głowę, co by lepiej przyjrzeć się Norze. — Jesteś też bliżej ludzi. Takich no... Zwykłych. Przez klubokawiarnię.
— Mhmm… A próba zachowania kapki zdrowego rozsądku w tym wszystkim tylko przyprawia o dodatkowy ból głowy — zawtórował Norze, dorzucając przy okazji swoje trzy knuty na temat całej tej sytuacji.
Wypuścił powoli powietrze z płuc i wysunął z kieszeni fajki, których nie zdołał wypalić tego lata. Aż dziwne, że cokolwiek się ostało, biorąc pod uwagę tę całą kaskadę niespodziewanych zdarzeń ostatnich tygodni. Chyba jednak znam jako tako pojęcie umiaru, skomentował bezgłośnie, obracając niepewnie paczkę w dłoniach, jakby zastanawiał się, czy sytuacja, w jakiej się znaleźli, faktycznie osiągnęła poziom krytyczny. Po chwili jednak podsunął przyjaciółce jednego papierosa. Nie było wyjścia; zapalenie było obecnie najzdrowszą opcją.
— Naprawdę potrafię zrozumieć obie strony, wiesz? — mruknął, wyciągając z drugiej kieszeni swoją zdobioną zapalniczkę, co by w razie potrzeby poratować pannę Figg ogniem. — Jesteśmy w nieciekawej sytuacji przez to wszystko, a ja... Ja naprawdę nie myślałem, że to wszystko będzie tyle trwać.
Wbił wzrok w ziemię, mimowolnie wracając myślami do pierwszych dni po Beltane, kiedy za każdym razem, gdy zerkał w niebo, spodziewał się, że ujrzy nad Doliną Godryka lub Londynem symbol Czarnego Pana i jego Śmierciożerców. Może i działania bohaterów z Polany Ognisk pokrzyżowały plany Voldemorta, co uratowało społeczność czarodziejów przed inwazją lub przewrotem politycznym, ale chyba nic nie przygotowało Zakonu Feniksa na to, jak uciążliwe będzie czekanie na to, co miało dopiero nadejść.
Przygotowania. Przygotowania. Przygotowania. I lizanie własnych ran w międzyczasie, kiedy wyszło na jaw, że rytuały kowenu namieszały jeszcze w życiu prywatnym wielu osób. O ile straszniejszy byłby świat, gdyby faktycznie znaleźli się pod okupacją czarnoksiężników, ale o ile prościej by było rozsądzić, jak powinni się zorganizować. Wówczas wszystko było prostsze, a większość odcieni szarości zapewne rozbłysłoby bielą lub nasiąknęłoby ciemnością. A tak? Wieczne niewiadome. Problemy z zaufaniem. Szafowanie bezpieczeństwem aktualnych członków organizacji, jak i ludzi, którzy potencjalnie mogliby pomóc.
— Potrzebujemy ludzi, co do tego nie mam wątpliwości, ale im dłużej trwamy w tym zawieszeni, tym bardziej się cieszę, że niektórzy po prostu nie muszą się z tym liczyć. Nieświadomość twoim błogosławieństwem, czy coś w tym guście. — Westchnął cicho. — To wszystko wyglądało inaczej na samym początku, a nie minęły jeszcze pełne dwa lata.
Uśmiechnął się niewesoło, przypominając sobie, jak wyglądało jego własne przyjęcie do Zakonu Feniksa. Plotki o zbierających się przyjaciołach. Nora, która poleciła mu rozmowę z Patrickiem. Niezmiernie ciekawe Yule w Warowni, kiedy faktycznie zaczęło do niego dochodzić to, że Brenna już wiedziała, co się święci i nie zamierzała patrzeć na to wszystko z boku. Dopóki żyli momentem od jednego zadania do drugiego, jednej próby wykazania się do drugiej było lepiej. Prościej.
— A jak ty się z tym czujesz? — spytał w oczekiwaniu, zapalając w końcu i swojego papierosa. — Bądź co bądź, jesteś w trochę innej sytuacji od większości. Brak przeszkolenia jak brygadzistka czy inna specjalistka od cholera-wie-czego, co się kryje w Departamencie Tajemnic. — Przekrzywił głowę, co by lepiej przyjrzeć się Norze. — Jesteś też bliżej ludzi. Takich no... Zwykłych. Przez klubokawiarnię.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞