- Potrafię być cierpliwa. - Tak, jasne, kto jak kto, ale ona na pewno. Była istnym przeciwieństwem cierpliwości, można o niej mówić, że była w gorącej wodzie kąpana. Najchętniej usłyszałaby te słowa właśnie w tej chwili, ale jeśli jeszcze nie zamierzał rezygnować nie miała nic przeciwko temu. Mogła zaczekać chwilę, albo dwie, byleby tylko w końcu usłyszeć te słowa padające z jego ust. Nie wątpiła w to, że to ona zwycięży, teraz już nie. Mógł nadal próbować, ale miały to być już tylko i wyłącznie nic nie znaczące próby. Poczuła się bardzo pewnie i miała ku temu podstawy.
Nie metoda była najważniejsza, a cel. Miała w nosie to, że jej czyny z boku mogły wyglądać dość pokracznie, ciekawe, czy ktokolwiek inny był w stanie odnaleźć się w podobnych warunkach... Przyszło im się ścigać w salonie, pełnym przeszkód, musieli korzystać z tego, co nawinęło się pod rękę.
Starała się w miarę nad sobą panować, pojawił się moment, w którym chętnie wbiłaby mu swój łokieć pod żebra, ale tego nie zrobiła, bo przecież to nie była prawdziwa walka, nie chciała faktycznie go skrzywdzić, gdyby tak było sięgnęłaby po zupełnie inne chwyty, nie zależało jej aż tak na wygranej, jasne przypadkowo może wbiła mu paznokcie w nadgarstek, ale jakieś straty spowodowane tym tarzaniem się po podłodze musiały się pojawić. Na szczęście - nie były zbyt wielkie. Pomimo tego, że bardzo chciała zwyciężyć to jakoś udało jej się ograniczyć niektóre z zapędów.
- Najwyraźniej nadal potrafię Cię zaskoczyć. - Nie miała pojęcia, czy faktycznie zdarzyło się to w maju sześdziesiątego szóstego, nie do końca kojarzyła daty, wspomnienia rysowały jej się bardzo dokładnie, tyle, że nie wszystkie z nich potrafiła umieścić w czasie. Wydawało jej się jednak, że to nie mógł być tamten maj, bo wtedy raczej nie rozmawiali o śmierci, to był czas kiedy byli bardzo szczęśliwi i beztroscy, sam początek ich jakże burzliwego związku.
Złapała się na tym, że zaczęła nieco odpływać, próbowała odszukać w pamięci te wspomnienia, o których mówił, nie mogła robić jednak tego w tym momencie. Dosyć szybko wróciła duchem do ciała, bo przede wszystkim powinna skupić się na tym, aby jej chwyt nadal był pewny. Nie zamierzała wypuścić go z rąk, to była dopiero parszywa zagrywka - na szczęście nieudana.
W końcu doszło do tego na co czekała. Dźwięk tupania o podłogę dotarł do jej uszu - wygrała. Mogła odpuścić. Była zadowolona z takiego rozwoju sytuacji i oczywiście nie zamierzała tego ukrywać. Przecież właśnie o to im chodziło. Mieli ustalić, kto był lepszy.
- Może i Łajza, ale Twoja. - Wymsknęło jej się. Nie powinna tego mówić, bo przecież tak naprawdę nic ich już nie łączyło, jednak zatraciła się w tej krótkiej chwili, podczas której wrócili do tego, co mieli kiedyś.
Zachowywali się w końcu tak, jakby te półtora roku przerwy wcale im się nie przytrafiło, jakby nadal byli przyjaciółmi. Naprawdę jej tego brakowało, z nikim nigdy nie bawiła się tak dobrze, jak z nim. Czy w ogóle istniała na tym świecie inna osoba, z którą mogłaby odbyć taki wyścig po domu? No nie, nie było szans, aby ktoś inny niż Roise zrobiłby z nią coś takiego.
Oddychała głęboko i powoli, musiała nieco się ogarnąć, bo po tym alkoholu, który spożyli ten wysiłek fizyczny był dosyć mocno wyczerpujący. Nie żałowała jednak niczego - udowodniła to, co chciała, więc wszystko poszło po jej myśli. Była zadowolona z takiego obrotu wydarzeń, chociaż nieco zmęczona.
Bolały ją przede wszystkim kolana, jebła dosyć mocno o podłogę, dywan tego nie zamortyzował, ale jakoś sobie poradzi z tymi drobnymi niedogodnościami.
Nie przestawała się śmiać, szczególnie kiedy zwróciła uwagę na bałagan, który panował w salonie. Nieco tutaj narozrabiali, ale było to warte tego ich całkiem zabawanego starcia. Gorzej, że później to oni będą musieli ogarnąć ten syf, na szczęście póki co była pijana i nieszczególnie ją to interesowało.
Próbowała się uspokoić, ale szło jej to dość toporonie. Cała ta sytuacja... cóż, była bardzo wyjątkowa. Zdecydowanie ochujali skoro rozegrali to we własnym domu, ale czego więcej można się było po nich spodziewać?
Do jej uszu dotarł jęk, który wydał z siebie odwracający się w jej stronę Ambroise, dopiero wtedy postanowiła mu zawtórować i również znalazła się na boku. Oczy jej błyszczały, wyglądała jak siedem nieszczęść po tym turlaniu się po podłodze, ale była szczęśliwa. Nie dało się tego ukryć.
Poczuła dotyk opuszki jego kciuka na swojej twarzy, najwyraźniej musiała coś na niej mieć? To było prawdopodobne, w końcu zdążyli wytarzać się w pierzu i w kurzu. To było miłe, przyjemne ciepło zaczęło jej się rozchodzić po całym ciele, dawno nie towarzyszyły jej podobne uczucia. Niczym się nie przejmowała, właściwie wszystko wydawało się teraz takie proste i realne.
- Pojebało nas do reszty, co nie? - Skomentowała jeszcze po tym, jak i on wybuchnął śmiechem. Nie dało się ukryć, że zachowali się bardzo dojrzale doprowadzając do tej całej sytuacji, najważniejsze jednak, że byli u siebie i nikt poza nimi nie miał pojęcia, co właściwie się wydarzyło.