16.01.2025, 10:46 ✶
Zdenerwowanie Scylli nie było celem, bo i Charles nie planował niczego złego, co przecież jej powtarzał. Musiał jednak przyznać, że niecierpliwość dziewczęcia była skrajnie urocza i na nowo poczuł motylki w brzuchu, które radośnie trzepotały skrzydłami, grożąc, że z tej radości może Charlesa co najmniej zemdlić, jeśli nie będzie ostrożny. Mulciber za nic miał jednak te ostrzeżenia, gotów przypłacić swoje zauroczenie problemami żołądkowymi, jeśli do tego dojdzie.
- Mam nadzieję, że obiad nie zajmie nam tak długo. Ja do jutra nie wytrzymam! - Zaśmiał się, nie mogąc mieć pojęcia o przykrych myślach, które przechodziły przez głowę Scylli. Byli razem, ściskał jej dłoń, sama prowadziła go do jego mieszkania, które nawet nie bo do końca jego, ale to nie miało znaczenia. Świat był przecież piękny, piękne były szeroko otwarte, wystraszone oczy Scylli, piękny był jej uśmiech.
Ostatecznie znaleźli się w mieszkaniu i Charlie upewnił się, że drzwi są zamknięte, opierając się o nie plecami. To, co zamierzał powiedzieć, nie było tajemnicą dla nikogo, kto znał środowiskowy czarodziejów w Londynie, ale jeśli ktoś chciał słuchać, lepiej było, żeby nie wyłapał zbyt wielu informacji.
- Nie wiem, czy to ważne. - Podkreślił, znów łapiąc dłoń Scylli, tym razem w obie dłonie. Kiedy już poczuł, jak jej drobne palce łączą się z jego i jak do siebie pasują, nie chciał jej puszczać. Zamknął ją między swoimi. Na jego twarzy błąkał się ten niemądry uśmiech. - Tylko... - Zawahał się, lecz jego wzrok nawet na moment nie zgubił widoku twarzy dziewczęcia. - Wiem, że jesteś wilkołakiem, Scyllo. Nie przeszkadza mi to! Będę cię wspierał, jak tylko mogę. To chciałem ci powiedzieć.
- Mam nadzieję, że obiad nie zajmie nam tak długo. Ja do jutra nie wytrzymam! - Zaśmiał się, nie mogąc mieć pojęcia o przykrych myślach, które przechodziły przez głowę Scylli. Byli razem, ściskał jej dłoń, sama prowadziła go do jego mieszkania, które nawet nie bo do końca jego, ale to nie miało znaczenia. Świat był przecież piękny, piękne były szeroko otwarte, wystraszone oczy Scylli, piękny był jej uśmiech.
Ostatecznie znaleźli się w mieszkaniu i Charlie upewnił się, że drzwi są zamknięte, opierając się o nie plecami. To, co zamierzał powiedzieć, nie było tajemnicą dla nikogo, kto znał środowiskowy czarodziejów w Londynie, ale jeśli ktoś chciał słuchać, lepiej było, żeby nie wyłapał zbyt wielu informacji.
- Nie wiem, czy to ważne. - Podkreślił, znów łapiąc dłoń Scylli, tym razem w obie dłonie. Kiedy już poczuł, jak jej drobne palce łączą się z jego i jak do siebie pasują, nie chciał jej puszczać. Zamknął ją między swoimi. Na jego twarzy błąkał się ten niemądry uśmiech. - Tylko... - Zawahał się, lecz jego wzrok nawet na moment nie zgubił widoku twarzy dziewczęcia. - Wiem, że jesteś wilkołakiem, Scyllo. Nie przeszkadza mi to! Będę cię wspierał, jak tylko mogę. To chciałem ci powiedzieć.