16.01.2025, 18:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.01.2025, 18:59 przez Jonathan Selwyn.)
Jonathan uśmiechnął się przyjaźnie, ale błysk w jego oczach dość jasno oznaczał, że tak jak wcześniej nie myślał aby atakować Theo znienacka oklumencją i niby wiedział, że chłopak żartował, tak teraz... Teraz Jonathan naprawdę poważnie rozważał, tego rodzaju ćwiczenia. Hm... Taaak.... To chyba byłby dobry pomysł. Będzie musiał tylko, jakoś uśpić jego uwagę. Najlepiej, aby przy kolejnym ich spotkaniu nie próbował go testować. Niech chłopak myśli, że jest bezpieczny.
– Nie wiem mój drogi. Ty mi powiedz. Wyglądam na takiego, który w ramach nauki, mógłby przebiegle cię nagle zaatakować i kazać tańczyć na ulicy? – spytał, pół żartem, pół serio, strzepując paproch z rękawa swojej koszuli.
Skinął głową na znak, że zgadzał się na to, że było to coś ciężkiego do opisania, a potem jeszcze drugi i trzeci raz, aby zapewnić to, że nie będzie teraz ostrzegał przed próbą rzucenia na niego uroków. Szkoda tylko, że ciężko było uśpić czyjąś czujność, kiedy ten ktoś przyszedł tu specjalnie na trening. Z pomocą jednak przyszedł mu nie kto inny, jak jego własny skrzat domowy, Mercutio, który wychylił się nagle z korytarza.
– Przepraszam bardzo panie Selwyn, paniczu Kelly... Czy życzycie sobie po obiedzie jakiś deser? Mam tartalerki czekoladowe i...
– Biegaj w miejscu – Jonathan szybko wycelował w Theo różdżką, korzystając z momentu odwrócenia uwagi, wiedząc że będzie musiał przeprosić skrzata za nagły zawał serca, ale Mercutio... Zaskakująco nie robił sobie nic z tego, że jego pan rzucał właśnie uroki na syna przyjaciółki. Możliwe, że dlatego, że po prostu słyszał wcześniej o celu ich dzisiejszej wizyty i wiedział, że Selwyn kazał podac na obiad ulubione rzeczy Theo, więc raczej nie planował torturować go z uśmiechem na ustach.
– Nie wiem mój drogi. Ty mi powiedz. Wyglądam na takiego, który w ramach nauki, mógłby przebiegle cię nagle zaatakować i kazać tańczyć na ulicy? – spytał, pół żartem, pół serio, strzepując paproch z rękawa swojej koszuli.
Skinął głową na znak, że zgadzał się na to, że było to coś ciężkiego do opisania, a potem jeszcze drugi i trzeci raz, aby zapewnić to, że nie będzie teraz ostrzegał przed próbą rzucenia na niego uroków. Szkoda tylko, że ciężko było uśpić czyjąś czujność, kiedy ten ktoś przyszedł tu specjalnie na trening. Z pomocą jednak przyszedł mu nie kto inny, jak jego własny skrzat domowy, Mercutio, który wychylił się nagle z korytarza.
– Przepraszam bardzo panie Selwyn, paniczu Kelly... Czy życzycie sobie po obiedzie jakiś deser? Mam tartalerki czekoladowe i...
– Biegaj w miejscu – Jonathan szybko wycelował w Theo różdżką, korzystając z momentu odwrócenia uwagi, wiedząc że będzie musiał przeprosić skrzata za nagły zawał serca, ale Mercutio... Zaskakująco nie robił sobie nic z tego, że jego pan rzucał właśnie uroki na syna przyjaciółki. Możliwe, że dlatego, że po prostu słyszał wcześniej o celu ich dzisiejszej wizyty i wiedział, że Selwyn kazał podac na obiad ulubione rzeczy Theo, więc raczej nie planował torturować go z uśmiechem na ustach.