Nadeszła kolejna noc, którą spędzili wspólnie w tym domu. Tym razem właściwie, nie tak jak dzień wcześniej. Każde z nich znajdowało się na swoimi miejscu. Nie miała pojęcia, jak dzień wcześniej mogli dopuścić do tego, aby Ambroise został na kanapie. Nie zdarzało im się to nigdy, nawet podczas najgorszych kłótni. Skoro dali sobie czas na to, by odpocząć wspólnie w tym miejscu, to powinni robić to właściwie, w jedyny odpowiedni sposób. Faktycznie razem.
Yaxleyówna spała, po swojej prawej stronie łóżka, jak to miała w zwyczaju. Noc była dla niej wyjątkowo spokojna, nie męczyły ją koszmary, spowodowane to było zapewne odpowiednim znieczuleniem, wlali w siebie bowiem dzień wcześniej sporo alkoholu, który potrafił odsunąć wszystkie złe myśli, no i znalazła się w tym łóżku u jego boku, jakoś tak miała, że kiedy znajdował się obok to nie miewała problemów ze snem. Tak było kiedyś i powtarzało się to teraz. Dziwne, chociaż, czy faktycznie, aż tak dziwne? To nie było nic nietypowego, bezpieczne miejsce, osoba, której najbardziej ufała u jej boku, nie potrzebowała nic więcej, aby faktycznie pozwolić sobie odpłynąć.
Potrzebowali snu, bo te kilka ostatnich dni i nocy było dla nich bardzo intensywne, mieli tu odpocząć, a sen był przecież jedną z naijstotniejszych części odpoczynku.
Nie poczuła, kiedy wyciągnął jej rękę spod głowy i wyszedł z łóżka. Geraldine spała jak zabita, zdecydowanie właśnie tego potrzebowała. Zresztą zazwyczaj tak to wyglądało, Roise wstawał pierwszy, przygotowywał śniadanie, a ona pojawiała się w kuchni dopiero, gdy wszystko było gotowe.
Kiedy opuścił pomieszczenie jej sen przestał być spokojny, zabawne, że jej ciało i umysł potrafiły reagować na to tak intensywnie.
Pojawił się koszmar, jeden z wielu, to też nie było dla niej niczym nowym, tak już miała. Podczas snu pojawiały się demony, które nie dawały jej spokoju. Tym razem po raz kolejny był to Thoran, który śmiał się w jej twarz, sugerował, że wcale nie wygrała tej walki, że jak zawsze wszystko spierdoliła i niedługo dosięgną ją konsekwencje.
Nie miała pojęcia o tym, że jej krzyki były takie głośne, chociaż właściwie to musiały być, bo przecież i ją zdołały obudzić. Próbowała uspokoić oddech, kiedy została wyrwana ze snu, jednak szło jej to bardzo topornie, nie była tutaj jednak sama, ledwie otworzyła oczy zobaczyła Roisa, który wrócił do łóżka, by się nią zająć.
Musiała być bardzo głośna, trochę jej było przez to wstyd, bo nie zniosiła robić wokół siebie takiego zamieszania, jej ciało nadal drżało, mimo tego, że wziął ją w swoje ramiona. To był bardzo intensywny sen i bardzo prawdziwy, miewała już podobne i to było w tym najgorsze, spodziewała się, że znikną, że to już się nie powtórzy, jak widać i tego nie mogła być pewna.
Było jej zimno, czuła chłód, który ogarnął jej ciało. Nie wiedziała, czym to było spowodowane, czy tym, że zrzuciła z siebie ciepłą kołdrę, czy po prostu emocjami, które ją ogarnęły. Ciepło ciała Roisa było przyjemne, trochę obawiała się tego, że może mu je odebrać, bo przecież to miała w zwyczaju - niszczyła wszystko, co było dobre, samoistnie, nawet jeśli tego nie chciała.
Dopiero po chwili poczuła, że poza tym, że jest jej kurewsko zimno okropnie boli ją głowa. Niemalże od razu zamknęła oczy, bo promienie słońca, które wpadały przez szyby wyjątkowo głośno dzisiaj świeciły. Tak, alkohol, który wczoraj w siebie wlali teraz zamierzał się na niej zemścić. Westchnęła ciężko, bo czuła, że to nie będzie dobry dzień, musiała jakoś go przeżyć, tyle, że jeszcze nie wiedziała jak dokładnie powinna to zrobić.
- Nie będzie dobrze. - Nie wiedzieć czemu była tego niemalże pewna, czy to lęk po koszmarze, czy to zimno, którego nie mogła się pozbyć, coś mówiło jej, że nie ma szans, aby kiedykolwiek jeszcze było dobrze. Zniknęło pozytywne nastawienie, dobry humor, który miała jeszcze wczoraj.
Jak właściwie jeszcze miało być dobrze? Kac zdecydowanie jej nie służył, wręcz przeciwnie chyba potęgował tylko wszystkie negatywne emocje, które w niej siedziały. Przez ostatnie kilka dni naprawdę próbowała uwierzyć w to, że będzie lepiej, że jest jakaś nadzieja, a tego poranka wszystko zaczęło wydawać się nie mieć sensu.