- To się chyba nigdy nie zmieni. - Nie zamierzała ukrywać, że kiedyś coś z tym zrobi. Miała swoje wady, zdawała sobie z tego sprawę i nie było sensu z tym walczyć. Zresztą byli siebie warci, czyż nie? Ich charaktery były w dużej mierze do siebie podobne, Ambroise więc miał świadomość na co się pisze, kiedy z nią przebywał. Przeżyli razem wiele i zdawali sobie sprawę z tego, jak maluje się sytuacja. Nie musieli przy sobie udawać kogoś, kim nie byli. Mogli pozbyć się wszystkich masek. Nie było sensu udawać, że coś się zmieniło.
- To akurat nie jest żadnym problemem, to nie musi być jabłko. Pomidor, gruszka? Jeśli zależy Ci konkretnie na jabłku to mogę jakieś zorganizować. - Nie sądziła, że chciałby, żeby to zrobiła, zapewne dużo bardziej na rękę byłoby mu, gdyby zrezygnowała z drugiej części swojego planu. Nie zamierzała jednak tego robić, nie kiedy udało jej się złapać, musiała mu udowodnić, jaką jest wspaniałą i wybitną kuszniczką. Gdyby się usrała to zapewne nawet mogłaby pójść zaraz do sklepu tylko po to, aby zdobyć to jedno, jedyne jabłko, które postawi mu na głowie.
Nie, żeby zamierzała to zrobić. Całkiem przyjemnie jej się leżało na tym dywanie. Odpoczynek był potrzebny po tym drobnym wysiłku. Pewnie nie odczuwałaby tego, aż tak, gdyby nie była pijana, ale kiedy wpatrywała się w sufit to zaczynał jej nieco wirować przed oczami.
Mimo wszystko było naprawdę miło. Poczuła się, jakby ten czas, który spędzili osobno nie miał wpływu na to, co kiedyś mieli. Nadal potrafili traktować się jak przyjaciół, tego im nie odebrano, nadal nie musieli udawać przed sobą kogoś kim nie byli. Mogli sobie pozwolić na taki głupi moment zupełnej beztroski, podczas którego zachowywali się jak dzieciaki, które nie miały żadnych problemów, to było całkiem budujące, chociaż nie mogła stwierdzić, czy nie był to tylko kolejny moment, który ukradli szarej rzeczywistości.
Wiele ich sobie dawali, gdy pojawili się w tym miejscu. Czuła się, jakby zostali zawieszeni między tym realnym światem, a wyimaginowanym. Nie sądziła bowiem, że wszystko, co się tutaj dzieje jest prawdziwe. Nie mogło być, bo w końcu nie miało być dla nich przyszłości, czy się jej to podobało czy nie.
Miło jednak było wysłuchiwać tych wszystkich pięknych słów, które świadczyły o tym, że nadal mu na niej zależy, że ciągle jest dla niego ważna, że to nie minęło.
Alkohol powodował, że nie zamierzała się tym wszystkim przejmować, póki mogła wolała korzystać z tych wszystkich momentów, które sobie dawali, bo dlaczego by nie? Jasne, pewnie powrót do rzeczywistości, do Londynu, do normalnego życia zaboli, ale dobrze było chociaż przez chwilę poczuć się lepiej, w końcu znowu zacząć żyć.
Przyciągnął ją do siebie, dzięki czemu znaleźli się jeszcze bliżej. Wpatrywała się w te jego zielone oczy z uśmiechem na twarzy, bo może i nie było to nic stałego, może miało minąć, to aktualnie było jej tu z nim naprawdę dobrze, tak jak wcześniej, jakby wcale nic się nie zmieniło i jakby cały świat nie był nastawiony przeciwko temu, żeby faktycznie byli szczęśliwi.