Coraz częściej miewała podobne wahania, nie miała pojęcia z czego wynikają, pojawiały się bez żadnego ostrzeżenia, niepokój chyba dotyczył wszystkich. U niej nasiliło się to w momencie, w którym Thoran postanowił namieszać w jej życiu, wtedy wydawało jej się, że jest szansa, że może wszystko stracić, wszystko w sumie nic, bo przecież ostatnio nie miała zbyt wiele, jednak i tak się tego bała, bo nie chciała umierać, jeszcze nie.
Trochę bała się wrócić do rzeczywistości, koszmary jej przypomniały o tym, że nie może tkwić w zamknięciu na dobre, że niedługo faktycznie opuszczą to miejsce i co wtedy? Po raz kolejny miała się wpakować w sytuacje, które mogły spowodować, że odejdzie z tego świata chociażby następnego dnia, obawiała się, że nie ma dla niej lepszego jutra, że ciągle będzie za czymś gonić, a tak naprawdę sama nie wiedziała, czego pragnie. Właściwie to wiedziała, ale nie mogła tego mieć, bo przecież i o tym rozmawiali. Wszystko było tylko iluzją.
Kac nie pomagał, pulsujący ból głowy narastał, nie był szczególnie przyjemny, nie miała tendencji do tego, aby skupiać się na tym, co było złe, jednak ten poranek nieco ją przytłoczył.
Bliskość mężczyzny pomagała, chociaż zupełnie nie wierzyła w jego słowa, miała ku temu powody, nie powinien jej teraz pocieszać w ten sposób, bo przecież miał świadomość, że to były tylko słowa, które nie miały za sobą przynieść niczego konkretnego. Wypadałoby mieć nadzieję, że kiedyś będzie przepięknie, bo przecież kiedy nie było nadziei, to jak mogłoby być jeszcze cokolwiek innego.
- Czuję to. - Podskórnie wiedziała, że już niedługo znowu wszystko się rozsypie, że stanie się wrakiem człowieka, że wszystko, czego by chciała, na czym jej zależy nie zostanie jej dane. Miała przeczucie.
- Nadal nim nie jestem. - Nie musiała jednak być jasnowidzem, aby wyczuwać, że nie było już dla nich nadziei. Mocno uderzyło w nią to, co robili wczoraj, bo tamten dzień był, aż nadto przyjemny. Wszystko wydawało się takie lekkie, zapomnieli o całym świecie i dali się ponieść, a przecież to nie miało żadnego sensu, to nie powinno się powtórzyć, bo jeszcze nie będzie potrafiła zapomnieć o tym, jak mogło być dobrze. Tyle, że to nie było właściwe, nie przy tym, co działo się wokół nich.
- Nie ma czarnowidzów, ale to powinieneś wiedzieć. - Powoli się uspokajała, jej ciało przestawało drżeć, oddech był wolniejszy, spokojniejszy, nie zaciągała się już tak głęboko powietrzem. Nie mogła sobie pozwolić na kolejne chwile niepewności. Nie chciała pokazywać, jaka jest słaba. Nie powinna była tego robić. Nie znosiła wzbudzania w innych litości, a tak się teraz czuła. Biedna, zmasakrowana przez życie Yaxleyówna - nie chciała, aby widział ją w ten sposób. Musiała się ogarnąć.
Przymknęła na moment oczy i odetchnęła głęboko, tak, było lepiej. To nie tak, że te wszystkie myśli, które pojawiły się w jej głowie nagle zniknęły, bo nadal jej towarzyszyły, ale przynajmniej jej ciało postanowiło z nią współpracować, może nadal była chłodna, ale miała złudne wrażenie, że już była w stanie zapanować nad tymi odruchami, które wcześniej same się pojawiały.
Dotyk Roisa na pewno jej w tym pomagał, zawsze pomagał, jego ramiona oplatające się wokół jej ciała, ciepło, które od niego biło, tyle, że to nie powinno mieć miejsca, bo przecież nie mieli nic z tym zrobić. Reagowali na swoje zachowania odruchowo, przychodziło im to zupełnie naturalnie, tyle, że co z tego, skoro nie miało to być tym, czym było wcześniej.
Nie powinni dawać sobie złudnej nadziei. To nie miało najmniejszego sensu, była tego świadoma, ale kiedy dobrze było przez te krótką chwilę poczuć się jak wcześniej, mieć świadomość, że jest ktoś, kto się o Ciebie troszczy, kto jest w stanie po prostu być obok.
- Przepraszam, już nie będę, to mija. - Zawsze mijało, nie tak, żeby to uczucie miało zniknąć, wiedziała, że to do niej wróci, może nawet wtedy bardziej zaboli, ale musiała jakoś egzystować, więc próbowała przyjąć najwygodniejszą postawę, to nie było nic takiego, chwilowy moment słabości, nic wiecej.
- Nie będę. - Nie chciała go rozczarować, jeszcze wczoraj miała zupełnie inne podejście, dzisiaj zaatakowały ją te wszystkie wątpliwości zupełnie znienacka.
Próbowała się skupić tylko na tym, że był tu przy niej, póki co miała go przy sobie. Resztą będzie się martwić później, kiedy znowu będzie sama, wtedy demony będą mogły wziąć to, po co przychodziły. Spoglądała w jego oczy i próbowała odnaleźć w nich spokój, jak robiła to już wiele razy wcześniej, to pomagało - teraz, wiedziała, że jest to tylko chwilowe, ale na tym się skupiła. Nie było sensu rozgrzebywać tego wszystkiego, to nie był odpowiedni moment. - Dziekuję. - Za to, że znalazł się obok, kiedy go potrzebowała, to przyniosło oczekiwany efekt, przynajmniej tymczasowo.