• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 16 Dalej »
[05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius

[05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius
Bloody brilliant
Soft idiot, a sappy motherfucker, a sentimental bastard if you will
wiek
33
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Wysoki, bo 192 centymetry wzrostu, postawny, dobrze zbudowany mężczyzna. Czarnowłosy. Niebieskooki. Ma częściową heterochromię w lewym oku - plamę brązu u góry tęczówki. Na jego twarzy można dostrzec kilka blizn. Jedna z nich biegnie wzdłuż lewego policzka, lekko zniekształcając jego rysy, co nadaje mu surowy wygląd, mimo to drobne zmarszczki w kącikach oczu zdradzają, że często się uśmiecha lub śmieje. Inna blizna, mniejsza, znajduje się na czole. Ma liczne pieprzyki na całym ciele. Elegancko ubrany. Zadbany. Bardzo dobrze się prezentuje.

Cornelius Lestrange
#12
17.01.2025, 17:18  ✶  

Geraldine z pewnością nie była doskonała, ale mężczyzna zawdzięczał jej pojawienie się w jego mieszkaniu, wyrwanie go na chwilę z marazmu. Nie mógł tego ukryć, tym bardziej, że jej szorstkość i niezdarność w wyrażaniu emocji były mu znane, ale to, co ją łączyło z jego własnym bólem, sprawiło, że poczuł dziwne przywiązanie do jej bardzo specyficznej waleczności. „Przynajmniej próbujesz,” pomyślał, wciąż jednak czując, jak gniew i złość odzywały się w nim na przemian. Przysłuchiwał się słowom kobiety, czując, jak w jego piersi narastała mieszanka irytacji i smutku. Każde zdanie, które wypowiadała, wydawało się być kolejnym uderzeniem w jego rany, szczególnie wtedy, kiedy zaczęła pitolić bzdury. Już dawno zrozumiał, że nie było sensu tak naprawdę czekać na lepsze dni, ona też musiała to wiedzieć. Aura zmęczenia życiem, które go otaczało, zdawała się jeszcze bardziej przytłaczająca, kiedy słuchał jej szczerych, choć nieporadnych prób wyrażenia swoich emocji i dania im nadziei.

- Nie wiem, czy kiedykolwiek będziemy mogli to naprawić i będzie inaczej, bo czas nie leczy ran, to bujda. Bez odpowiednich opatrunków, rany zaczynają paprać się, gniją, wdaje się zakażenie. Jak można naprawić coś, co zostało zniszczone w sposób tak brutalny, jak ten? Nie zalepisz tego opatrunkiem, ani tego nie przesmarujesz maścią, co najwyżej możesz zasłonić to bandażem, ale wtedy zacznie gnić, tyle tylko, że nie będziesz patrzeć na proces gnilny. - Zadumał się, czując gorycz wypełniającą mu gardło.

•••

[a]Owszem, Lestrange rozumiał, że śmierć jego żony była dla ich przyjaciół ogromnym ciosem, nie jakimś kuriozalnym wydarzeniem, tylko prawdziwym wstrząsem, który na zawsze zmienił życie każdego z nich, nie tylko Corneliusa, ale całej grupy ludzi, w tym również Ambroise'a i Geraldine. Ale czy to naprawdę usprawiedliwiało wszystko?

Nie.

Czy to nie był jego przyjaciel, który obiecywał mu, że zawsze będzie przy nim, bez względu na trudności? A teraz, gdy rzeczywistość stała się zbyt trudna, wyglądało na to, że Ambroise wybrał ucieczkę. Ucieczkę od miłości, od odpowiedzialności, a patrząc na ich ostatnie spotkanie, to też ucieczkę od samego siebie. Chodziło o zdradę na wielu wymiarach, bo Roise zdradził Corneliusa, Geraldine, ale również samego siebie, o bezmyślność, o egoizm, który jak wirus opanował duszę kogoś, kto tu powinien z nimi być. Przyjaciela, chociaż teraz, to może raczej „przyjaciela”, Corio nie chciał wyrokować z całkowitą pewnością, ale nie mógł powstrzymać tego osądu. Zdecydowanie „partnera”, bo prawdziwi partnerzy nie odchodzili z dnia na dzień, w tym wypadku był szybki wydaniu osądu, jak zazwyczaj, tyle tylko, że zazwyczaj nie robił tego w stosunku do tak zwanych bliskich. „Bliskich”.

Cornelius nie chciał być niewyrozumiałym dupkiem, a może chciał? Na pewno nim był, był nim w tej chwili i nie czuł się z tym tak źle, jak powinien. Miał wytłumaczenie na swoje zachowanie, bo w chwilach kryzysowych, kiedy człowiek potrzebował wsparcia, zazwyczaj powinien je otrzymać, a zamiast tego, Ambroise zniknął. Corio został sam, z nieswoją kobietą, bo jego nie żyła, z kobietą, która była tak samo zraniona, jak on i to właśnie sprawiało, że w tym momencie czuł się najgorzej. To Roise powinien był być oparciem, a tymczasem sprawił, że zamiast tego, Lestrange został kolejnym, który musiał radzić sobie z konsekwencjami decyzji swojego przyjaciela. Ambroise mógł być teraz tutaj, mógł stawić czoła tej sytuacji, ale wybrał łatwiejszą drogę. Nie tylko zranił ją, ale i jego. I mimo, że mężczyzna starał się go zrozumieć, nie mógł przestać myśleć, że ten, który był kiedyś jego bratem, bez ostrzeżenia stał się kimś innym, jakby obcym człowiekiem.

- „Ryzyko kontrolowane”, chyba tak to trzeba określić, związki, nawet te wieloletnie, to loteria, możesz mi wierzyć albo możesz mi nie wierzyć, ale wiem coś o tym. - Cynizm zżerał go od środka. Wiedział, że ich wspólny, nieobecny trzeci członek - rzeczywiście, prawdziwy kutas - towarzystwa zawsze miał problem z bliskością, z zaangażowaniem. Przez lata przymykał na to oko, myśląc, że ten w końcu dojrzeje, że zrozumie, co znaczy prawdziwa miłość, skoro wydawało się, że ją znalazł. Tymczasem zostali pozostawieni przez człowieka, którego kiedyś uważali za nieodłączną część ich życia. Ambroise w swoim egoizmie, zranił ich oboje, a on nie potrafił zrozumieć, jak można było być tak ślepym na ból innych. Czekał na słowa, które mogłyby zburzyć ten ciężki mur, liczył na wizytę albo list, przynajmniej na początku, ale z każdym dniem, który mijał, miał w sobie coraz mniej wiary, więcej zwątpienia, aż wreszcie prawie nie miał nadziei na pozytywne rozwiązanie sytuacji. Nie wątpił, że przyjaciel miał się pojawić, ale nastawiał się już głównie na konfrontację, i to taką znacznie poważniejszą niż ta dzisiejsza, z Geraldine.

Nie miał powstrzymać się przed nazwaniem go egoistą, który nie potrafił dostrzec, jak bardzo rani innych. Zapewne miało paść coś więcej, coś w rodzaju „Ambroise, ty głupcze, nie zrozumiesz, co straciłeś, dopóki nie będzie za późno.” Prawda była taka, że Ambroise ich wszystkich zawiódł. I choć serce mu podpowiadało, by spróbować go zrozumieć, cynizm kazał mu odwrócić wzrok od wszystkich powodów, które mu podsuwał umysł, a tych wyjaśnień na pewno miało się pojawić więcej i więcej. Nie chciał doprowadzić do momentu powiedzenia czegoś w rodzaju „nie zasługujesz na prawo do wyjaśnień, wypierdalaj”, ale nie sądził, że nad sobą zapanuje, nie, skoro w jego umyśle rodziły się plany, jak zbudować nową rzeczywistość bez kogoś, kto tak łatwo zrezygnował z bliskich. Jedyną szansą na spokojny przebieg rozmowy było to, że jego cynizm powoli zamieniał się w żal. Czuł, że w sercu nosił nie tylko rozczarowanie, ale i współczucie dla człowieka, który poddał się własnym demonom.

„Ale cóż, niech będzie”  pomyślał z goryczą. „Niech będzie.”

- Nie musisz się bać. Nie zniknę, chociaż czasami mam ochotę to zrobić, nie chcę, żebyś się bała, że stracisz mnie z tak błahego powodu. Jesteś osobą, która pozostała mi w tym szaleństwie, więc ja też będę kimś takim dla ciebie, nieważne, gdzie i jak daleko wyjedziesz, albo czy lub kiedy wrócisz.Przyjaciół się nie porzuca. - Stwierdził w zgodzie z tym, w co wierzył. - Dobrze wiedzieć, że robisz plany. - Podsumował i uniósł szklankę.


•••

Cornelius opierał się na oparciu kanapy, jego wzrok był utkwiony w szklance z whisky, której zawartość zdawała się migotać w świetle lampy. Która to była kolejka, czwarta, piąta, szósta, a może powinni liczyć butelki?

- Wiesz, Geraldine. - Powiedział powoli, z trudnością formułując myśli. - Myślę, że nie tylko ty się zawiodłaś. Wszyscy w tym pieprzonym świecie zawodzimy. Zawiodłem siebie, zawiodłem Amandę, a teraz ciebie, powinienem był cię ostrzec, że tacy ludzie odchodzą. - Jego głos brzmiał szorstko, ale w jego oczach kryła się melancholia. - Raczej ci tego nie mówiłem z wiadomych powodów, ale moja pierwsza żona, światłość jej pamięci, była prawdziwą heterą, kochałem ją, rzecz jasna, tak jak da się kochać gwałtowne zjawisko pogodowe, które może zmrozić ci pół domu, ale wygląda ładnie, naprawdę ładnie. Potrafiła być jak burza śnieżna, która nie tylko przynosiła śnieg, ale i łamała gałęzie, okazjonalnie jebała prądem. -Dodał, odrobinę łagodniej, wyciągając dłoń do szklanki, by upić kolejny łyk. - Wszyscy widzieli tylko tę elegancką, uśmiechniętą damę, a ja znałem jej drugą stronę. Nie była dobrą osobą, nie, nigdy nie udawała. Wiedziałem, z kim mam do czynienia. Jej zimny uśmiech skrywał wyrachowanie, a pod fasadą dobrych manier czaiły się pokłady mrozu i choć czasem bolało mnie to, co mówiła, co myślała, nie oczekiwałem od niej, że stanie się kimś innym. Po prostu ją kochałem, z całym tym lodem, który ze sobą niosła. - Upił łyk whisky, czując, jak gorzki alkohol spalał mu gardło, ale nie miało to znaczenia. - Adeline i Amanda były dwoma stronami tego samego medalu, wiesz, nawet, jeśli nie na pierwszy rzut oka, to miały ze sobą wiele wspólnego, obie dawały mi radość, ale obie potrafiły też zadać ból. Z Amandą nie mogliśmy bez siebie żyć, a jednocześnie kłóciliśmy się jak dwa żywioły, które nigdy nie powinny się spotkać, a tym bardziej wziąć ślub, czy mieć dziecko. Zawsze wiedziała, jak mnie wyprowadzić z równowagi, a potem, gdy już byłem na skraju, potrafiła spojrzeć mi w oczy i w jednej chwili sprawić, że zapominałem o wszystkim, co mnie denerwowało. Przyjaźniliśmy się przez wiele lat, nigdy nie patrzyłem na nią, jak na kogoś, z kim zechcę spędzić resztę życia, ale widzisz, los bywa przewrotny. - Pijany robił się gadatliwy. - Zmierzam do tego, że... nie obwiniaj się za niego, gdy minie gniew, to nigdy nie była twoja wina, trafił ci się naprawdę trudny egzemplarz. To też minie, może nie dziś, nie jutro, ani nie pojutrze, nie będę cię okłamywać, to może nie minąć przez lata, masz prawo myśleć, że nigdy nie minie, możesz mi powiedzieć „Corio, chuja się znasz, pierdolisz, bo jesteś narąbany jak Messerschmitt”, to taki niemiecki samolot z czasów pierwszej wojny światowej, nie pytaj mnie o genezę tego powiedzenia, bo ja jej, kurwa, nie rozumiem, abstrahując, a ja ci wtedy powiem „kurwa, no, oczywiście, że pierdolę, bo jestem najebany, a z całym szacunkiem, ale z wami nigdy nie dało się pić, zawsze będziesz bardziej trzeźwa ode mnie, więc zamknij się i słuchaj, bo mam tu coś ważnego do powiedzenia”. No, abstrahując, mniejsza z większą, to minie, do tego zmierzam, większość z tego minie, bo nie wszystko, ale kiedyś obudzisz się z myślą, że to boli jakoś trochę mniej, a potem pojawi się zrozumienie, powoli, niepostrzeżenie, bo świat się nie skończył, nawet, jeśli wydaje ci się, że jest inaczej. A, jeśli tak nie będzie, mimo tego, że wiem, że mam rację, to będziesz uprawniona do tego, żeby na moim łożu śmierci dać mi w moją kłamliwą mordę. - Zakończył, no, tak i jednocześnie nie, bo w międzyczasie zapomniał o jeszcze jednej myśli. - Będziesz wiedzieć, co robić, we właściwym momencie, nawet, jeśli teraz w to nie wierzysz. - Kiwnął głową, unosząc szklaneczkę, uśmiechnął się pod nosem, pełen przekąsu. - Subiektywnie radzę dać mu po ryju, jak już wróci, a wróci, masz to jak w banku, ten człowiek jest jak grosz opryszczka. - Upił trochę whisky.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cornelius Lestrange (9967), Geraldine Greengrass-Yaxley (7584)




Wiadomości w tym wątku
[05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.12.2024, 12:46
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 23.12.2024, 23:21
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 24.12.2024, 01:55
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 24.12.2024, 11:52
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 25.12.2024, 00:45
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 26.12.2024, 01:56
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 31.12.2024, 02:15
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 02.01.2025, 13:41
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 02.01.2025, 22:34
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 03.01.2025, 16:21
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 04.01.2025, 23:43
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 17.01.2025, 17:18
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 17.01.2025, 20:17
RE: [05.1971] new reality | Geraldine & Cornelius - przez Cornelius Lestrange - 26.01.2025, 13:22

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa