Czy on musiał tyle ględzić? Naprawdę nie potrzebowała tego, aby teraz, w tej chwili ktoś to komentował. Miała świadomość, że nie powinni się znowu do siebie zbliżać, ale jakoś tak wyszło. To był odruch, zresztą nie zamierzała się teraz tłumaczyć ze swojego zachowania, to nie był odpowiedni moment, a Corio nie był jej ojcem.
Po tym jak wyszli z jaskini dopplegangera zaliczyli moment słabości, który ciągnął się do dzisiaj. Wiedziała, że nie było to najrozsądniejsze, ale jakoś jej to nie przeszkadzało, najwyżej znowu sobie trochę pocierpi, w końcu miała już w tym spore doświadczenie, to nie było dla niej nic nowego. Mógł sobie myśleć, że była głupia, tyle, że właściwie tym razem nie miała żadnych oczekiwań, w sumie to wiedziała na co się pisze, a i tak podjęła taką decyzję, a nie inną. Sama zdawała sobie sprawę z tego, że to nie mogło przynieść niczego dobrego. Nigdy nie była osobą, która szczególnie przejmowała się konsekwencjami, jakie przynosiły podejmowane przez nią spontaniczne decyzje.
Przewróciła więc jedynie oczami, kiedy skończył swój monolog.
- Nie potrzebujemy się nigdzie przenosić. - Wolała to dodać, gdyby jednak stwierdził, że da im chwilę. Ostatnio mieli ich dla siebie wiele i to nie było to, czego potrzebowali, nie w tym momencie.
Zdawała sobie sprawę, że to nie był odpowiedni moment na dokładanie sobie kolejnych dramatów, szczególnie, że aktualnie nie brakowało jej ich w życiu, ale jakoś tak wyszło. Nie chciała z tym walczyć, później jakoś się pozbiera, nie widziała innego rozwiązania. Potrzebowała na moment odetchnąć, zapomnieć o tym, co się wydarzyło, a że trafiła się idealna okazja - to z niej skorzystała. Nie była naiwna, nie sądziła, że uda jej się w jakikolwiek sposób wpłynąć na decyzje, które podejmował Roise, co i tak nie spowodowało, że zamierzała się w jakikolwiek sposób ograniczać.
- Cieszę się, że podzieliłeś się z nami swoją opinią, naprawdę była mi ona potrzebna do szczęścia. - Nie mówił nic, czego sama by nie wiedziała. Nie skomentowała tego tekstu o dzieciakach, bo właściwie to chyba nie do końca miał pojęcie, jak wiele gówna się ostatnio wydarzyło. Jej błąd, powinna była mu też wspomnieć o swoich problemach, ale jakoś nie przychodziło jej to lekko, zresztą nie chciała niepokoić przyjaciela, bo miał swoje sprawy, którymi musiał się zajmować. Nie wyobrażała sobie tego, że mogłaby go zaciągnąć ze sobą do tej nieszczęsnej jaskini mając świadomość, że czeka na niego Fabian, miał zbyt wiele do zaryzykowania.
Zresztą na samą myśl, że ona mogłaby zostać czyimś rodzicem... cóż, nie, wolała porzucić ten temat, bo aktualnie naprawdę miała za dużo rzeczy na głowie, żeby jeszcze przejmować się takimi komentarzami. Jasne, bywały takie chwile, kiedy była gotowa podjąć podobne decyzje, myślała o tym, że mogłaby dorobić się potomstwa akurat z Roisem, ale z tego też nic nie wyszło, więc to było nieco nieaktualne, zwłaszcza, że przecież do siebie nie wrócili, po prostu bywali obok siebie ostatnio.
Sama Yaxleyówna zapewne nawet nie zauważyła, że założyła jego koszulę, i nie dostrzegła, że była ona zupełnie nowa. To był odruch, jak zawsze zresztą narzuciła na siebie to, co było pod ręką. Wiele razy postępowała w ten sposób, nie należała do osób, które szczególnie dbały o to w co się ubierają w przeciwieństwie do jej towarzyszy.
Posłała jeszcze Ambroisowi spojrzenie, które mogłoby zabić, gdy wspomniał o tym, że to się zdarzyło i nie było mowy o wielkich powrotach, trochę w nią to ugodziło, ale nie zamierzała tego komentować, zresztą to spojrzenie wyrażało więcej niż tysiąc słów.
Zrezygnowała więc z dalszej rozmowy w korytarzu i znalazła się w salonie, gdzie na nich czekała. Siedziała chwilę na tej nieszczęsnej kanapie, po czym stwierdziła, że w sumie znajdują się u Corio, to tak trochę, jakby byli u najbliższej rodziny, więc nie miała większego oporu z tym, aby zbliżyć się do barku i wyciągnąć z niego pierwszą lepszą butelkę.
Potrzebowała się napić, tak to wydawało się być najbardziej słuszne. Jak mogłaby opowiadać o tym wszystkim na trzeźwo, zresztą nie do końca wiedziała, od czego powinna zacząć. Greengrassowi też nie wspomniała o tym, co powiedział jej brat, a co dosyć mocno wyprowadziło ją z równowagi, chujowo, że bał się tego, że może chce go zabić, nie spodziewała się, że może mu dawać ku temu powody, jak widać tu też działała nieco nieporadnie. Wszystko, co ostatnio robiła było jednym, wielkim pasmem niepowodzeń. Rozejrzała się jeszcze w poszukiwaniu szklanek, póki co ich nie znalazła - więc trzymała po prostu butelkę w dłoni.