Trudno jej było zaakceptować to, że za chwilę to stracą. Wczorajszy dzień spowodował, że wiele wspomnień wróciło, przede wszystkim tych dobrych, co nie do końca służyło jasnemu myśleniu, bo skoro było im razem tak dobrze, to dlaczego tak po prostu zaakceptowali to, co nadeszło? Nie chcieli walczyć, pogodzili się z tym, że nie czekało na nich szczęście.
Wyciągnęła wczoraj z niego dużo informacji, kiedy wlała mu do kawy ten nieszczęsny eliksir, ale nie do końca spodziewała się tego, co usłyszy. Nadal ją kochał, nadal mu na niej zależało, ale nie chciał, żeby byli razem, nie chciał mieszać jej w swoje sprawy. Próbował jej opowiadać o tym, jakim to był złym człowiekiem - ale nadal nie umiała w to uwierzyć, nadal nie potrafiła na niego spojrzeć w taki sposób, może wtedy byłoby jej łatwiej, cóż, nie zamierzała jednak zmieniać swojego zdania. Dla niej był idealny, był w końcu jej wszystkim, przez bardzo długi okres czasu, a teraz nie miała już niczego.
Nie chciała dzielić się z nim swoimi troskami, i tak już poświęcił jej wiele uwagi, opiekował się nią, pomagał jej w sprawach, które nie powinny go dotyczyć. Przez to ich drogi znowu się splątały, pewnie doszłoby do tego prędzej, czy później, tyle, że żałowała, że trafiło akurat na moment, w którym była cieniem własnej siebie. Brakowało jej dawnej beztroski i lekkości, miesiące, które przeżyła samotnie dosyć mocno ją napiętnowały.
- Tak, bardzo wyjątkowa. - Aktualnie była na etapie wyjątkowego spierdolenia, ale tego nie dopowiedziała, bo nie sądziła, aby to było potrzebne. Miała mętlik w głowie, nie miała pojęcia, co będzie dalej, jak się wszystko potoczy. Obawiała się cholernie powrotu do rzeczywistości, ale o tym też wolała nie wspominać, bo dużo lepiej było nadal tkwić w tym, co aktualnie sobie dawali, chociaż przez chwile pozwolić sobie zapomnieć o tym, co na nią czekało.
- Nie lubię być taka. - Dlatego przepraszała, że widział ją w stanie, w którym wolałaby, aby nikt jej nie oglądał, to nie było nic dobrego. Zdecydowanie łatwiej jej było radzić sobie z tym samej, chociaż w sumie radzenie sobie to było zbyt wiele powiedziane. Jakoś zawsze udawało jej się przetrwać te momenty słabości, trwało to krócej, lub dłużej, ale jakoś się w tym odnajdywała. Nie chciała, aby ktokolwiek na to patrzył.
- Kiedyś musi minąć. - W końcu nie powinno się to ciągnąć przez wieczność. Na pewno przyjdzie moment, w którym poczuje się pewniej, gdy przestanie ją to niepokoić. Musiało tak być, inaczej pewnie szybciej, niż później ja to wykończy, a tego by nie chciała.
- Tak, mieszają w głowie, chociaż aktualnie czuję się, jakbym była zawieszona poza rzeczywistością. - Nie miała pojęcia, czy już mu o tym wspominała, ale to, co robili tutaj tylko jeszcze bardziej mieszało jej w głowie, traciła już chyba całą kontrolę, jaką miała nad swoim życiem i zaczynało jej to przeszkadzać, tyle, że za bardzo chciała znowu być blisko, aby reagować. Sami to sobie robili. Ponownie mierzyli się z tym, co stracili.
- One ciągle się gdzieś czają, czekają na odpowiedni moment, żeby zaatakować. - Nie zdarzało się to tylko i wyłącznie w nocy, te myśli potrafiły ją nawiedzać podczas najbardziej prozaicznych czynności.
- Nie podoba mi się, że to tak bardzo rozumiesz. - Oznaczało to bowiem, że miał tak samo jak ona, a życzyłaby Roisowi jednak wszystkiego, co najlepsze, a nie mierzenia się z takim gównem. Najwyraźniej i ona i on byli na to skazani, chuj wie dlaczego, bo przecież nie robili niczego złego, a jednak obrywali. Zabawne, że gdy byli razem wszystko wydawało się być łatwiejsze, a teraz każde z nich mierzyło się ze swoim własnym, wielkim gównem.