17.01.2025, 20:28 ✶
Rose Noire nic mi nie mówiło. Miejsce schadzek... Nietypowa nazwa jak na bar, spelunę czy co to tam było. Niezwykle delikatna nazwa jak na brytyjskie klimaty. Ale co tam! Zaskoczyło mnie bardziej to, że Laurent ma jakieś - nawet negatywne - relacje z oprychem z Nokturnu i, cóż, w pełni zdawał się wiedzieć, co mówi na ten temat. To nie był żaden żart. W pełni poważna sprawa.
Wiedziałem o tym, bo przeniosłem swoje umęczone spojrzenie na Laurenta. Szybko tego pożałowałem, ale nie byłem w stanie odwrócić wzroku od jego hipnotyzującej urody. Może to było działanie selkie... A może po prostu natura na nim nie oszczędzała... A może to fortuna tatusia... Niezależnie od źródła - wyglądał świetnie, nawet nienaturalnie, niezwykle dobrze, jak na kogoś, kto ciągle pakował się w kłopoty. Zmartwiłem się incydentem w jego stajni, ale najwyraźniej nie byłem jedynym potworem na jego drodze. Ewidentnie przyciągał kłopoty jak magnes.
W tej skróconej historii Laurenta i również jego prośbie było tak dużo ciekawostek, że nie byłem pewien, od czego zacząć. Postawiłem na przyjacielską kpinę.
- Widzę, że nie tylko ja mam nie po kolei w głowie - stwierdziłem, pozwalając sobie nawet na lekki, ale stuprocentowo szczery uśmiech. - Nie rozumiem, czemu taki bogaty dzieciak jak ty ma wrogów nawet na Nokturnie! Anomalia - odpowiedziałem sobie i zmusiłem się do odwrócenia wzroku. Skupiłem się na szklance. Nawet po nią sięgnąłem, żeby zająć czymś ręce i głowę.
Sekrety... Nie byłem pewien, czy byłem odpowiednią osobą do wyciągania sekretów czy ploteczek. Mogłem się podkraść niepostrzeżenie - to fakt, ale tu raczej chodziło o wchodzenie w tyłek. Jako klient? A może jednak porwanie? Nie byłem pewien, czy te sekrety miały wyjść po cichu, czy może mogły namieszać i narobić ambarasu...?
Cóż, pytań zaczęło się pojawiać więcej. Tak dużo, że nawet nie byłem pewien, kiedy przestałem rozważać o problemach z pragnieniem krwi i towarzystwem Laurenta.
- Chcesz żebym go torturował? Czy ma to być zrobione po cichu? - zapytałem tak dla pewności. Nie byłem pewien, czego dokładnie oczekiwał Laurent. Informacji mogło być multum, szczególnie że miały dotyczyć sfery biznesowej. - Nie lepiej spalić mu to miejsce w podzięce? - zaproponowałem, bo w sumie... Oko za oko?
[Oko... Zabawne, no nie?]
Wiedziałem o tym, bo przeniosłem swoje umęczone spojrzenie na Laurenta. Szybko tego pożałowałem, ale nie byłem w stanie odwrócić wzroku od jego hipnotyzującej urody. Może to było działanie selkie... A może po prostu natura na nim nie oszczędzała... A może to fortuna tatusia... Niezależnie od źródła - wyglądał świetnie, nawet nienaturalnie, niezwykle dobrze, jak na kogoś, kto ciągle pakował się w kłopoty. Zmartwiłem się incydentem w jego stajni, ale najwyraźniej nie byłem jedynym potworem na jego drodze. Ewidentnie przyciągał kłopoty jak magnes.
W tej skróconej historii Laurenta i również jego prośbie było tak dużo ciekawostek, że nie byłem pewien, od czego zacząć. Postawiłem na przyjacielską kpinę.
- Widzę, że nie tylko ja mam nie po kolei w głowie - stwierdziłem, pozwalając sobie nawet na lekki, ale stuprocentowo szczery uśmiech. - Nie rozumiem, czemu taki bogaty dzieciak jak ty ma wrogów nawet na Nokturnie! Anomalia - odpowiedziałem sobie i zmusiłem się do odwrócenia wzroku. Skupiłem się na szklance. Nawet po nią sięgnąłem, żeby zająć czymś ręce i głowę.
Sekrety... Nie byłem pewien, czy byłem odpowiednią osobą do wyciągania sekretów czy ploteczek. Mogłem się podkraść niepostrzeżenie - to fakt, ale tu raczej chodziło o wchodzenie w tyłek. Jako klient? A może jednak porwanie? Nie byłem pewien, czy te sekrety miały wyjść po cichu, czy może mogły namieszać i narobić ambarasu...?
Cóż, pytań zaczęło się pojawiać więcej. Tak dużo, że nawet nie byłem pewien, kiedy przestałem rozważać o problemach z pragnieniem krwi i towarzystwem Laurenta.
- Chcesz żebym go torturował? Czy ma to być zrobione po cichu? - zapytałem tak dla pewności. Nie byłem pewien, czego dokładnie oczekiwał Laurent. Informacji mogło być multum, szczególnie że miały dotyczyć sfery biznesowej. - Nie lepiej spalić mu to miejsce w podzięce? - zaproponowałem, bo w sumie... Oko za oko?
[Oko... Zabawne, no nie?]