18.01.2025, 20:39 ✶
Dwójce czarodziejów zależało nie tylko na czasie, ale również na możliwości bycia świadkami wykucia tejże runy. Nie zależało im natomiast na dyskrecji, w czym nie kryli się od samego początku. Bo ta runa miała zmienić świat. Carla obserwowała każdy ruch wprawionych dłoni, który przybliżał Dolinę Godryka do ostatecznego wypędzenia tych straszliwych potworów z terenu miasta.
Uważne oczy dziewczyny co prawda śledziły badawczo każde posunięcie pilnika, ale nie śmiały nigdy wejść ci w drogę - nikt nie zamierzał przeszkadzać rzemieślnikowi w pracy, nawet jeżeli wścibskość nie pozwalała im opuścić kuźnię. Spojrzała na efekt końcowy oceniająco i pewnie trochę dziwne to było - przyjść tu z dorosłym czarodziejem, a dyrygować nim, rozkazywać, kierować sytuacją - przy jednoczesnym braku posiadania mocnego charakteru mogącego uzasadnić uległość, jaką czuło się przy jej obecności. Dlaczegóż tak bardzo rozpraszało człowieka jej niezadowolone spojrzenie?
Odpowiedzią była wielka moc drzemiąca w drobnych dłoniach, które chwyciły za runę.
- Będzie pan świadkiem czegoś wielkiego - powiedziała bardzo pewna siebie, odkładając kamień na kowadło i nim ktokolwiek zdążył zorientować się w jej planie, wyciągnęła różdżkę z kieszeni wszytą w burgundową spódniczkę.
- Carla, zaczekaj, nie-
Słowa Giovanniego przestały być słyszalne i jakkolwiek istotne w obliczu tego, co wydarzyło się później. Gdzie się dziecko spieszy, tam się pieruństwo z lasu cieszy. W pierwszej chwili - oniemienie. Nie widziałeś czegoś takiego nigdy, Hjalmarze. Biała łuna rozpościerająca się nad wami przez moment mogła przypomnieć ci o zorzy polarnej, ale to był magia - przeciwne zaklęcie, od którego wyryte znaki zapłonęły od pierwotnej magii. Ale po samej minie dziewczynki było widać, że coś jest nie tak.
Wybuch.
Poczułeś pustkę. Uderzyłeś plecami o ścianę nieopodal rozżarzonego pieca i chociaż nic ci się nie stało, nie miałeś siły nawet na irytację, kiedy dziewczynka ledwo podnosząc się z podłogi, nie poddawała się. Najwyraźniej nie przeszkadzało jej doprowadzanie kuźni twojej i twojego ojca do ruiny - a wiele rzeczy ustawionych na półkach, podobnie jak ty, upadło od niewidzialnych wiązek uderzających we wszystko i wszystkich. Giovanni spróbował ją powstrzymać, ale znów - inkantacja. I nie ośmielił się jej przerwać. Kamień wzniósł się w górę, rozbłysł i...
Wybuchu nie było.
Opadł na kowadło i... Czy cokolwiek się stało? Wyglądał tak samo jak wcześniej, ale oboje wiedzieliście, że wydarzyło się tutaj coś, czego nie mogliście do końca zrozumieć. Młoda geniuszka zacisnęła na nim swoje palce i rzekła:
- Jest gotowy. To uratuje mieszkańców Doliny.
Pokiwała głową.
- Przetestujmy go, a później stwórzmy ich więcej.
Nie czekając na komentarz ani reprymendę wyszła, pozostawiając Giovanniego z formalnością - koniecznością zapłaty za rzemiosło i zdemolowanie pomieszczenia.
Uważne oczy dziewczyny co prawda śledziły badawczo każde posunięcie pilnika, ale nie śmiały nigdy wejść ci w drogę - nikt nie zamierzał przeszkadzać rzemieślnikowi w pracy, nawet jeżeli wścibskość nie pozwalała im opuścić kuźnię. Spojrzała na efekt końcowy oceniająco i pewnie trochę dziwne to było - przyjść tu z dorosłym czarodziejem, a dyrygować nim, rozkazywać, kierować sytuacją - przy jednoczesnym braku posiadania mocnego charakteru mogącego uzasadnić uległość, jaką czuło się przy jej obecności. Dlaczegóż tak bardzo rozpraszało człowieka jej niezadowolone spojrzenie?
Odpowiedzią była wielka moc drzemiąca w drobnych dłoniach, które chwyciły za runę.
- Będzie pan świadkiem czegoś wielkiego - powiedziała bardzo pewna siebie, odkładając kamień na kowadło i nim ktokolwiek zdążył zorientować się w jej planie, wyciągnęła różdżkę z kieszeni wszytą w burgundową spódniczkę.
- Carla, zaczekaj, nie-
Słowa Giovanniego przestały być słyszalne i jakkolwiek istotne w obliczu tego, co wydarzyło się później. Gdzie się dziecko spieszy, tam się pieruństwo z lasu cieszy. W pierwszej chwili - oniemienie. Nie widziałeś czegoś takiego nigdy, Hjalmarze. Biała łuna rozpościerająca się nad wami przez moment mogła przypomnieć ci o zorzy polarnej, ale to był magia - przeciwne zaklęcie, od którego wyryte znaki zapłonęły od pierwotnej magii. Ale po samej minie dziewczynki było widać, że coś jest nie tak.
Wybuch.
Poczułeś pustkę. Uderzyłeś plecami o ścianę nieopodal rozżarzonego pieca i chociaż nic ci się nie stało, nie miałeś siły nawet na irytację, kiedy dziewczynka ledwo podnosząc się z podłogi, nie poddawała się. Najwyraźniej nie przeszkadzało jej doprowadzanie kuźni twojej i twojego ojca do ruiny - a wiele rzeczy ustawionych na półkach, podobnie jak ty, upadło od niewidzialnych wiązek uderzających we wszystko i wszystkich. Giovanni spróbował ją powstrzymać, ale znów - inkantacja. I nie ośmielił się jej przerwać. Kamień wzniósł się w górę, rozbłysł i...
Wybuchu nie było.
Opadł na kowadło i... Czy cokolwiek się stało? Wyglądał tak samo jak wcześniej, ale oboje wiedzieliście, że wydarzyło się tutaj coś, czego nie mogliście do końca zrozumieć. Młoda geniuszka zacisnęła na nim swoje palce i rzekła:
- Jest gotowy. To uratuje mieszkańców Doliny.
Pokiwała głową.
- Przetestujmy go, a później stwórzmy ich więcej.
Nie czekając na komentarz ani reprymendę wyszła, pozostawiając Giovanniego z formalnością - koniecznością zapłaty za rzemiosło i zdemolowanie pomieszczenia.
Podsumowanie napisane na podstawie następujących rzutów: 1, 2. Masz dwie opcje. Pierwsza - edytuj poprzedni post i dodaj do niego znacznik postać opuszcza sesję. Druga - możesz napisać tutaj swoje odniesienie do zakończenia i zamknąć całość sesji znacznikiem końca sesji. W opcji drugiej możesz opcjonalnie dograć coś tutaj z dowolną osobą towarzyszącą. Mistrz Gry nie kontynuuje rozgrywki. @Hjalmar Nordgersim @Giovanni Urquart