18.01.2025, 21:06 ✶
Dekapitacja... Faktycznie metoda najlepsza ze wszystkich, w tym ulubiony sposób radzenia sobie z problemami przez Geraldine. Zapewne to właśnie tak zamierzała ukrócić moje istnienie. Nie powiem, nie było mi z tym po drodze. Aż poczułem nieprzyjemne uczucie na karku... Może nie był to ból, bo nie było to prawdziwe, ale podobne.
Skrzywiłem się w odpowiedzi na to. Przechwalała się, a Thoran nie żył. Demon... Była z nim bliżej niż ze mną. Był jej bratem bliźniakiem. To jej nie powstrzymało.
- Tata... On mówi wiele bzdur. Skreślił z listy synów Thorana, więc przestał się liczyć. Myślę, że to kwestia tygodni czy miesięcy. Również wyląduję na jego czarnej liście, o ile już tam nie widnieję... Widziałaś się z nim ostatnio, a teraz jesteś tu. Już po Thoranie, więc... - tak myślałem sobie głośno, tak nadzwyczaj boleśnie. Nie chciałem żyć czy też nie-żyć, ale również chciałem. Moment, w którym niemalże ujrzałem słońce, był dowodem na to, że chciałem, a jednak... Nie mogłem odbierać życia Geraldine. Nie po tym wszystkim, co ona przeszła, albo ja przeszedłem. Może najlepszym sposobem byłoby, gdyby znowu mnie zabiła. Obudziłbym się z tego koszmaru. Możliwe, że wszyscy by żyli. Za wyjątkiem mnie, bo ja dalej byłbym wampirzątkiem.
- Nieistotne - stwierdziłem, bo nie chciałem niczego więcej roztrząsać. To powinno być szybkie i zdecydowane, jak zerwanie nieprzyjaznego rzepa ze skóry. Zerwiemy szybki i po bólu.
Niestety, takim łatwym nie było. Wpatrywałem się w Geraldine, chcąc jak najbardziej przedłużyć swoje oddechy, ale... To było żałosne. Na dobrą sprawę ich nie potrzebowałem. Były moją usilną potrzebą trzymania się przy życiu, którego nie miałem. Już nie miałem, więc... Żałość. Tak, żałość człowieka martwego. Po człowieku martwym również będzie, ale przynajmniej nie będę musiał w tym uczestniczyć osobiście.
I to nie będzie prawdziwa śmierć. Po prostu się obudzę. Będę przerażony, ale przynajmniej nie zlany potem. Już nie.
- Postanowiłem. Rób, co masz zrobić. Zabij mnie. Może tego nie wiesz, ale to kolejny sen. Wezmę to na siebie, bo nie chce już uciekać ani walczyć. Chcę po prostu wrócić do siebie - stwierdziłem zmęczony, widać to było bardzo. Zresztą, Geraldine też wyglądała źle. Może to jednak nie była kwestia naszych sposobów bycia, tylko takie geny? Tata zwariował. My może też wariowaliśmy. Może żaden koń nie pozbawił go mądrej głowy, tylko to ta olbrzymia genetyka? Cóż, ja brałem śmierć na klatę.
Splotłem dłonie za plecami by mnie nie kusiło reagować. Zamknąłem nawet oczy. Instynkt był potężną bronią, więc nawet wstrzymałem oddech. Trwałem jak ten posąg, któremu zaraz odetną głowę. Zrobią może z niego ślicznego kadłubka. Klatę miałem niczego sobie.
Skrzywiłem się w odpowiedzi na to. Przechwalała się, a Thoran nie żył. Demon... Była z nim bliżej niż ze mną. Był jej bratem bliźniakiem. To jej nie powstrzymało.
- Tata... On mówi wiele bzdur. Skreślił z listy synów Thorana, więc przestał się liczyć. Myślę, że to kwestia tygodni czy miesięcy. Również wyląduję na jego czarnej liście, o ile już tam nie widnieję... Widziałaś się z nim ostatnio, a teraz jesteś tu. Już po Thoranie, więc... - tak myślałem sobie głośno, tak nadzwyczaj boleśnie. Nie chciałem żyć czy też nie-żyć, ale również chciałem. Moment, w którym niemalże ujrzałem słońce, był dowodem na to, że chciałem, a jednak... Nie mogłem odbierać życia Geraldine. Nie po tym wszystkim, co ona przeszła, albo ja przeszedłem. Może najlepszym sposobem byłoby, gdyby znowu mnie zabiła. Obudziłbym się z tego koszmaru. Możliwe, że wszyscy by żyli. Za wyjątkiem mnie, bo ja dalej byłbym wampirzątkiem.
- Nieistotne - stwierdziłem, bo nie chciałem niczego więcej roztrząsać. To powinno być szybkie i zdecydowane, jak zerwanie nieprzyjaznego rzepa ze skóry. Zerwiemy szybki i po bólu.
Niestety, takim łatwym nie było. Wpatrywałem się w Geraldine, chcąc jak najbardziej przedłużyć swoje oddechy, ale... To było żałosne. Na dobrą sprawę ich nie potrzebowałem. Były moją usilną potrzebą trzymania się przy życiu, którego nie miałem. Już nie miałem, więc... Żałość. Tak, żałość człowieka martwego. Po człowieku martwym również będzie, ale przynajmniej nie będę musiał w tym uczestniczyć osobiście.
I to nie będzie prawdziwa śmierć. Po prostu się obudzę. Będę przerażony, ale przynajmniej nie zlany potem. Już nie.
- Postanowiłem. Rób, co masz zrobić. Zabij mnie. Może tego nie wiesz, ale to kolejny sen. Wezmę to na siebie, bo nie chce już uciekać ani walczyć. Chcę po prostu wrócić do siebie - stwierdziłem zmęczony, widać to było bardzo. Zresztą, Geraldine też wyglądała źle. Może to jednak nie była kwestia naszych sposobów bycia, tylko takie geny? Tata zwariował. My może też wariowaliśmy. Może żaden koń nie pozbawił go mądrej głowy, tylko to ta olbrzymia genetyka? Cóż, ja brałem śmierć na klatę.
Splotłem dłonie za plecami by mnie nie kusiło reagować. Zamknąłem nawet oczy. Instynkt był potężną bronią, więc nawet wstrzymałem oddech. Trwałem jak ten posąg, któremu zaraz odetną głowę. Zrobią może z niego ślicznego kadłubka. Klatę miałem niczego sobie.