Rookwood może i nie miał dzieci, ale idealne piastowałby rolę ojca w domostwie, wszak już rozdawał bojowe zadania, budził się o nieludzkich porach i nie chciał dać stówki na wyjście. Oczywiście Stanley nie wiedział tego wszystkiego z własnego doświadczenia, ponieważ jego własny stary wyszedł po mleko, wrócił po 25 latach i już się szykował do tego, aby wyruszyć w wieczną podróż po Drodze Mlecznej... o czym Borgin nie miał prawa jeszcze wiedzieć.
Miał za to prawo wiedzieć, że jego umiejętności transmutacji to było jedne, wielkie - ence, pence, chuj mi w ręce. Stanley nie był żadnym ekspertem w tej dziedzinie i trafiło mu się jak ślepej kurze ziarno. Nie mniej jednak, utrzymywał pozytywną frekwencję z tego przedmiotu w Hogwarcie.
Mewka za to zadawała trudne pytania. Gdzie miał widzieć jakiegoś szwagra, jak ona była lesbijką? No kurwa mać. Borgin nie dosyć, że był pozbawiony ojca, to jeszcze go własna siostra pozbawiła szwagra, bo się zakochała w Lorraine. Broń jednak Merlinie, że to była zła decyzja... ale jak już tak dobrodusznie postanowiła zatrzymać składanie jaj przez Mulciberów, to mogła chociaż zwołać całą rodzinę, aby wszyscy się pod tym podpisali.
- Nie wiem, ale brzmi zajebiście - uniósł kciuk, aby pokazać, że jak dla niego, to wszystko w porządku.
Kiedy Sauriel tłumaczył ich duchową misję Mewce, Stanley nie próżnował. Odjebał się jak szczur na otwarcie kanału. Istniało ryzyko, że jak księdzu go zobaczy, to będzie chciał go pomolestować. Czy można było mu się dziwić, widząc tą piękną twarzoczaszkę?
- No cześć, cześć. Siemano - odparł na przywitanie Ojca Joachima, unosząc dłoń do góry - Aaa.... Ok. Trzeba było tak od razu... Na wieki wieków amen... - pokiwał głową - Chwytliwe. Zapamiętam. Amen - powtórzył, aby mieć pewność, że to zapamięta. Istniało dosyć duże ryzyko, że nie... ale musiał się postarać. Dać z siebie te kilkanaście procent - jak zawsze.
Może trzeba było jednak nie dawać tej bitej śmietany? Mewka z Saurielem urządzali sobie tutaj jakiś bufecik. Dziwne mieli. Kiedy oni uskuteczniali sobie poznawanie swoich dziwactw, Stanley nie próżnował. Dostał oświecenia. Wszystko zrozumiał... Ananas wyszedł z puszki, podobno Śmietanę ubił... Czy to mogło znaczyć, że jego Ananasek miał problemy?! Tylko kim była ta cała Śmietana? To należało rozwiązać póżniej...
Ojciec Joachim ruszył do przodu, a diakon Andrzej nie próżnował. Ruszył zaraz za nim. Ich dzisiejszy gość nie mógł oczekiwać zbyt długo.
Jest i on! Pingwinek! Ucieszył się odrobinę, widząc ich koleszke. Stanley już chciał podejść i tego całego księcia ucałować w czółko na przywitanie, ale na całe szczęście został mu przedstawiony proces postępowania w stosunku do uduchowionych istot, które parały się praniem pieniędzy. No bo jak to było, że wszyscy się składali, a tylko jeden mógł sobie podjeść i się napić?
- Na wieki wieków amen - kiwnął głową w kierunku tutejszego naczelnika kołchozu. Nie omieszkał też, aby mu się przyjrzeć przez dłuższą chwilę. Taki duży, taki mały, może świętym być... skwitował w myślach, porównując wzrost obydwóch dostojników. Ich Ojciec był wyższym Ojcem od drugiego Ojca... Wiadomo o co chodziło.
Jedni nie spodziewali się Hiszpańskiej Inkwizycji, a inni zaś nie spodziewali się interwencji IV Diecezji Przeciwpancernej. Gdyby był to front wschodni, to pewnie zrobiliby bombowe wrażenie.
Borgin odetchnął z ulgą. Dobrze, że nie było tutaj tradycji jebać policji skraplania ludzi wodą święcona i podawaniu sobie cisowego kołka, bo Sauriel mógłby mieć przejebane. Na całe szczęście mieszkali w Londynie, a nie w Rumunii... chociaż zarówno tam jak i tu, można było zarobić kosę z tą różnicą, że u nich jak się ją komuś zwędziło, a w Anglii to jedynie pod żebra.
Diakon Andrzej wyciągnął notes i już chciał wypisywać polecenia odnośnie uprawy ogórków, ale powstrzymał się w ostatniej chwili. Nie było przecież z nimi Lestrange, ani nie sadzili nawet ogórków - jakieś duchy przeszłości musiały o sobie dać znać. Nie mniej jednak, jakiś wewnętrzny impuls Stanleya, który był spowodowany ciągnącym się od lat PTSD, nakazał mu zapisać na rogu kartki - Victoria, nie ma co się denerwować
Jako młodszy zakonnik, który miał przyuczać się przy oku doświadczonego ojca Mateusza Joachima, zaczął rozglądać się po kościółku. Andrzej był w pełnej gotowości do robienia wszelkiej maści zapisków. Jedno zaczęło go interesować - gdzie tu dawali jakieś fanty? Mewka kiedyś przekminiała temat, że goście - to jest księża - trzymali gdzieś tutaj jakieś cheetosy serowe... a nawet jeżeli nie były to cheetosy, trzymali jakąś przegrychę. A może im się nawet poszczęści i jakieś winko znajdą do tego? To by było dopiero... Na to musieli jeszcze trochę poczekać.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972