19.01.2025, 00:04 ✶
– Światło? – spytał chłopak, wyraźnie zdezorientowany. Pokręcił głową, marszcząc brwi, a potem zanurzył palce we włosach. Wyglądał, jakby próbował sobie coś przypomnieć, ale nie mógł. Thomas wiedział, że zwykła magia zauroczająca nie mogłaby mieć trwałego efektu – albo skonfundowano go od razu, tak ze ogólnie nie był pewny, co się działo, albo potraktowano go jakąś klątwą, albo użyto hipnozy. – Nie jestem pewien? Chyba kogoś widziałem, ale… może to byliście wy? Co wy tu w ogóle robicie? – wymamrotał i potarł palcami skroń. – Kurwa, ale boli mnie głowa…
*
Brenna starała się spieszyć, mimo to Thomas musiał zostać sam na sam z mugolem przez kilka minut. Nie trwało to jakoś strasznie długo: nie dłużej niż w teorii powinno zająć obejście jeziora, dotarcie do miejsca, gdzie płonęło ognisko i wrócenie z kolegami niedoszłego topielca. Na miejsce zamiast nich oczywiście przybyli dwaj pracownicy Ministerstwa – Brygadzista z dyżuru oraz ktoś z oddziału amnestojaztorów, kto mógł tutaj zdziałać zdecydowanie więcej niż Brenna, gdy mugol nie chciał współpracować, a i nie mogli ot tak ujawnić mu żadnych informacji o magii. Longbottom i Figg mogli więc przekazać swoją „zdobycz” w ich czułe ręce (i udzielić nieco więcej wyjaśnień, na które w Ministerstwie Brenna nie miała dość czasu: mianowicie, że chłopak prawie na pewno został przez kogoś w jakiś sposób zaklęty, i prawdopodobnie nie był pierwszym tego typu przypadkiem). Sama pani Detektyw, kiedy ta sprawa została załatwiona, zmieniła się w wilka i pognała w las, z którego wyszedł młodzik, szukając tropów.
Trzy dni później mogła opowiedzieć Thomasowi, co ostatecznie wykazało śledztwo – choć mimo jego zaangażowania w sprawę prosiła o dyskrecję. Wyglądało na to, że śmierć pijaka mogła być nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, za to ta charłaczki nie była wypadkiem, choć i nie miała z nią wspólnego żadna magia: za to sporo kłótnia, były ukochany, jego przyjaciel i paru kolegów, którzy pomogli ukryć sprawę. Siostra w końcu odkryła prawdę, a że już dwukrotnie uznano tutaj dwa zgony za przypadkowe i przełamywały one ewentualny wzór, tak że trudniej byłoby ją powiązać z kolejnymi… wzięła sprawy we własne ręce: postanawiając pozbyć się winnych za pomocą magii. I pewnie nawet udałoby się jej to, gdyby krewna jednej z ofiar sama nie była mugolaczką…
*
Brenna starała się spieszyć, mimo to Thomas musiał zostać sam na sam z mugolem przez kilka minut. Nie trwało to jakoś strasznie długo: nie dłużej niż w teorii powinno zająć obejście jeziora, dotarcie do miejsca, gdzie płonęło ognisko i wrócenie z kolegami niedoszłego topielca. Na miejsce zamiast nich oczywiście przybyli dwaj pracownicy Ministerstwa – Brygadzista z dyżuru oraz ktoś z oddziału amnestojaztorów, kto mógł tutaj zdziałać zdecydowanie więcej niż Brenna, gdy mugol nie chciał współpracować, a i nie mogli ot tak ujawnić mu żadnych informacji o magii. Longbottom i Figg mogli więc przekazać swoją „zdobycz” w ich czułe ręce (i udzielić nieco więcej wyjaśnień, na które w Ministerstwie Brenna nie miała dość czasu: mianowicie, że chłopak prawie na pewno został przez kogoś w jakiś sposób zaklęty, i prawdopodobnie nie był pierwszym tego typu przypadkiem). Sama pani Detektyw, kiedy ta sprawa została załatwiona, zmieniła się w wilka i pognała w las, z którego wyszedł młodzik, szukając tropów.
Trzy dni później mogła opowiedzieć Thomasowi, co ostatecznie wykazało śledztwo – choć mimo jego zaangażowania w sprawę prosiła o dyskrecję. Wyglądało na to, że śmierć pijaka mogła być nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, za to ta charłaczki nie była wypadkiem, choć i nie miała z nią wspólnego żadna magia: za to sporo kłótnia, były ukochany, jego przyjaciel i paru kolegów, którzy pomogli ukryć sprawę. Siostra w końcu odkryła prawdę, a że już dwukrotnie uznano tutaj dwa zgony za przypadkowe i przełamywały one ewentualny wzór, tak że trudniej byłoby ją powiązać z kolejnymi… wzięła sprawy we własne ręce: postanawiając pozbyć się winnych za pomocą magii. I pewnie nawet udałoby się jej to, gdyby krewna jednej z ofiar sama nie była mugolaczką…
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.