19.01.2025, 00:51 ✶
Brenna poczekała grzecznie, czy Cornelius ma coś do powiedzenia albo zada jakieś pytania. Kiedy jednak nic z jego strony nie padło, odwróciła się po prostu ku domowi, unosząc różdżkę, aby oświetlić wnętrze. Przeszli przez zaniedbany przedpokój: jaśniejsze miejsce na ścianie wskazywało na to, że kiedyś wisiało tu lustro, za to nikt nie zabrał rozpadającej się szafki, ustawionej niżej i starych, teraz już na pewno zrzęsiałych gumowców. W powietrzu unosił się nieprzyjemny zapach, mieszanka pleśni i tej woni, jaką zwykle czuło się w bardzo starych, niezadbanych budynkach.
Brenna poprowadziła Lestrange’a dalej, ku pomieszczeniu niegdyś służącemu jako salon połączony z kuchnią: domek nie był duży. Światło różdżki padło na ciało, rozciągnięte na podłodze, tyle że…
…tyle że na pewno nie była to Anastasia, chyba że ta byłaby brodatym czterdziestolatkiem. Ewentualnie: że Brenna byłaby absolutną idiotką i zasugerowała się czyimiś dokumentami do tego stopnia, nawet nie spojrzała na ofiarę.
– Michell! – wyrwało się Brennie i w jednym skoku znalazła się przy nieprzytomnym Brygadziście. Spojrzenie kobiety przesunęło się po pomieszczeniu, z ust wyrwało się przekleństwo, ale gdy nie dostrzegła żadnego oczywistego zagrożenia, niemal natychmiast wolną ręką sięgnęła ku szyi mężczyzny, poszukując pulsu. Omal nie osłabła z ulgi, gdy ten wyczuła i ostrożnie przewróciła go na plecy, podtrzymując jednocześnie ramieniem, niepewna, jakich obrażeń doznał, chociaż wydawało się, że został ogłuszony.
A Cornelius w bladym świetle lumos mógł dostrzec, co sprawiło, że przeklinała – tak poza tym, że ktoś najwyraźniej potraktował drętwotą mężczyznę, z którym współpracowała.
Na podłodze, na deskach, była krew: dużo krwi, wskazującej na to, że kogoś tutaj poważnie zraniono. Ślady wskazywały zresztą niezbicie na to, że ktoś w tym miejscu ledwo kilka chwil temu leżał, a doświadczenie Corneliusa jasno mogło mu podpowiedzieć, że osoba, która straciła tyle krwi, nie powinna po prostu poderwać się i teleportować. Właściwie powinna być martwa, ewentualnie ledwo żywa. Tymczasem… ciała Anastasii nie było. Tylko oni dwoje, nieprzytomny Brygadzista, krew i wypaczone okno, otwarte, poruszające się lekko na wietrze.
– Była tu cholerne dwie minuty temu. Nie ma też jej różdżki – powiedziała Brenna, wciąż podtrzymując Brygadzistę. – To chyba drętwota? – Bardziej spytała niż stwierdziła, w końcu to Lestrange miał przeszkolenie medyczne. Ostrożnie jednak dotknęła głowy Michella: nie znalazła krwi ani żadnego guza po uderzeniu.
Brenna poprowadziła Lestrange’a dalej, ku pomieszczeniu niegdyś służącemu jako salon połączony z kuchnią: domek nie był duży. Światło różdżki padło na ciało, rozciągnięte na podłodze, tyle że…
…tyle że na pewno nie była to Anastasia, chyba że ta byłaby brodatym czterdziestolatkiem. Ewentualnie: że Brenna byłaby absolutną idiotką i zasugerowała się czyimiś dokumentami do tego stopnia, nawet nie spojrzała na ofiarę.
– Michell! – wyrwało się Brennie i w jednym skoku znalazła się przy nieprzytomnym Brygadziście. Spojrzenie kobiety przesunęło się po pomieszczeniu, z ust wyrwało się przekleństwo, ale gdy nie dostrzegła żadnego oczywistego zagrożenia, niemal natychmiast wolną ręką sięgnęła ku szyi mężczyzny, poszukując pulsu. Omal nie osłabła z ulgi, gdy ten wyczuła i ostrożnie przewróciła go na plecy, podtrzymując jednocześnie ramieniem, niepewna, jakich obrażeń doznał, chociaż wydawało się, że został ogłuszony.
A Cornelius w bladym świetle lumos mógł dostrzec, co sprawiło, że przeklinała – tak poza tym, że ktoś najwyraźniej potraktował drętwotą mężczyznę, z którym współpracowała.
Na podłodze, na deskach, była krew: dużo krwi, wskazującej na to, że kogoś tutaj poważnie zraniono. Ślady wskazywały zresztą niezbicie na to, że ktoś w tym miejscu ledwo kilka chwil temu leżał, a doświadczenie Corneliusa jasno mogło mu podpowiedzieć, że osoba, która straciła tyle krwi, nie powinna po prostu poderwać się i teleportować. Właściwie powinna być martwa, ewentualnie ledwo żywa. Tymczasem… ciała Anastasii nie było. Tylko oni dwoje, nieprzytomny Brygadzista, krew i wypaczone okno, otwarte, poruszające się lekko na wietrze.
– Była tu cholerne dwie minuty temu. Nie ma też jej różdżki – powiedziała Brenna, wciąż podtrzymując Brygadzistę. – To chyba drętwota? – Bardziej spytała niż stwierdziła, w końcu to Lestrange miał przeszkolenie medyczne. Ostrożnie jednak dotknęła głowy Michella: nie znalazła krwi ani żadnego guza po uderzeniu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.