19.01.2025, 00:55 ✶
Coś było w tym, że w Warowni działo się tyle rzeczy, tyle dziwactw, że niektóre rzeczy nie powinny już nikogo dziwić. Takie lunatykowanie powinno znajdować się gdzieś na samym dnie wszystkich problemów, jakie tutaj mieli, ale mimo to Dora czuła pewien niepokój, widząc obijającego się o meble Juliana.
- Nigdy wcześniej nie widziałam, żeby tak robił - odpowiedziała Erikowi, kręcąc przy tym głową i starając się nie komentować tematu wszelkich traum, jakie mógł mieć już na swoim koncie Julian. Tak samo jak i Warownia była pełna dziwactw, tak samo była pełna ludzi, którzy bili jakieś rekordy jeśli chodziło o traumy. - Myślę, że gdyby buszował po podwórku, to psy zaraz dałyby znak? Nawet jeśli byłby to tylko ktoś z domowników... - zawiesiła głos, wyraźnie zafrasowana.
Może powinna Julianowi zaproponować, żeby pozażywał sobie jakiś eliksir na sen, albo zwykły napar na dobre sny - cokolwiek, co uspokoiłoby jego nocne, niespokojne tendencje, które najwyraźniej pojawiły się nagle. Wydawało się to właściwe tym bardziej, ze wychodzenie na zewnątrz w środku nocy było niebezpieczne, szczególnie teraz, kiedy w kniei wciąż czaiło się nie wiadomo co.
- Unieśmy? - zapytała, drobiąc obok Erika, który mimo wszystko szedł trochę szybciej niż ona mogła podobnym krokiem, głównie dlatego że był z dwadzieścia centymetrów wyższy. - To spróbuj w takim razie, bo ja wcale nie jestem aż taka dobra w translokacji, a nie chcę mu zrobić krzy... wdy! - zaczęła spokojnie, ale szybko w jej głosie narodziła się nerwowość, chyba wprost proporcjonalna do szybkości, jaką nabierał Julian, jakby coś ciągnęło go coraz mocniej i mocniej, wprost w stronę najbliższych drzew, przez trawnik i do tego stopnia, że chłopak zaczął biec. I oni też musieli przyśpieszyć kroku. Dobrze, ze to było lato i noc była relatywnie ciepła, ale w duchu Dora mimowolnie podziękowała sobie za szlafrok, który zarzuciła na plecy, którego poły powiewały teraz przy szybkich krokach, kiedy wskoczyli z Longbottomem między drzewa.
- Nigdy wcześniej nie widziałam, żeby tak robił - odpowiedziała Erikowi, kręcąc przy tym głową i starając się nie komentować tematu wszelkich traum, jakie mógł mieć już na swoim koncie Julian. Tak samo jak i Warownia była pełna dziwactw, tak samo była pełna ludzi, którzy bili jakieś rekordy jeśli chodziło o traumy. - Myślę, że gdyby buszował po podwórku, to psy zaraz dałyby znak? Nawet jeśli byłby to tylko ktoś z domowników... - zawiesiła głos, wyraźnie zafrasowana.
Może powinna Julianowi zaproponować, żeby pozażywał sobie jakiś eliksir na sen, albo zwykły napar na dobre sny - cokolwiek, co uspokoiłoby jego nocne, niespokojne tendencje, które najwyraźniej pojawiły się nagle. Wydawało się to właściwe tym bardziej, ze wychodzenie na zewnątrz w środku nocy było niebezpieczne, szczególnie teraz, kiedy w kniei wciąż czaiło się nie wiadomo co.
- Unieśmy? - zapytała, drobiąc obok Erika, który mimo wszystko szedł trochę szybciej niż ona mogła podobnym krokiem, głównie dlatego że był z dwadzieścia centymetrów wyższy. - To spróbuj w takim razie, bo ja wcale nie jestem aż taka dobra w translokacji, a nie chcę mu zrobić krzy... wdy! - zaczęła spokojnie, ale szybko w jej głosie narodziła się nerwowość, chyba wprost proporcjonalna do szybkości, jaką nabierał Julian, jakby coś ciągnęło go coraz mocniej i mocniej, wprost w stronę najbliższych drzew, przez trawnik i do tego stopnia, że chłopak zaczął biec. I oni też musieli przyśpieszyć kroku. Dobrze, ze to było lato i noc była relatywnie ciepła, ale w duchu Dora mimowolnie podziękowała sobie za szlafrok, który zarzuciła na plecy, którego poły powiewały teraz przy szybkich krokach, kiedy wskoczyli z Longbottomem między drzewa.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.