Okręć palcem nić przeznaczenia na swój paluszek. Na każdej niteczce wypisali historię, która miała się dopiero wydarzyć. Połączenie z filiżanką trzymaną w dłoniach było połączeniem z ziemią. Realia uciskały? Uciskać jeszcze będą. Jak ta nić na skórę. Przyciągasz ją do siebie mocniej, więc zaczyna ranić. Jeśli mocniej ją zwiążesz to zobaczysz kropelkę krwi ulatniającej się z cienkiego, bladego naskórka. Tak bardzo pragniesz , że jesteś gotów tę krew przelewać. Tak bardzo chcesz, że cena przestaje mieć znaczenie. I tylko niepewność nie pozwala wziąć wszystkiego, co należało się twoim rękom. Lecz jaką tragiczną ta niepewność była..? Człowiek, który mógł odkryć tyle sekretów drugiego człowieka, przeglądać jego wrażliwą duszę jak karty księgi, odczuwał niepewność przed oszustwem. Jak cenna była dla niego prywatność człowieka, którego chciał przyciągać? Jakby pogwałcenie przestrzeni między jednym palcem związanym nitką, a drugim, stworzono ze szklanej ściany. Prawie możesz kogoś dotknąć, a jednak nie możesz się nawet zbliżyć. Widmowy dotyk pozostawał chłodny, skóra nie napotykała skóry. Zbierana nić była tylko materiałem, z którego uszyjesz potem marynarkę na kolejne spotkanie.
Powiedz coś. Mówił nic. Zaklęty w czasie i przestrzeni, przyklejony do swojego miejsca, ale gotowy wstać. Laurent nie chciał poruszyć nawet dłonią, żeby nie zabić tej ciszy szelestem materiału. Serce uderzało nawet za głośno i stawało się absurdalnym, że druga strona nie mogła go usłyszeć. To właśnie pragnienie dotyku było najbardziej zgubne. Sprawiało, że człowiek chciał przebić szklaną ścianę i wyjść naprzeciw tego, kto tworzył przędzę z opowieści Mojry. To wcale nie uprzyjemniało spotkań. Niektóre z nich tworzyło wręcz tragicznymi. Teraz ściana nie była murem, w który uderzałby głową - teraz była kuriozum. Ciekawością, bo nieosiągalne stawało się kuszące, a pokusa wzbogacała doznania... tylko że wciąż na gorsze. Zakazane owoce ponoć były najsłodsze - nikt tylko nie wspominał, że konsekwencje czyniły z człowieka wrak. Laurent wrakiem być nie chciał. Nie życzył też tego Perseusowi. Nawet jeśli momentami jego towarzystwo napinało całe ciało w niemym krzyku o dotyk, lubił je. Coś w jego duszy nieustannie śpiewało do niego.
- To... - To można bardzo źle ująć. To niewygodne stwierdzenie, które wyciągało z ławki jak dziecko w Hogwarcie - stań do odpowiedzi, a najlepiej zapisz ją kredą na tablicy. Palcami? Nie, różdżką, głuptasie! Przecież to szkoła magii i czarodziejstwa! Ta pauza trwała parę sekund. Wiedział to, bo kilak razy zdążyła tyknąć wskazówka starego zegara. - Windermere dotknięte było klątwą, która chyba zadziałała na mnie po prostu gorzej. - Gorzej niż... na innych? Albo może nie wszyscy byli tym dotknięci? Nie był pewien, ale wnioskował to po tym, co mówił Perseus - po tej czerni, która go oplotła swoimi ramionami. - Chyba w wyniku niej... jakiś głos ciągle mi podpowiadał, że zrobisz coś złego. Że nie można ci zaufać. - Był tym trochę zawstydzony, bo z perspektywy czasu to było żenujące. To, że ta narracja tak gładko weszła do jego głowy, a on był wobec niej bezradny. Z drugiej strony nawet Victoria nie była wolna od tego, co działo sie w Windermere - a przecież była oklumentką. - Przepraszam cię, Perseuszu. Nie myślę tak. Bardzo mi przykro, że stałeś się ofiarą. - W drugim nawet sensie - nie tylko go ugryzłeś w rękę. Ugryzłeś też jego duszę. Nawet jeśli Laurent nie miał na to wpływu, to i musiało być dla Perseusa bolesne - usłyszeć coś takiego.
Przesunął palcami po perłach, nie mogąc się nie uśmiechać. Tyle osób chciało sięgnąć po serce Laurenta, rywalizować z innymi, a żaden nie pomyślał, że rywalizacja między sobą nie miała sensu. Musieli rywalizować z morzem. Z jego skarbami, z jego perłami, ciemnymi jak i lazurowymi wodami. Z gładkością tych pereł, który tworzyły motyle w jego brzuchu, pozwalając się rozkoszować ich pięknem. Jednak kiedy mężczyzna klęknął, Laurent obrócił się na fotelu w jego kierunku. Chciał mu powiedzieć, żeby tego nie robił - przecież z chorą nogą to musiało być trudne... ale nie zdążył. Pozostawało mu więc spoglądanie w te piękne oczy otulone woalem ciemnych rzęs.
Może gdybyś mnie przeleciał - mielibyśmy spokój.
- Perseuszu... - Powinien się powstrzymać, ale mimo tego, jak powolny był ten gest (bo łagodny) to i tak wykonał go szybciej, niż pomyślał. Sięgnął dłonią do jego twarzy i przesunął palcami po jego policzku, zatrzymując je pod podbródkiem. - Jestem samolubnym stworzeniem, które kocha twój wzrok na sobie. - Tworzył mieszankę tego, co potrzebne i tego, czego robić nie powinni. Ale czy nie tego szukali bogaci, którzy potrzebowali znajdować doznania, gdy wszystkie pospolite już zdążyli wykupić?