Cornelius spojrzał na swojego przyjaciela z powagą, gdy ten urwał w połowie zdania, znał jego myśli, doskonale wiedział, dokąd zmierzał Ambroise.
- Jeśli to nekromancja, to byłaby niezwykle zaawansowana, takie praktyki zawsze zostawiają ślady, nawet minimalne. Czarne zaklęcia, rytuały, cokolwiek to jest, to nie jest coś, co można tak po prostu zatuszować. A tu? Tu nie ma nic. Totalna pustka, jakby nic nigdy nie miało miejsca, jakby nikt nie rzucał zaklęć, jakby nikt nie próbował się teleportować w tę ani we w tę. Nie było żadnej obecności magii, można by pomyśleć, że to miejsce było wręcz odizolowane od wszelkiej energii, jakby to nigdy nie było dotknięte przez żadne czary, co, przyznasz mi rację, nie ma racji bytu w Little Hangleton, tam nawet psy szczekają klątwami. Musimy, z zespołem, przyjrzeć się temu z innej perspektywy, bo to, co widzieliśmy, nie pasuje do żadnego schematu, który znam. - Stwierdził z powagą, przerywając milczenie, które zapadło po sugestii Roise'a. - Nie mogę pokazać ci zwłok, wiesz, jak to jest, miejsca też nie. A co do siostry zmarłej… wątpię, by przyszła, nawet jeśli by ją wezwano. Ukryła się, uciekła, na pewno już wie, może planuje zemstę na kimś, ale nie przyjdzie, nie teraz. Nie sądzę też, że Inez zdecyduje się odebrać ciało, kiedykolwiek. - To byłoby bardzo śmiałe założenie, że kobieta pojawiłaby się nie tylko na powierzchni, a także w samym ministerstwie magii, prędzej świnie nauczyłby się sztuki lewitacji.
Zimny dreszcz przebiegł mu po plecach. Uczucie niepokoju ścisnęło jego serce, gdy pomyślał o tym wszystkim, nie mógł pozbyć się niepokoju, który narastał w nim z każdym dniem. Stracił już jedną bliską osobę, a ta tragedia dotknęła go zbyt mocno. Jego zmarła żona nie miała nic wspólnego z mrocznymi interesami, które rządziły miastem. Była niewinna, a jej strata wciąż bolała. Teraz patrzył na Ambroise'a, który wplątał się w skomplikowany układ z obiema siostrami. Zastanawiał się, czy jego przyjaciel zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, w które się pakował. Wówczas ból był jak ostrze, które wbijało się głęboko w jego serce, a teraz, widząc Ambroise'a, obawiał się, że historia może się powtórzyć, to było jeszcze bardziej prawdopodobne. Przyjaciel był uwikłany w coś niebezpiecznego, w grę, w której stawką była nie tylko reputacja, ale i życie.
- Jasne, mogę ci opisać ten symbol. Nie wiem, czy będę w stanie go odtworzyć, zdajesz sobie sprawę z tego, że raczej marny jest ze mnie artysta. - Cornelius odetchnął głęboko, przywołując obraz znaku w pamięci. Zaczął opowiadać, gestykulując dłonią, jakby próbował odtworzyć obraz w powietrzu. - Przy ciele leżał mały, wykonany z brązu amulet, na którym znajdował się skomplikowany wzór. Ten znak, który tam był, przypominał mi coś z brujería, tej meksykańskiej magii. Wyglądał jak stylizowany pentagram, ale z dodatkowymi, krętymi liniami, które splatały się w chaotyczny sposób, tworząc coś w rodzaju wiru. - Cornelius spojrzał na Ambroise'a, który stał obok niego i kapał z płaszcza.
[a]- Nie chciałem, żeby brakło ci również czwartej i szóstej. - Odparł, zanim wycofał się w kierunku salonu, do Geraldine, nie wycierając podłogi.
Stanął w salonie, wpatrując się w butelkę w dłoni Yaxley. Gdy usłyszał jej cichą uwagę, nie mógł powstrzymać się, żeby nie wzruszyć ramionami. Przemieścił się w kierunku okna, wziął kartkę i pióro z szuflady biurka, i przysiadł na fotelu. Jego myśli krążyły wokół komentarzy, które mogłyby paść w tej chwili z jego ust, a uśmiech mężczyzny stał się jeszcze bardziej wyrazisty. Mimo to, Corio zrezygnował z wypowiedzi. Czuł, że nie zamierzała się zdenerwować jego oceniającym wzrokiem, w głębi duszy wiedział, że jej to nie obchodziło. Miała swoje priorytety, a w tej chwili najważniejsze było dla niej jedno, napić się. Kiedy dostrzegł jej wzrok przesuwający się po lewitujących szklankach, poczuł, jak jego usta wyginają się w kolejnym ironicznie pobłażliwym uśmiechu. Miał ochotę ocenić jej postawę, ale wiedział, że i tak nie ruszało jej jego zdanie. Była zbyt zajęta myślami o drinku. Miał świadomość, że dla niej picie z eleganckich szklanek było tylko kolejną konwencją, której tak naprawdę nie musiała przestrzegać.
- Cóż, jeśli szklanki są zbyt eleganckie, możemy zawsze wrócić do tradycji chlania napojów wysokoprocentowych prosto z gwinta. Ale, Geraldine, wiesz, że nie przystoi nam trzymać się z dala od dobrych manier. Jesteśmy elitą, znajdujemy się w domu, więc może lepiej skorzystać z tej drobnej przyjemności, jaką dają nam szklanki. - Obserwował ją z pewnym rozbawieniem, zastanawiając się, co siedziało jej w głowie, gdy tak wpatrywała się w ten błyszczący trunek.
Zapadła chwila ciszy, w której oczekiwanie na Ambroise'a wypełniało pokój.
Cornelius rysował piórem na kartce, skupiony na tworzeniu wzoru, jednocześnie nieustannie spoglądając na mówiącą Geraldine. Słuchał jej uważnie, jednocześnie szkicując na papierze coś, co przypominało stylizowany pentagram, choć z dodatkowymi, krętymi liniami splatającymi się w chaotyczny sposób. Rysunek był kiepski, jakby stworzony przez dziecko, koślawy i niezdarny. Próbował nie unosić brwi, choć z trudem udawało mu się zachować obojętność. Nie był zdziwiony, że Geraldine znalazła się w Kniei, nie czuł nawet zawodu w związku z jej postępowaniem, bo to po prostu do niej pasowało, jej temperament i skłonność do kłopotów pasowały do tego miejsca jak ulał. Kiedy kobieta oznajmiła, że udało jej się stamtąd wyjść, Cornelius posłał jej nieco kpiące spojrzenie.
- Trudno tego nie zauważyć. - Skomentował, nie przestając rysować, jego ręka przesuwała się po papierze, tworząc chaotyczne linie. - Czy przez to, że byłaś w Kniei, masz jakieś kłopoty z Ministerstwem? Mam ci pomóc? - Zdawał sobie sprawę, że przyszła z Roisem, który również był medykiem, wątpił w potrzebę jakiejkolwiek interwencji uzdrowiciela, zwłaszcza byłego, nie praktykującego, więc myśl o kłopotach z systemem prawnym nasuwała mu się sama przez się.
Bez słowa przesunął rysunek w kierunku Ambroise'a. Szkic sprawiał wrażenie dziecięcego, koślawego i niechlujnego, jakby Cornelius nie przywiązywał do niego większej wagi, koncentrując się bardziej na rozmowie z Geraldine, co było prawdą.