19.01.2025, 17:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.01.2025, 18:22 przez Dora Crawford.)
- No... - zawahała się. Wystrzelenie samej siebie w powietrze też było w sumie jakąś formą krzywdy. Co prawda nie skierowanej w kierunku Juliana, ale sama też niekoniecznie chciała skończyć poturbowana. Bo jeśli coś by się jej stało, to tylko dołożyłaby wszystkim zmartwień i trzeba by się nią opiekować. A tego przecież nikt nie chciał, a już w szczególności ona.
Bardzo nie chciała też siłować się z Charlesem i prawdę powiedziawszy, wizja przedstawiona przez Erika wydawała jej się zwyczajnie zbyt nieprawdopodobna. Wykrzywiła więc twarz w pewnym niezdecydowaniu, ale oprócz tego nie powiedziała nic, zerkając na Longbottoma od stóp do głów, w jakiś wymowny sposób sugerując, że biorąc pod uwagę jego wzrost, sam dałby sobie z chłopakiem radę i ona mogła mu co najwyżej pokibicować, z troską powtarzając by nie zrobili sobie krzywdy.
Knieja była straszna, ale w jakiś odległy, ulotny sposób. Crawley wiedziała doskonale co właściwie czaiło się w jej głębi, ale chyba do tej pory ani razu nie zdarzyło się jej oglądać widm na własne oczy. Były, stwarzały zagrożenie, ale oprócz tego? Póki nie stały przed nią, to się nimi aż tak bardzo nie przejmowała. A teraz, kiedy Erik wyciągnął różdżkę, to jemu poświęciła o wiele więcej myśli, mając nadzieję że faktycznie nikomu nie zdarzy się teraz krzywda. Zaklęcie wystrzeliło, ale Rookwood wydawał się aż nadto świadomy tego, co działo się dookoła niego, nawet pomimo frenetycznie powtarzanej martwy. Żył. Był w lesie. Musiał go znaleźć. Uskoczył, nad wyraz zwinnie, unikając wiązki zaklęcia, które pomknęło w jego stronę, nie dając się pochwycić Erikowi i tym samym zagłębiając się w las. W Knieję.
- Nie możemy go tak zostawić samego - rzuciła, teraz już z lekką paniką dobijającą się do głosu. Widma były daleko, ale Julian był sam i w transie, a to zmieniało wszystko. I tak jak chłopak wystartował między drzewa, tak Dora bez zastanowienia rzuciła się za nim w pościg.
af na unik Juliena - biorę pod uwagę pierwszy rzut, bo miało być po jednym
Bardzo nie chciała też siłować się z Charlesem i prawdę powiedziawszy, wizja przedstawiona przez Erika wydawała jej się zwyczajnie zbyt nieprawdopodobna. Wykrzywiła więc twarz w pewnym niezdecydowaniu, ale oprócz tego nie powiedziała nic, zerkając na Longbottoma od stóp do głów, w jakiś wymowny sposób sugerując, że biorąc pod uwagę jego wzrost, sam dałby sobie z chłopakiem radę i ona mogła mu co najwyżej pokibicować, z troską powtarzając by nie zrobili sobie krzywdy.
Knieja była straszna, ale w jakiś odległy, ulotny sposób. Crawley wiedziała doskonale co właściwie czaiło się w jej głębi, ale chyba do tej pory ani razu nie zdarzyło się jej oglądać widm na własne oczy. Były, stwarzały zagrożenie, ale oprócz tego? Póki nie stały przed nią, to się nimi aż tak bardzo nie przejmowała. A teraz, kiedy Erik wyciągnął różdżkę, to jemu poświęciła o wiele więcej myśli, mając nadzieję że faktycznie nikomu nie zdarzy się teraz krzywda. Zaklęcie wystrzeliło, ale Rookwood wydawał się aż nadto świadomy tego, co działo się dookoła niego, nawet pomimo frenetycznie powtarzanej martwy. Żył. Był w lesie. Musiał go znaleźć. Uskoczył, nad wyraz zwinnie, unikając wiązki zaklęcia, które pomknęło w jego stronę, nie dając się pochwycić Erikowi i tym samym zagłębiając się w las. W Knieję.
- Nie możemy go tak zostawić samego - rzuciła, teraz już z lekką paniką dobijającą się do głosu. Widma były daleko, ale Julian był sam i w transie, a to zmieniało wszystko. I tak jak chłopak wystartował między drzewa, tak Dora bez zastanowienia rzuciła się za nim w pościg.
af na unik Juliena - biorę pod uwagę pierwszy rzut, bo miało być po jednym
Rzut N 1d100 - 82
Sukces!
Sukces!
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.