19.01.2025, 17:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.01.2025, 17:58 przez Erik Longbottom.)
— Tak. Wiem — przyznał gładko, próbując ukryć ciężar tych pojedynczych słów w swoim głosie.
Znał Norę od dziecka, podobnie jak znaczną część pierwszych kilku fal osób zrekrutowanych do szeregów Zakonu Feniksa. Tak to jest, kiedy wprowadzasz do organizacji znaczną część swojej najbliższej rodziny i ich sojuszników. Czy w takim razie powinien na przekór instynktowi przyklasnąć Morfeuszowi, kiedy wspomniał o Anthonym? Owszem, przydałby im się, jednak... Czy naprawdę powinni go stawiać przed tym wyborem? Czemu mieliby rościć sobie prawo do tego, aby stawiać inne prominentne osoby w sytuacji, gdzie musiałyby wybrać rzucenie się w wir niebezpieczeństwa?
Zerknął kątem oka na blondynkę. Czy i ona stanie niedługo przed podobnym wyborem? Chociaż znał Samuela stosunkowo od niedawna, tak wiedział, że z Norą i Brenną łączy go bardzo dużo. Może większość jego zdolności leżała w rzemiośle, ale przecież przy tym też mógłby się przydać. Czy i na nim kiedyś zawiśnie widmo prośby o pomoc ze strony Zakonu Feniksa i wprowadzenia do jego życia jeszcze większego chaosu, po tym, jak został przymusowo relokowany poza Knieję Godryka i musiał zmierzyć się na nowo z całym głośnym światem czarodziejów?
— Łatwo było zorganizować zryw, dopóki wiele się o nim nie myślało — mruknął, wypuszczając dym papierosowy przez usta ku fasadzie Księżycowego Stawu. — Albo inaczej: nie skupiało. Dopóki działaliśmy instynktownie, starając się po prostu robić coś dobrego z tym, co mamy było nieporównywalnie łatwiej. A teraz... Eh, struktura, struktura, struktura. I wybory. Trudne wybory.
Nie zazdrościł Brennie. Nie dziwił się, że presja wywierana na nią z tak wielu kierunków mogła jej narobić problemów. Jako Lewa Ręka tworzyła struktury organizacji od samego początku, ale była też swego rodzaju łącznikiem między Albusem a resztą jego sojuszników. Musiała bardzo ostrożnie postępować, co by zachować porządek w szeregach Zakonu Feniksa. Dopóki chodziło o pięciu-sześciu przyjaciół i krewnych było prosto, ale teraz wypływali na nieznane wody. Znajomi znajomych. Kontakty z którymi mieli się spotkać po raz pierwszy. Ludzie znani jedynie z reputacji.
— Przynajmniej kiedy kończysz warzyć jakiś eliksir i schować go do spiżarki Zakonu, to jesteś jako tako pewna, że odwaliłaś dobrą robotę — kontynuował Erik, starając się znaleźć jakiś jasny punkt pośród wątpliwości przyjaciółki. — Nie ciskasz zaklęciami jak Brygadzistka, ale twojemu kunsztowi nie powstydziliby się nawet pracownicy Świętego Munga. Możesz chomikować zapasy. Zawsze mieć nadwyżkę eliksirów. A bojówka? Ciągłe niewiadome, a trening nie zawsze cokolwiek daje.
Zamilkł na moment.
— Podczas walk na Beltane byłem jeszcze z dwoma innymi osobami, a i tak ledwo daliśmy radę jednemu Śmierciożercy, który próbował wyczarować jakiegoś... anty-patronusa — przypomniał sobie, mimowolnie wracając myślami do starcia w jakim brał udział w asyście Charlesa i Heather. — Doświadczenie z Brygady mogło mnie co najwyżej pokierować ku temu z czym mam do czynienia, ale nie pomogło mi zbytnio w samej walce z nim. Koniec końców trzeba było zdać się na los. I szczęście. Dużo szczęścia.
Wypuścił powoli powietrze przez usta.
— Odnoszę wrażenie, że od Beltane jesteśmy w kompletnym rozkroku. Wszystkich nosiło, żeby jakoś odpowiedzieć na śmierć Derwina, a na dobrą sprawę do niedawna był względny spokój. A przecież wszyscy czują, że ''coś'' się szykuje. Tylko nie wiadomo co i kiedy dokładnie.
Pokręcił powoli głową. Brzmiał zupełnie jakby chciał, żeby kraj pogrążył się w konflikcie. O ile łatwiej byłoby dać się ponieść emocjom zamiast ciągle gasić te same pożary i próbować podtrzymać morale. A jak sama wspomniała Figg, przecież nie mogli też tego robić na szeroką skalę. Nie mógł wyjść do dziennikarzy podczas przyjęcia charytatywnego i kłamać im w żywe oczy, że wszystko będzie dobrze. Trzeba było ostrzegać. Ale kto chciałby skupiać, skoro w ostatnich tygodniach największym problemem było to, że arcykapłanka kowenu próbowała poświęcić dziewczynę na ołtarzu?
Znał Norę od dziecka, podobnie jak znaczną część pierwszych kilku fal osób zrekrutowanych do szeregów Zakonu Feniksa. Tak to jest, kiedy wprowadzasz do organizacji znaczną część swojej najbliższej rodziny i ich sojuszników. Czy w takim razie powinien na przekór instynktowi przyklasnąć Morfeuszowi, kiedy wspomniał o Anthonym? Owszem, przydałby im się, jednak... Czy naprawdę powinni go stawiać przed tym wyborem? Czemu mieliby rościć sobie prawo do tego, aby stawiać inne prominentne osoby w sytuacji, gdzie musiałyby wybrać rzucenie się w wir niebezpieczeństwa?
Zerknął kątem oka na blondynkę. Czy i ona stanie niedługo przed podobnym wyborem? Chociaż znał Samuela stosunkowo od niedawna, tak wiedział, że z Norą i Brenną łączy go bardzo dużo. Może większość jego zdolności leżała w rzemiośle, ale przecież przy tym też mógłby się przydać. Czy i na nim kiedyś zawiśnie widmo prośby o pomoc ze strony Zakonu Feniksa i wprowadzenia do jego życia jeszcze większego chaosu, po tym, jak został przymusowo relokowany poza Knieję Godryka i musiał zmierzyć się na nowo z całym głośnym światem czarodziejów?
— Łatwo było zorganizować zryw, dopóki wiele się o nim nie myślało — mruknął, wypuszczając dym papierosowy przez usta ku fasadzie Księżycowego Stawu. — Albo inaczej: nie skupiało. Dopóki działaliśmy instynktownie, starając się po prostu robić coś dobrego z tym, co mamy było nieporównywalnie łatwiej. A teraz... Eh, struktura, struktura, struktura. I wybory. Trudne wybory.
Nie zazdrościł Brennie. Nie dziwił się, że presja wywierana na nią z tak wielu kierunków mogła jej narobić problemów. Jako Lewa Ręka tworzyła struktury organizacji od samego początku, ale była też swego rodzaju łącznikiem między Albusem a resztą jego sojuszników. Musiała bardzo ostrożnie postępować, co by zachować porządek w szeregach Zakonu Feniksa. Dopóki chodziło o pięciu-sześciu przyjaciół i krewnych było prosto, ale teraz wypływali na nieznane wody. Znajomi znajomych. Kontakty z którymi mieli się spotkać po raz pierwszy. Ludzie znani jedynie z reputacji.
— Przynajmniej kiedy kończysz warzyć jakiś eliksir i schować go do spiżarki Zakonu, to jesteś jako tako pewna, że odwaliłaś dobrą robotę — kontynuował Erik, starając się znaleźć jakiś jasny punkt pośród wątpliwości przyjaciółki. — Nie ciskasz zaklęciami jak Brygadzistka, ale twojemu kunsztowi nie powstydziliby się nawet pracownicy Świętego Munga. Możesz chomikować zapasy. Zawsze mieć nadwyżkę eliksirów. A bojówka? Ciągłe niewiadome, a trening nie zawsze cokolwiek daje.
Zamilkł na moment.
— Podczas walk na Beltane byłem jeszcze z dwoma innymi osobami, a i tak ledwo daliśmy radę jednemu Śmierciożercy, który próbował wyczarować jakiegoś... anty-patronusa — przypomniał sobie, mimowolnie wracając myślami do starcia w jakim brał udział w asyście Charlesa i Heather. — Doświadczenie z Brygady mogło mnie co najwyżej pokierować ku temu z czym mam do czynienia, ale nie pomogło mi zbytnio w samej walce z nim. Koniec końców trzeba było zdać się na los. I szczęście. Dużo szczęścia.
Wypuścił powoli powietrze przez usta.
— Odnoszę wrażenie, że od Beltane jesteśmy w kompletnym rozkroku. Wszystkich nosiło, żeby jakoś odpowiedzieć na śmierć Derwina, a na dobrą sprawę do niedawna był względny spokój. A przecież wszyscy czują, że ''coś'' się szykuje. Tylko nie wiadomo co i kiedy dokładnie.
Pokręcił powoli głową. Brzmiał zupełnie jakby chciał, żeby kraj pogrążył się w konflikcie. O ile łatwiej byłoby dać się ponieść emocjom zamiast ciągle gasić te same pożary i próbować podtrzymać morale. A jak sama wspomniała Figg, przecież nie mogli też tego robić na szeroką skalę. Nie mógł wyjść do dziennikarzy podczas przyjęcia charytatywnego i kłamać im w żywe oczy, że wszystko będzie dobrze. Trzeba było ostrzegać. Ale kto chciałby skupiać, skoro w ostatnich tygodniach największym problemem było to, że arcykapłanka kowenu próbowała poświęcić dziewczynę na ołtarzu?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞