Szczerość była dość istotna, czyż nie? Jasne, zdawała sobie sprawę, że nie zawsze można sobie powiedzieć wszystkiego... właśnie nie, to nigdy do niej nie docierało. Zawsze uważała, że najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa, czy ukrywanie pewnych informacji. Kiedyś zgodziła się na to, że jakoś sobie z tym poradzi, że nie musi wiedzieć wszystkiego i to był błąd, teraz miała tego świadomość, bo gdyby tylko wiedziała... to może cała reszta by się, aż tak nie skomplikowała. Yaxleyówna była pojętną uczennicą i nie zamierzała drugi raz popełniać tych samych błędów. To było już za nią, nie chciała ponownie doprowadzać do sytuacji, w których nie będzie mogła w pełni spojrzeć na jakąkolwiek sprawę.
Łatwiej było jej jakoś się poskładać układając sobie w głowie swoją własną wersję tej sytuacji, do której doszło. Może nie chciała w to wierzyć, ale przynajmniej wtedy dostała jakieś racjonalne dla siebie wytłumaczenie, skupiła się na swoich wadach, tak było prościej. Prościej było jej uwierzyć w to, że zrezygnował z niej z jakiegoś konkretnego powodu. Nie było to właściwe, tak - zdawała sobie z tego sprawę, szczególnie po tym, co od niego usłyszała, ale wtedy, gdy nic nie miało sensu szukała go w czymkolwiek, nawet w tym, co nie było prawdziwe.
- Nie wątpię w to. - Nie chciała, aby ta rozmowa zmierzała na niezbyt przyjemne tory, ale jakoś tak wyszło, że znowu zaczęli prowadzić ją w ten sposób. Było w nich wiele żalu, niedopowiedzeń, nie miała pojęcia, czy kiedyś uda im się dokłanie wyjaśnić wszystko, czy to ciągle będzie się za nimi ciągnąć. Zrobili sobie wiele złego, byli siebie warci. Yaxleyówna również wróciła do starych nawyków tylko po to, aby zobaczyć, czy jest w stanie jeszcze coś poczuć, cóż nie do końca była, ale próbowała w ten sposób jakoś radzić sobie ze stratą. Nie, żeby uważała to za właściwe, bo to nie było takie życie, jakiego pragnęła, ale skoro nie mogła dostać tego na czym jej najbardziej zależało to sięgała po to, co było pod ręką. Nie uważała, żeby większość z tego, co się wydarzyła faktycznie była potrzebna jej do szczęścia, ale cóż, tak już miała. Podejmowała się różnych, dziwnych prób, które niczego jej nie przynosiły. Szczególnie, gdy nie była w stanie myśleć racjonalnie, a ostatnio dosyć często się to zdarzało.
- Nie będę Ci niczego wytykać. - Cóż, miał co do tego rację, zapewne tak by zrobiła, miała w zwyczaju reagować w podobny sposób, jednak chyba nie do końca zrozumiał o co jej chodziło. Znowu zaczęli się mijać, znowu pojawiło się to nieprzyjemne napięcie, być może faktycznie nie potrafili ze sobą rozmawiać bez wyrzutów?
Nie miała wątpliwości, że też go zraniła. Pogodziła się z tym, że ją zostawił, przyjęła swoją narrację i zaparła się w tym, aby go nie szukać, bo nie chciała wtedy wyjść na desperatkę. teraz tego żałowała, bo kto wie, co by się stało, gdyby wtedy pojawiła się przedn nim. Zwłaszcza, że zaczynała rozumieć coraz więcej, jemu również nie mogło być wtedy lekko, nie skoro mówił jej teraz, że nadal ją kochał. Też musiał wtedy odczuwać ból, smutne było to, że poszli taką drogą, po tym wszystkim, co razem przeżyli.
- No wczoraj, mówię o wczoraj. - Wpatrywała się w niego uważnie, gdy się jej przyglądał. Miał świadomość na co się pisze, mimo wszystko postanowił doprowadzić do tego, żeby to ona go ścigała, bo nie chciał jej przyznać tego, że jest w czymś lepsza od niego. Jeśli musiało mu to zostać udowodnione, to nie miała problemu, aby pójść właśnie tą drogą, sam tego chciał, a później nieco naginał zasady - to nie tak, żeby jakieś ustalali, ale jednak, nie grał czysto.
- Nie, nie będę do Ciebie strzelać, nie kiedy to jest takie wymuszone. - Teraz? Teraz to już tego nie chciała. Znowu musiała na niego naciskać, aby dotrzymał danego jej słowa, to nie wiązało się z dobrą zabawą i dawało jej do myślenia. Te rzucane wcześniej słowa, obietnice, przecież też okazały się być gówno warte, bo niby teraz byli tutaj razem, ale niedługo znowu mieli się rozejść, chociaż nadal coś dla siebie znaczyli. Nie podobało jej się to, nie chciała tego akceptować, ale też nie zamierzała stawiać go pod ścianą, bo to nie miało żadnego sensu i tak podejmował dokładnie takie decyzje jakie chciał. Miał gdzieś jej zdanie i pragnienia, zresztą teraz również, nie było więc sensu w to brnąć, bo niczego by to nie przyniosło.
Jako, że nie do końca chciała się znowu kłócić postanowiła nie rozdrapywać tych starych ran, nie, żeby już tego nie zrobili, ale jakoś udawało jej się to zagłuszyć, nie chciała się skupiać na tym, co było złe, to nie był odpowiedni moment. Nie miała pojęcia, jak mieliby z tego wybrnąć, nie było na to żadnej metody, wszystko znowu zaczynało się jebać. Może faktycznie razem tworzyli chaos, który miał ich pochłonąć? Szczególnie kiedy nie mieli wspólnego frontu, razem mogli niszczyć wszystko, co stawało na ich drodze, a osobno? Robili to sobie nawzajem, to nie było zdrowe.
Przymknęła na chwilę oczy, musiała się nieco ogarnąć, żeby po raz kolejny nie powiedzieć czegoś, czego będzie żałowała. Wydawało jej się, że najlepszą opcją będzie wyjście z tej sypialni, bo tutaj jakoś dziwnym trafem za każdym razem dochodziło między nimi do kłótni, jakby to pomieszczenie im nie służyło.
- Chyba możemy już stąd wyjść. - Kiedyś nie musieli się nigdzie spieszyć, ale kiedy mieli tak mało czasu, to warto było w pełni wykorzystać każdą chwilę, którą sobie dawali.