19.01.2025, 22:48 ✶
Mugole byli wspaniali i niedoceniani pod wieloma względami. Olivia nie starała się za wszelką cenę poznać ich samych, chociaż skłamałaby, gdyby nie powiedziała, że nie podróżowała po mugolskim Londynie niczym obserwator po dżungli, jak ta babeczka która wlazła między goryle. Problem z Olivią był jednak taki, że z wierzchu wyglądała na kogoś, kto był naprawdę dobry i kochany: interesował się, wiedział troszkę więcej i starał się poznać zwyczaje. W głębi duszy jednak Olivia Quirke była tak samo głupia i zadufana, jak reszta czarodziejów. Jednak różnica pomiędzy nią a resztą była taka, że ona nie kipiała w stosunku do mugoli i mugolaków nienawiścią.
Ona ich traktowała jak ciekawe zwierzątka: jak wspaniałe okazy, które należy chronić.
Jak ktoś taki mógł w ogóle mówić o tym, że traktuje wszystkich równo? Jak mogła tak myśleć, skoro ewidentnie nie doceniała ani ich, ani mugolaków? Wystarczyło wziąć na przykład takiego Tristana, który przecież mimo że nie miał odruchu korzystania z magii przy każdej możliwej sposobności, to doskonale sobie radził. Na Matkę, był aurorem - a mimo to jej pierwszym odruchem było wkroczenie pomiędzy niego a ciskającą się dziewczynę, by go chronić. I mogła mówić, że to było z miłości, ba! Mogła całą sobą święcie w to wierzyć, lecz czy gdyby Ward był czarodziejem, to zrobiłaby to samo, z taką samą agresją?
I chociaż Olivia nie robiła tego wszystkiego, bo miała złe intencje, to jednak ukryty magirasizm siedział w niej głęboko, tylko pod płaszczykiem czegoś innego, z czego nie zdawała sobie sprawy. i to chyba był problem tego społeczeństwa.
- Laurent - jej wargi wykrzywiły się w szerokim uśmiechu. Nie było między nimi zatkniętego papierosa, wspominała mu wcześniej przecież, że rzuca i chyba trzymała się tego postanowienia, bo gdy tylko rudowłosa zbliżyła się, by zamknąć wątłą postać Laurenta w uścisku, nie śmierdziała dymem tytoniowym. Dla niej Laurent zawsze jaśniał jak najpiękniejsza, największa gwiazda na niebie: zawsze był tym promyczkiem dobroci, którego nie imało się zło. Teraz jednak był przygaszony, jakby jego wewnętrzny blask osłabł. W zasadzie to Quirke dziwiła się, że się nie załamała: że stał tu, w jej objęciach, wysoki i piękny jak zawsze, trzymając się dumnie i prosto. Ona na jego miejscu po prostu rozpłynęłaby się w powietrzu. Pozwoliłaby, by rozpacz opanowała ją całą, przeniknęła każdy mięsień tylko po to, by w kulminacyjnym punkcie rozerwać ją na kawałki. Tak już raz przecież się stało, prawda? Z tym, że w ostatniej chwili, tuż przed końcem, światełko w tunelu zostało przesłonięte przez znajomą sylwetkę, która siłą wciągnęła ją z powrotem do świata żywych. - Zawsze wiesz, co powiedzieć by kobieta poczuła się doceniona.
Roześmiała się, na krótki moment zatrzymując go w objęciach. Kilka miesięcy temu wiele by dała, by móc pozostać w tej pozycji jeszcze dłużej, jeszcze chwilkę. By móc przez moment dłużej wdychać ten znajomy zapach, którym się upajała, gdy jeszcze ze sobą sypiali. Ale to wszystko zniknęło: tak jakby nagle jej serce postanowiło wymazać wspomnienia o tym, gdy drżała pod wpływem dotyku tych dłoni. Tak jakby od zawsze byli tylko przyjaciółmi, a wszystko pozostałe było tylko snem. Miłym, lecz wciąż snem.
- Jedyny ratunek, ha! Jeszcze mi powiedz, że promienieję i zasłużyłam po wszystkim na ciastko czekoladowe, to będę gotowa zastanowić się nad swoimi wyborami życiowymi - oczywistym było, że to był żart. Olivia była z Tristanem szczęśliwa: nie widziała poza nim świata, chociaż nie pisała Laurentowi o tym, że czuje się cholernie winna przez to, co stało się na Lammas. Bo to owszem, nie była jej wina, ale to ona zareagowała tak, a nie inaczej. I naprawdę nie żałowała ani jednego wyrwanego włosa z tej rudej łepetyny. Czy była złym człowiekiem? To pytanie nie dawało jej spać po nocach. - O fizyce?
Zapytała przeciągle, robiąc krok w tył. Nie wypuszczała go z rąk, dłonie przesuwając na jego przedramiona, jak ta ciotka, która mówi No pokaż się mi, piękny kawalerze, jak ty wyrosłeś! Ale coś mizerny jesteś, pewnie kiepsko jesz, skarbeńku? Pierścionek zauważyła, lecz nie zapytała. Ona sama miała ulubioną biżuterię, na przykład ten ametyst, który kupiła na Lithe. Zdejmowała go tylko do snu i kąpieli, a gdy nie pasował jej do ubrań: po prostu go chowała pod nie.
- Wiem, że ciało w ciemności traci na oporności. I jeszcze że ciało rzucone na łoże, traci na oporze - fizyka, matematyka... Nie miała za cholerę pojęcia, czym były poza tym, że to były podstawowe przedmioty tak, jak u nich eliksiry czy zielarstwo. Nie znała praw fizyki, ale wiedziała, że mugole uczą się też literatury. Pięknej literatury, warto dodać: Olivia kochała ich powieści romantyczne. I gdyby ją tak wrzucić między strony romansów, to by pasowała idealnie, bo charakter to miała iście sztampowy.
Czy wyglądała inaczej? Nie, chyba nie. Dżinsy miała na sobie, bo były wygodne, ale wyglądały na nowe. Albo odświeżone? W każdym razie te miały ciekawy, jasnoniebieski odcień i były dopasowane na długość, a nie podwinięte tak, jak te jej zwyczajowe. Na nogach miała adidasy, a jakże, chociaż nieco brudne, to zadbane. I chyba sznurówki musiała niedawno prać, bo nie było na nich śladów błota, a przecież niedawno padało. A może wyczyściła je w zaułku magią? Bluzka... to było coś nowego. Tym razem postawiła na wzór abstrakcyjny, w barwach czerwono-biało-pomarańczowych, chociaż nie krzykliwych. Krzykliwe to były jej włosy, które zdawały się być jeszcze bardziej rude i trochę suche pod wpływem ciągłego słońca. Miała na nosie i policzkach więcej piegów, tak samo jak na przedramionach i zapewne ramionach, ale te miała ukryte pod zwiewnymi rękawkami bluzki. No i miała torebkę, jak na kobietę przystało, a nie plecak czy coś takiego. Torebka była duża na tyle, by pomieścić... Cokolwiek mugolki w niej nosiły: Olivia pewnie wrzuciła tam różdżkę, portfel, butelkę wody i sweter, bo sweter zawsze starała się nosić przy sobie. Tryskała pewnością siebie, chociaż może odrobinę za bardzo? Jakby ona też chciała uciec od tego wszystkiego, co zostawili za murami Magicznego Londynu.
- Pokaż mi tę listę, zobaczymy razem - zaproponowała, w końcu go puszczając. Sięgnęła do kieszeni, ale zamiast papierosa wrzuciła do ust miętówkę. Pudełeczko wyciągnęła w stronę Prewetta z pytającym wzrokiem. - Cytrynowo-miętowe, fajne.