Z początku tego nie dostrzegła, ale mężczyzna, na którego trafiła, który wydawał się być bardzo spragniony alkoholu był olbrzymem, może nie do końca olbrzymem, ale jakąś jego mieszanką. Jej szósty zmysł właśnie zaczął informować o tym, jak szalony. To było całkiem ciekawe, olbrzymy nie należały do szczególnie bystrych stworzeń, więc ten tutaj musiał być jego jakąś mieszanką, bo nie miał problemu z tym, żeby zgrabnie formować myśli. To spowodowało, że podeszła do tego człowieka z większą dozą ciekawości. Wiadomo, że Yaxleyówna interesowała się wszystkim do nietypowe.
Facet okazał się być konkretny, nie był jak większość tych typowych meneli, którzy sugerowali, że chcą pieniądze na jedzenie, a później zmierzali zgrabnie do najbliższego sklepu z alkoholem. Geraldine ceniła sobie szczerość, to również spowodowało, że postanowiła go wysłuchać. Tyle, że on wcale nie zamierzał jej prosić o drobne, bardziej spodziewała się czegoś w deseń kierowniczko, to znaczy kierowniku, bo przecież aktualnie była facetem, poratujesz galonem, a ten tutaj sugerował, że mogłaby chcieć go zabić i sprzedać jego organy. Sam był na tyle bystry, że zauważył, że mogą się już do niczego nie nadawać, to byłaby strata czasu...
- Masz szczęście, że nie umiem gotować eliksirów. - Jakby to mogło cokolwiek zmienić, ominęła wszystkie oficjalne powinności, chyba jej wybaczy, że nie zwracała mu się na pan, tylko sięgnęła po bezpośredniość, zresztą on chyba to zrobił jako pierwszy? To zabawne, że aktualnie jej największym problemem było to w jaki sposób powinna rozmawiać z panem żulem.
Zmrużyła oczy, kiedy brnął dalej w tę rozmowę. Nic z tego nie rozumiała, zrobiło się dziwnie. Zamrugała kilka razy, jakby próbowała w ten sposób spowodować, że przyswoi treść słów tego mężczyzny, ale to niestety nie zadziałało. Wsunęła ręce do kieszeni i wpatrywała się w niego dłuższą chwilę.
- Nie mam nic wspólnego z centaurami, na szczęście. - Nie miała o nich szczególnie dobrego zdania, no bo jak mogłaby mieć, to byli konioludzie, chyba nikt o zdrowym rozsądku do końca im nie ufał.
- Nie ma się czego bać, nie bedę Cię do niczego zmuszać, tak tylko się zatrzymałam... znaczy zatrzymałem, bo mówiłeś coś o suszy, a jak suszy to jest źle, wiem coś o tym. - Nie, żeby należała do zacnego grona alkoholików, ale wiedziała, jak czasem nieprzyjemnie może stać się po tym, gdy wypije się zbyt wiele dzień wcześniej. Czym się strułeś, tym się lecz... Ciekawe, czy ten typ tak właśnie robił i przez to, że trzydziści lat temu sięgnął po pierwszą butelkę robił to do dzisiaj. Nie wypadało chyba o to pytać. Jeszcze nie znali się zbyt dobrze.
- Potrzebujesz jakiejś butelki? - Sama wyszła z inicjatywą, bo wydawał się całkiem poczciwym menelem, i jej to nawet nieco imponowało. Nie miała dzisiaj nic ciekawszego do roboty z racji na to, w jakiej sytuacji się znalazła, więc postanowiła poświęcić nieco czasu bezdomnemu, to mogłoby być całkiem ciekawym doświadczeniem.