Znowu to robiła, zaczęła się wycofywać, bo przerażało ją to, co może stać się później i niby nie chciała tego robić, ale nie miała pojęcia, co jest lepszą opcją. Sama wspominała o tym niemyśleniu, ale jakoś trudno było jej to robić, nie wyglądało to może, aż tak źle jak wczoraj rano, ale mimo wszystko nie chciała mówić o wszystkim. Trudno jej to przychodziło, zresztą nie sądziła, że coś dobrego przyniesie wspomnienie o tym, że jednym z jej nocnych koszmarów był on sam, no, nie do końca on, ale to, że zniknie i przestanie ją pamiętać. Czy to nie wyglądałoby na desperację? Jakby próbowała na siłę wymusić na nim obecność, czy zainteresowanie. To nie brzmiało dobrze, dlatego właśnie wolała to pominąć i nie wspominać o tym.
Kac, koszmary, chłód to wszystko powodowało, że czuła się nie najlepiej, nie pod względem fizycznym, zdecydowanie siadała jej psychika. Musiała się doprowadzić do porządku.
Najwyraźniej każde z nich starało się jakoś trzymać, nie mówić zbyt wiele. Czy to było dobrą opcją? Pewnie nie, ale co innego im pozostawało. Szczerość im nie służyła, doprowadzała do smutku, żalu, tego, czego już nie chciała czuć, wolała się skupić na czymś innym, skoro już dali sobie taką możliwość. Tyle, że to też nie było takie proste, nie po tym wszystkim, co sobie zrobili i powiedzieli. Byli siebie warci, to też było niezaprzeczalne, ale co z tego, skoro już nie miało być żadnych ich. To też bolało. Zaczęła się w tym zapętlać, zupełnie niepotrzebnie. Właśnie przez to wolała wyjść z tej sypialni, ruszyć się, zająć ciało i myśli czymś innym.
Widziała, że Roise również zaczął się zamykać, cóż, chwilę wcześniej zupełnie niepotrzebnie go prowokowała, na szczęście odpowiednio szybko postanowiła to przerwać, bo czuła, że może ich to doprowadzić do kolejnej, niepotrzebnej kłótni, której później będą żałować. Ona żałowała wielu rzeczy, które padły z jej ust pod wpływem emocji tylko przez to, że chciała w niego odpowiednio mocno uderzyć. Tyle, że co z tego. Wypowiedziała te słowa, a sama zdawała sobie sprawę, że te słowa potrafiły ranić głębiej od mieczy, siedziały później w głowie, nie chciały odejść.
- Wiem. - Przynajmniej tak się jej wydawało, czuła, że nie chce jej skrzywdzić, próbowali jakoś ogarnąć ten bałagan, który razem stworzyli, tyle, że to wcale nie było takie proste. Nie, kiedy każde z nich miało w sobie tyle żalu, smutku, melancholii. Przymknęła ponownie oczy, kiedy poczuła dłoń na swoim policzku, trudno jej się było skupić na czymkolwiek, gdy Roise znajdował się tak blisko. Niby rozumiała, dlaczego to robi, naprawdę, ale przez to wszystko wydawało jej się być jeszcze bardziej pogmatwane.
- Nie powinno i nie będzie. - W końcu próbowali. Wiedziała, że on też się hamował, ona również starała się nie dać ponieść emocjom, bo miała dość tych kłótni, wylewania gorzkich żali, dlatego sięgała po te resztki rozsądku, które miała.
Zdecydowali się tutaj zostać nie dlatego, że mieli się ranić. Chciali wylizać rany, jakoś się ogarnąć, dać sobie oparcie, a później wrócić do rzeczywistości, tyle, nic więcej. Nie obiecywał jej niczego i powinna się była z tym pogodzić, szkoda, że to było takie bolesne, ale przecież na to się zgodziła, na nic więcej i wypadałoby się tego trzymać, skupić się na tym. Tutaj i tak nie było czego naprawiać, nie, kiedy udało im się całkiem spektakularnie zniszczyć wszystko, co kiedykolwiek mieli.
Na szczęście jakoś udało im się uniknąć kolejnej rozmowy. Pojawiła się opcja wyjścia z pomieszczenia, w którym zaczęło się robić coraz duszniej, dobrze, pewnie jeszcze chwila i znowu by to eskalowało, a wolała tego uniknąć. To nie tak, że nie była gotowa na kolejne konfrontacje, ale nie wydawało jej się to być słuszną drogą.
- Jak zawsze dbasz o wszystko. - Cóż, to też się nie zmieniło, a szkoda, pewniej łatwiej byłoby jej się wtedy pogodzić z tym, że nie była im pisana wspólna przyszłość. Tyle, że on nadal się o nią troszczył, czy tego chciała, czy nie, nawet w takich sprawach. To nie ułatwiało jej niczego, nie potrafiła o nim myśleć niedopowiednio, mieć do niego żalu, nie gdy zachowywał się w ten sposób.
- Nie, to głupie, nie będę jej szukać. - Wczoraj wydawało jej się być całkiem zabawnym, teraz? Zdecydowanie nie chciała tego robić, bo takie zachowanie było bezsensowne. Nie musiała mu niczego udowadniać, zakład zakładem, ale przecież minęła ta bestroska, która ich do niego doprowadziła. Zrobiło się ciężko i duszno. Zdecydowanie straciła nastrój na te wszystkie durne zabawy. One odciągały ją od tego, co było prawdziwe, tego na czym faktycznie powinni się skupić.
Sięgnęła po szlafrok, który jej podał. Narzuciła go na siebie, a w sumie to bardzo dokładnie się nim okryła, bo było jej chłodno, wiedziała, że minie chwila nim się rozgrzeje. Może wtedy będzie lepiej. Zimno niosło ze sobą podły nastrój, którego wolała się pozbyć, bo nie chciała, żeby te ich ostatnie wspólne chwile przebiegały w wisielczej atmosferze, nie tego potrzebowali.
W końcu podniosła się na nogi, była gotowa, aby opuścić to pomieszczenie. Kiedyś mogli spędzać godziny w tej nieszczęsnej sypialni, a aktualnie stała się ona miejsce, w którym dochodziło między nimi do tych najgorszych spięć. Zresztą, czy faktycznie to było tylko to pomieszczenie? Chyba nie, po prostu przestali potrafić ze sobą rozmawiać, to było przykre, bo kiedyś nie mieli takich porblemów, kiedyś wszystko było prostsze.