20.01.2025, 12:50 ✶
Dora na którymś etapie swojego życia, sama nie wiedziała już którym, nauczyła się Brennę nie należało pytać o to, czy była wyspana lub wypoczęta, ale czy nic jej nie było. O to było zwyczajnie łatwiej, bo Lonbgottom mogła być zmęczona lub pakować się w najbardziej abstrakcyjne sytuacje, ale jeśli nic jej nie było, nie potrzebowała plasterka lub bandaża, to nie było się czym w tej sytuacji przejmować. Ale inni nie podlegali już tego typu restrykcjom, zwyczajnie dlatego że przecież każdy (oprócz Brenny) potrzebował snu i wydawał się posiadać w tym temacie normalnie działające ciało. Jeśli spali źle, to potrzebowali odpowiednich eliksirów lub kadzideł - nic trudnego, biorąc pod uwagę jak wiele osób chorowało w tych czasach na bezsenność i praktycznie każdy szanujący się sklepik z remediami na dolegliwości lub apteka posiadały coś takiego na stanie.
Dora więc otaksowała Thomasa uważnym spojrzeniem kogoś, kto wyrobił odpowiednio dużo godzin w gabinecie lekarskim, by pomimo braku dyplomu uzdrowiciela, wciąż być w stanie określić czy ktoś właśnie nie podsuwał jej pod nos sprzecznych danych. Cokolwiek jednak dostrzegła w jego twarzy - nie powiedziała na ten temat nic, zamiast tego uśmiechając się lekko.
- Cóż, może to i lepiej, bo nigdy nie byłam zbyt dobra w rekordy - może oprócz rekordu na ilość wygrzebanych robaków podczas zajęć z zielarstwa. - O, to w sumie ciekawe. Nie pytałam ich o to, ale jeśli ma się zmieniać i zaskakiwać to naprawdę interesujące. Jak tak każdy wylosuje sobie coś innego, to wtedy można parę razy robić tor i on cię zaskakuje i ćwiczysz sobie inne rzeczy. Może jak nam dobrze pójdzie to zaciągnę potem kogoś jeszcze...
Ruszyli w stronę toru treningowego, kiedy jeszcze kończyła swój wywód, a kiedy wreszcie stanęli w odpowiednim miejscu, zaprezentowało się stawiane przed nimi wyzwanie. Tym razem był to żywopłotowy korytarz, gdzie migały na nich kolorowe światełka.
- Razem? - upewniła się, sięgając po różdżkę.
Światełka zamigotały, kiedy Dora i Thomas stanęli na swoich miejscach i ruszyli przez tor, aby się przez niego przebić. Szybko, a przynajmniej Crawley bardzo się starała przebierać nóżkami, machając różdżką na tarczę kiedy zobaczyła, że czerwono migający ognik wystrzelił w jej stronę.
rozproszenie na tarcze
Dora więc otaksowała Thomasa uważnym spojrzeniem kogoś, kto wyrobił odpowiednio dużo godzin w gabinecie lekarskim, by pomimo braku dyplomu uzdrowiciela, wciąż być w stanie określić czy ktoś właśnie nie podsuwał jej pod nos sprzecznych danych. Cokolwiek jednak dostrzegła w jego twarzy - nie powiedziała na ten temat nic, zamiast tego uśmiechając się lekko.
- Cóż, może to i lepiej, bo nigdy nie byłam zbyt dobra w rekordy - może oprócz rekordu na ilość wygrzebanych robaków podczas zajęć z zielarstwa. - O, to w sumie ciekawe. Nie pytałam ich o to, ale jeśli ma się zmieniać i zaskakiwać to naprawdę interesujące. Jak tak każdy wylosuje sobie coś innego, to wtedy można parę razy robić tor i on cię zaskakuje i ćwiczysz sobie inne rzeczy. Może jak nam dobrze pójdzie to zaciągnę potem kogoś jeszcze...
Ruszyli w stronę toru treningowego, kiedy jeszcze kończyła swój wywód, a kiedy wreszcie stanęli w odpowiednim miejscu, zaprezentowało się stawiane przed nimi wyzwanie. Tym razem był to żywopłotowy korytarz, gdzie migały na nich kolorowe światełka.
- Razem? - upewniła się, sięgając po różdżkę.
Światełka zamigotały, kiedy Dora i Thomas stanęli na swoich miejscach i ruszyli przez tor, aby się przez niego przebić. Szybko, a przynajmniej Crawley bardzo się starała przebierać nóżkami, machając różdżką na tarczę kiedy zobaczyła, że czerwono migający ognik wystrzelił w jej stronę.
rozproszenie na tarcze
Rzut N 1d100 - 21
Akcja nieudana
Akcja nieudana
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.