-Na szczęście jej częścią opieki nad nim byłoby jedynie pilnowanie, żeby miał pełne miski - westchnął cicho, masując sobie kark. -Poprosiłem Claudię, tę sąsiadkę z góry, czy mogłaby zabierać też Benjiego, kiedy będzie wychodziła ze swoim psem.
Nawet nie próbował wyobrażać sobie Charlotte na spacerze z ich psem, nawet jeśli podczas "spaceru" miałaby jedynie siedzieć na ławce, machać nóżką i za pomocą magii rzucać mu piłkę.
Pytania Rity nie usłyszał, będąc już na szczycie schodów, kiedy je zadała.
Czy był zły, że dowiedział się o tych zaręczynach od Electry, która dowiedziała się z gazety? Może trochę, ale tylko dlatego, że Charlotte nie powiedziała im o niczym. Nawet jeśli miał to być tylko jakiś żart, który miał wkurzyć kogoś, kto był obecny na tamtym przyjęciu (może kogoś z rodziny Charlotte, a może jakąś adoratorkę Selwyna), to Charlotte chyba powinna podzielić się tym ze swoimi dziećmi, chociażby po to, żeby dalej śmiać się z min ludzi, albo żeby bliźnięta i Theo nie zdziwili się, kiedy sami natrafiliby na ten artykuł.
Jeśli zaś chodziło o samo prawdopodobieństwo ponownych zaręczyn i zamążpójścia Charlotte, to Jessie od dawna brał pod uwagę, że któregoś dnia mogło się to stać. Charlotte wciąż była młoda i piękna, miała dorosłe już (albo wchodzące powoli w dorosłość, jeśli chodzi o Theo) dzieci, więc co stało na przeszkodzie? Nikt nie powinien oczekiwać od niej, że do końca swojego życia będzie utrzymywać status wdowy po Nedzie.
Tym, co mieszało w uczuciach Jessiego, był sam "wybranek" jego matki. Oczywiście, Jasper uwielbiał Jonathana - ten człowiek był po prostu cudowny i lepszego ojca chrzestnego nie można było sobie wyobrazić (chociaż Anthony i Morpheus byli ogromną konkurencją), ale w roli ojczyma... Jessie nie potrafił sobie tego wyobrazić. Mieliby wciąż nazywać go "wujem"? Czy wolałoby, żeby nazywali go "tatą"? Czy nie byłoby to jeszcze dziwniejsze?
Pijany skrzat domowy, który najpierw zaatakował go butelką, a pognał przez korytarz, skutecznie odwrócił jego uwagę o plotce. Użeranie się ze skrzatem po procentach nie widniało na jego liście Rzeczy do Zrobienia i aż zgrzytnął zębami, kiedy skrzat stoczył się po schodach, pierwotnie z zamiarem zaatakowania jego rodzeństwa, by "bronić" domostwa. Pisk Rity również nie był pożądaną reakcją, ale słowa Theo zirytowały go bardziej. "Jak ty się odzywasz do siostry?' miał ochotę powiedzieć, ale ograniczył się jedynie do grymasu na twarzy. Skrzat usiadł powoli, pochlipując i masując obity nos, podniósł głowę i zamrugał wielkimi oczami, słuchając Theo. Słuchając, ale czy rozumiejąc?
-Amelia poprosiła naszą mamę, z którą się przyjaźni, żebyśmy trochę tu przewietrzyli - dodał, schodząc ze schodów. -Tego chyba już ci starczy - mówiąc to, nachylił się nad skrzatem i zabrał mu butelkę, która do połowy była jeszcze wypełniona kremowym piwem.
Starym kremowym piwem, sądząc po zapachu.
-Wszystko w porządku? - zwrócił się do bliźniaczki. -Nie sprawdziłem jeszcze tamtych pokoi. Wolisz iść ze mną, czy zostać tutaj?