20.01.2025, 20:15 ✶
Dobrze, stwierdzałem, że z tym Saurielem to mogło być jednak różnie. Jego mina mówiła sama za siebie, co oznaczało, że jeśli coś pójdzie nie tak, to nikt się nie dowie jak skończyłem. A skończę marnie. Może powinienem mu doradzić o ulubionej metodzie ubijania potworów Geraldine, ale za bardzo ceniłem swoją głowę. Gdziekolwiek moje zwłoki nie spoczną, wolałem, żeby głowa była na swoim miejscu. Byłem na to zbyt przystojny. Może nieżywy, ale wciąż przystojny. Przynajmniej wtedy, kiedy jadłem, a teraz... Wczoraj powstrzymałem się przed piciem krwi na dzień dzisiejszy.
Może jednak powinienem był coś przekąsić. Miałbym mniejszy zew krwi. Może łatwiej byłoby mi się kontrolować...? Tylko że też tu chodziło o brak kontroli. Właśnie lekarstwo na to mieliśmy testować, a właściwie to raczej uśmierzacz. Cóż, bądź co bądź eliksir.
I to pozytywne nastawienie Sauriela... Nie uszło mojej uwadze, co czytał ani że w tak poważnej chwili bawił się z kotkami. Ja, cóż, nie byłem skory do zabawy. Raczej ucieczki stąd gdzie pieprz rośnie. Przynajmniej Victoria zdawała się mnie wspierać. Nie miała pstra w głowie.
Nerwowo ściskałem filiżankę, kiedy schodziliśmy do piwnicy. Bez skrzata, z Saurielem. I z trzema kotami. Ale... zapominałem, że Victoria sama w sobie potrafiła o siebie zadbać. Nie była pierwszą lepszą paniusią ani też pierwszą lepszą mistrzynią eliksirów. Miała doświadczenie zawodowe, które pozwalało jej zapewne niejednokrotnie przetrwać w podobnych sytuacjach.
Dobrze, że, będąc już w piwnicy, odstawiłem filiżankę w pobliżu swojego fotela, bo teraz niechybnie bym ją stłukł. Fakt, że na naszym pierwszym spotkaniu Victoria uprzedzała, że będziemy sprawdzać moje reakcje bez i z eliksirem, ale nie pomyślałem o tym przed tym naszym spotkaniem, gdzie już faktycznie mieliśmy coś testować.
Zapadłem się w fotelu, chcąc być za wszelką cenę wyluzowanym, ale nie mogłem. Jasne, że nie mogłem. Nie w takiej chwili.
Nie patrzyłem na Sauriela. Nie zamierzałem oglądać jego mordy ani tym bardziej rekacji na jego mordzie. Wlepiłem wzrok w Victorię, a właściwie to w kocioł obok niej. Nie chciałem wyjść na przerażonego, ale na takiego właśnie musiałem wyjść.
- Proponuję, żebyście mnie związali czy skuli na czas testów. Wolę... by było jak najmniej... zamieszania. Nieprzyjemności. Wiadomo - odezwałem się niby pewnie, ale z każdym kolejnym słowem miałem wrażenie, że coś mnie zjada od środka i że właśnie pożera mi gardło. Czułem tam zdecydowany ucisk. Stres. Skąd się brał stres. Zawsze byłem panem i władcą swojego życia, a teraz zachowywałem się jak pierwsza lepsza ofiara losu. Którą w sumie byłem, tak właściwie. - Nie chciałbym chociażby w najmniejszym stopniu... powtórki ze zdarzenia wspomnianego w twoim liście - dodałem w ramach uzupełnienia. Nie chciałem przed Saurielem opowiadać o swoich porażkach. Był nader pewny siebie, o Wielki Pan Killer i Nic Mnie Nie Obchodzi. Nie chciałem taki być. I nie chciałem być oceniany przez kogoś takiego. Poza tym bardzo namieszał mi w głowie swoimi spostrzeżeniami.
- I... I jeszcze co masz na myśli poprzez czynnik wywołujący niepohamowaną żądzę...? - dopytałem, chcąc się przygotować na to najgorsze. Nie wiem, czy byłem w stanie. Raczej nie, szczególnie przy moim aktualnym nastawieniu, ale... kto wie? Może ponownie mile się zaskoczę? Jak wtedy w mieszkaniu Geraldine podczas pierwszej względnie normalnej rozmowy z Laurentem.
Może jednak powinienem był coś przekąsić. Miałbym mniejszy zew krwi. Może łatwiej byłoby mi się kontrolować...? Tylko że też tu chodziło o brak kontroli. Właśnie lekarstwo na to mieliśmy testować, a właściwie to raczej uśmierzacz. Cóż, bądź co bądź eliksir.
I to pozytywne nastawienie Sauriela... Nie uszło mojej uwadze, co czytał ani że w tak poważnej chwili bawił się z kotkami. Ja, cóż, nie byłem skory do zabawy. Raczej ucieczki stąd gdzie pieprz rośnie. Przynajmniej Victoria zdawała się mnie wspierać. Nie miała pstra w głowie.
Nerwowo ściskałem filiżankę, kiedy schodziliśmy do piwnicy. Bez skrzata, z Saurielem. I z trzema kotami. Ale... zapominałem, że Victoria sama w sobie potrafiła o siebie zadbać. Nie była pierwszą lepszą paniusią ani też pierwszą lepszą mistrzynią eliksirów. Miała doświadczenie zawodowe, które pozwalało jej zapewne niejednokrotnie przetrwać w podobnych sytuacjach.
Dobrze, że, będąc już w piwnicy, odstawiłem filiżankę w pobliżu swojego fotela, bo teraz niechybnie bym ją stłukł. Fakt, że na naszym pierwszym spotkaniu Victoria uprzedzała, że będziemy sprawdzać moje reakcje bez i z eliksirem, ale nie pomyślałem o tym przed tym naszym spotkaniem, gdzie już faktycznie mieliśmy coś testować.
Zapadłem się w fotelu, chcąc być za wszelką cenę wyluzowanym, ale nie mogłem. Jasne, że nie mogłem. Nie w takiej chwili.
Nie patrzyłem na Sauriela. Nie zamierzałem oglądać jego mordy ani tym bardziej rekacji na jego mordzie. Wlepiłem wzrok w Victorię, a właściwie to w kocioł obok niej. Nie chciałem wyjść na przerażonego, ale na takiego właśnie musiałem wyjść.
- Proponuję, żebyście mnie związali czy skuli na czas testów. Wolę... by było jak najmniej... zamieszania. Nieprzyjemności. Wiadomo - odezwałem się niby pewnie, ale z każdym kolejnym słowem miałem wrażenie, że coś mnie zjada od środka i że właśnie pożera mi gardło. Czułem tam zdecydowany ucisk. Stres. Skąd się brał stres. Zawsze byłem panem i władcą swojego życia, a teraz zachowywałem się jak pierwsza lepsza ofiara losu. Którą w sumie byłem, tak właściwie. - Nie chciałbym chociażby w najmniejszym stopniu... powtórki ze zdarzenia wspomnianego w twoim liście - dodałem w ramach uzupełnienia. Nie chciałem przed Saurielem opowiadać o swoich porażkach. Był nader pewny siebie, o Wielki Pan Killer i Nic Mnie Nie Obchodzi. Nie chciałem taki być. I nie chciałem być oceniany przez kogoś takiego. Poza tym bardzo namieszał mi w głowie swoimi spostrzeżeniami.
- I... I jeszcze co masz na myśli poprzez czynnik wywołujący niepohamowaną żądzę...? - dopytałem, chcąc się przygotować na to najgorsze. Nie wiem, czy byłem w stanie. Raczej nie, szczególnie przy moim aktualnym nastawieniu, ale... kto wie? Może ponownie mile się zaskoczę? Jak wtedy w mieszkaniu Geraldine podczas pierwszej względnie normalnej rozmowy z Laurentem.