20.01.2025, 21:37 ✶
Nicholas z zewnątrz nie wyglądał źle. Sprawne oko mogłoby co najwyżej dostrzec, zmęczenie organizmu, które powodowała choroba. A po tamtejszej truciźnie, mogło się jedynie pogorszyć. To tylko wiedział sam Nicholas. Dobrze znał swój organizm.
- Jedynie Ciebie.Odparł krótko w odpowiedzi. Nie zwykł mieć wielu odwiedzających. Góra trzy do pięciu osób. Teraz zaś o dwie mniej. Brat wyjechał. Mentor umarł. Użycie różdżki było odruchem obronnym. Broń, którą zawsze czuł, że musi mieć przy sobie. Broń, którą mógłby od razu wycelować, gdyby zobaczył przed sobą tę wiedźmę zwaną Cassandrą. Znienawidził ją po tym zdarzeniu, że rozważa odejście z klubu Spectum. Jeżeli miałby się pojawić w najbliższym seansie, to tylko w jednym celu.
Rodolphusa wciąż traktował jako współlokatora, który miał nadal klucze do jego mieszkania. Wiedział, co gdzie się znajduje. Wiedział, jak się tutaj poruszać. Nawet jeżeli myślał inaczej.
- Zatrzymaj. Mogą Ci się kiedyś przydać.
Odpowiedział, zerknąwszy na chwilę w jego kierunku przez ramię. Nie widział potrzeby, aby Rodolphus mu oddawał klucze. To mieszkanie i tak było lokalizacją uniwersalną, miejscem noclegowym i przejściowym. Gdyż prawdziwy dom Traversa, znajdował się w Little Hangleton. Tam dostęp mieli naprawdę nieliczni. Zwyczajna garstka osób.
Nicholas podszedł do piecyka, gdzie wstawił w czajniku wodę na herbatę. Wyjął dwa kubki z szafki, stawiając na blacie. W tym momencie usłyszał pytanie. Zawahał się na moment. Ale też nie odwrócił w stronę Rodolphusa.
- Żyję. Widać przecież.Odparł zwyczajnie, ogólnikowo. Poruszał się, dawał radę wykonywać podstawowe czynności. Nie zagłębiał się w temat swojego stanu zdrowia. Ograniczając się w odpowiedzi po tym, co miało miejsce w Mauzoleum Fawleyów. Miał nadzieję, że tenat ten się urwie, zakończy. Przejdą do innego. Sięgnął po puszkę z herbatą ziołową jaką często pijali wspólnie. Wziął łyżkę, wsypał odpowiednią ilość do jednego kubka, do drugiego już nie bardzo trafił, połowę z łyżeczki wysypując obok. Zdarzyło się to w momencie, kiedy Rodolphus rozwinął bardziej swoje pytanie, zahaczając o jego chorobę sercową.
Nicholas zamilkł.
Odstawił puszkę, oparł się dłońmi o blat, w drugiej dłoni wciąż trzymając łyżeczkę. Nie spojrzał na Rodolphusa, kiedy poczuł jego dłoń na swoim ramieniu.
- Co chcesz usłyszeć?Odpowiedział z obojętnością, jak chleb powszechni. Zerknął na niego poważnie, wracając do poprzedniej czynności, aby dosypać brakującą ilość suszu do kubka.