20.01.2025, 22:48 ✶
Charles zrobił krok w stronę Maeve, gdy ta postanowiła wyjść na przeciw Rodolphusowi. W porę okazało się jednak, że nie zamierzała go atakować, przynajmniej nie słownie! Wyszydzenie było swojego rodzaju atakiem, lecz Mulciber pozwolił chwili trwać, nie przerywając kobiecie. Żal mu było Rolpha, ale po tym, jak krzywe spojrzenia wcześniej mu rzucał... może mu się należało. Może musiał usłyszeć to, co mówiła Azjatka, by utrzeć mu nosa i nieco zbić tę pewność siebie. Pozostawił ich wymianę zdań bez komentarza, za to spojrzał w bruk, starając się nie zdradzić nic swoją miną.
Sprawa świeczek była inna.
- To nie moja rodzina. - Odparł spokojnie, jakby wcale nie był świadkiem wcześniejszej wymiany zdań. - To tylko ja. To moje... przedsięwzięcie. Jesteś zainteresowana? - Zagadnął, na poły dla rozładowania nastrojów, na poły dla rzeczywistej chęci ubicia targu. - Twoja dziewczyna- - Nie umknęło mu tak łatwe przyznanie się do zdeprawowanej seksualności. Ba, nawet nie samej seksualności, a związku! Dziewczętom musiało poprzestawiać się w głowach, gdy nawdychały się zbyt wiele z tej wolności. - Twoja dziewczyna mogłaby mieć więcej, nie tylko jedną. Może tym razem spodoba się, jeśli dostanie ją od ciebie?
Nie domyślił się, że mogło chodzić o Lorraine.
Uniósł wzrok na budynek, który wyrósł przed nimi. Chinatown, rozpoznał, rozumiejąc, na co patrzy. A przynajmniej tak mu się wydawało, bo to, co mogło być w środku, było całkowitą tajemnicą.
- Palarnia Wangów? - Rzucił na oślep, nieświadomie przekręcając nazwisko. - Klienci o niej wspominali.
Sprawa świeczek była inna.
- To nie moja rodzina. - Odparł spokojnie, jakby wcale nie był świadkiem wcześniejszej wymiany zdań. - To tylko ja. To moje... przedsięwzięcie. Jesteś zainteresowana? - Zagadnął, na poły dla rozładowania nastrojów, na poły dla rzeczywistej chęci ubicia targu. - Twoja dziewczyna- - Nie umknęło mu tak łatwe przyznanie się do zdeprawowanej seksualności. Ba, nawet nie samej seksualności, a związku! Dziewczętom musiało poprzestawiać się w głowach, gdy nawdychały się zbyt wiele z tej wolności. - Twoja dziewczyna mogłaby mieć więcej, nie tylko jedną. Może tym razem spodoba się, jeśli dostanie ją od ciebie?
Nie domyślił się, że mogło chodzić o Lorraine.
Uniósł wzrok na budynek, który wyrósł przed nimi. Chinatown, rozpoznał, rozumiejąc, na co patrzy. A przynajmniej tak mu się wydawało, bo to, co mogło być w środku, było całkowitą tajemnicą.
- Palarnia Wangów? - Rzucił na oślep, nieświadomie przekręcając nazwisko. - Klienci o niej wspominali.