21.01.2025, 00:44 ✶
Atreus nie był pewien czy powinien się martwić czy Martwić, kiedy otrzymał od Laurenta list informujący o pożarze w New Forest. Wzmianka natomiast o jego abraksanie interesowała go w tym wszystkim najmniej - jakby nie patrzeć, swoim pupilem interesował się ledwo co, pozwalając kuzynowi robić z nim co tylko sobie wymarzył i teraz, kiedy prawdopodobnie biegał sobie wolno gdzie tylko go wiatr poniósł, Bulstrode nawet nie mrugnął okiem.
Pojawił się w zielonkawych płomieniach sieci fiuu, zgodnie z panującą atmosferą darując sobie rozciągliwe powitania i grzeczności, chociaż to nie było tak, że zazwyczaj ich przesadnie przestrzegał, szczególnie kiedy chodziło odwiedziny u bliższej rodziny. Po poproszeniu więc o to samo co Victoria, czyli kawy z whisky - z naciskiem na whisky - ruszył za nimi na werandę, gdzie zajął miejsce w jednym z foteli. Kawa stanowiła cudowne rozpoczęcie dnia i fenomenalne śniadanie, ale brakowało przy niej posmaku tytoniu na języku - dlatego Atreus szybko wyciągnął z kieszeni papierośnicę, w przypływie grzeczności oferując papierosa tak samo Lestrange, jak i Prewettowi. Jego nerwy uspokajały, więc może im też by miało pomóc odrobinę się wyciszyć.
Bo wyciszenia potrzebowali chyba bardzo, biorąc pod uwagę rewelacje, jakimi sypał właśnie z rękawa Laurent. Chyba nigdy nie zdarzyło się, żeby tę wystudiowaną, obojętną pozę businesmana jego kuzyn kierował prosto w jego stronę, ale nie raz zdarzyło się, że Bulstode widział tę wersję. Poważną, rzeczową i zimną. Dziwne to było; w nieznajomy sposób wyobcujące i nienaturalne, ale może dzięki temu jego słowa brzmiały tak czysto i bezpośrednio, bez problemu wpadając do głowy. Laurent mógł sobie sypiać z kim tylko chciał, nie obchodziło to Atreusa. Niespecjalnie też przejmował się relacją z Dante, a przynajmniej nie przejmowałby się nią, gdyby nie skończyła się w ten sposób - płonącą stajnią i bałaganem, który trzeba było posprzątać.
Atreus nie był przesadnie wylewną osobą, ale rzadko kiedy się zdarzało, żeby powiedział absolutnie nic. Brakowało mu jakiegoś złośliwego, może zaczepnego komentarza, adresowanego nie tyle do kuzyna co do samego winowajcy. Teraz jednak cisza nieznośnie dźwięczała mu w uszach, kiedy powoli ćmił papierosa i wpatrywał się w swoją dłoń, która go trzymała. Na powoli unoszący się ku górze dym, który snuł się spokojnie, kontrastując z gonitwą myśli, którą auror miał w głowie. Pochylał się do przodu, łokcie wspierając na udach i wreszcie podniósł spojrzenie na Victorię, kiedy ta wreszcie się odezwała, chyba cierpiąc na tę samą przypadłość co on, a może dochodząc do wniosku, że rzeczowość była tutaj na miejscu i w cenie. Dlatego przesunął spojrzenie na Laurenta i drobnym gestem dłoni wskazał na Lestrange bo miała rację. Po co były mu te wszystkie dane.
Pojawił się w zielonkawych płomieniach sieci fiuu, zgodnie z panującą atmosferą darując sobie rozciągliwe powitania i grzeczności, chociaż to nie było tak, że zazwyczaj ich przesadnie przestrzegał, szczególnie kiedy chodziło odwiedziny u bliższej rodziny. Po poproszeniu więc o to samo co Victoria, czyli kawy z whisky - z naciskiem na whisky - ruszył za nimi na werandę, gdzie zajął miejsce w jednym z foteli. Kawa stanowiła cudowne rozpoczęcie dnia i fenomenalne śniadanie, ale brakowało przy niej posmaku tytoniu na języku - dlatego Atreus szybko wyciągnął z kieszeni papierośnicę, w przypływie grzeczności oferując papierosa tak samo Lestrange, jak i Prewettowi. Jego nerwy uspokajały, więc może im też by miało pomóc odrobinę się wyciszyć.
Bo wyciszenia potrzebowali chyba bardzo, biorąc pod uwagę rewelacje, jakimi sypał właśnie z rękawa Laurent. Chyba nigdy nie zdarzyło się, żeby tę wystudiowaną, obojętną pozę businesmana jego kuzyn kierował prosto w jego stronę, ale nie raz zdarzyło się, że Bulstode widział tę wersję. Poważną, rzeczową i zimną. Dziwne to było; w nieznajomy sposób wyobcujące i nienaturalne, ale może dzięki temu jego słowa brzmiały tak czysto i bezpośrednio, bez problemu wpadając do głowy. Laurent mógł sobie sypiać z kim tylko chciał, nie obchodziło to Atreusa. Niespecjalnie też przejmował się relacją z Dante, a przynajmniej nie przejmowałby się nią, gdyby nie skończyła się w ten sposób - płonącą stajnią i bałaganem, który trzeba było posprzątać.
Atreus nie był przesadnie wylewną osobą, ale rzadko kiedy się zdarzało, żeby powiedział absolutnie nic. Brakowało mu jakiegoś złośliwego, może zaczepnego komentarza, adresowanego nie tyle do kuzyna co do samego winowajcy. Teraz jednak cisza nieznośnie dźwięczała mu w uszach, kiedy powoli ćmił papierosa i wpatrywał się w swoją dłoń, która go trzymała. Na powoli unoszący się ku górze dym, który snuł się spokojnie, kontrastując z gonitwą myśli, którą auror miał w głowie. Pochylał się do przodu, łokcie wspierając na udach i wreszcie podniósł spojrzenie na Victorię, kiedy ta wreszcie się odezwała, chyba cierpiąc na tę samą przypadłość co on, a może dochodząc do wniosku, że rzeczowość była tutaj na miejscu i w cenie. Dlatego przesunął spojrzenie na Laurenta i drobnym gestem dłoni wskazał na Lestrange bo miała rację. Po co były mu te wszystkie dane.