21.01.2025, 04:33 ✶
Atreus bardzo nie chciał odrzucać wszystkiego, co padało od Isobell. W końcu była kobietą, która uratowała mu życie. Wyrwała siłą z objęć śmierci, kiedy sprawa wydawała się wręcz beznadziejna. Zawdzięczał jej wiele, zbyt wiele, ale Arcykapłanka była na tyle wspaniałomyślna, że nie zamierzała upominać się o swoją nagrodę za ten jakże łaskawy gest. A może Bulstrode podświadomie sam go spłacał, nie chcąc zadawać niepotrzebnych, niewygodnych pytań, które niestety tylko narastały i nie mogły znaleźć ujścia. Isobell była kluczem - do zimnych i do tego, co wydarzyło się w Stonehenge i tak samo jak nie był w stanie zapomnieć, że to w niej kryła się ta cała teraz potrzebna wiedza, tak samo nie był w stanie odrzucić od siebie narastającej frustracji.
Mógł być hazardzistą, który z rozkoszą przekładał dane mu na rękę karty z brawurowym podejściem, tak żeby przyprawić innych o ból głowy, ale pod koniec dnia zależało mu przede wszystkim na tym, żeby rozwiązać zagadki jakie kryła talia. Kolejne podpowiedzi jakie dostawał, te strzępki informacji, nie pasowały do niczego, co aktualnie znajdowało się w jego posiadaniu. Ba, życie zwyczajnie blokowało mu możliwość dobrania kolejnych kart i niepomiernie go to drażniło.
- Nie podaje powodów. Zawsze co, nigdy dlaczego - mruknął w odpowiedzi, w trochę wycofany sposób, ale tylko dlatego że nie chciał w tym momencie unosić się i walczyć z tym, że lekceważył słowa Isobell. Chciała zerwać zasłonę, ale po co. Dlaczego to musiało być Stonehenge. Dlaczego to musiała być krwawa ofiara. Dlaczego w ogóle czuła potrzebę wezwania bogów w ten brutalny, gwałtowny spokój.
Istniały inne sposoby, żeby wydusić z Macmillan prawdę, ale najłatwiejszy z nich pozostawał poza zasięgiem pracowników Ministerstwa i uzdrowicieli, głównie dlatego że był on pogwałceniem drugiego człowieka w sposób dotkliwy i nieprzyjemnie obnażający. Dostrzeganie myśli w prosty, klarowny sposób i z pierwszej ręki mogło wydawać się przyjemną perspektywą, ale każdy powinien mieć prawo do ubrania ich we własny sposób. Użycie eliksiru prawdy także nie wchodziło w grę, nie kiedy Isobell traciła kontakt z rzeczywistością i jej prawda była subiektywna aż do bólu, mieszająca się z fikcją i oderwana od rzeczywistości niemal całkowicie. Była teraz samozwańczą wojowniczką, a nie Arcykapłanką kowenu, nawet jeśli ten tytuł miał z nią pewnie zostać na nazbyt długo.
- Też na to liczę. Może za jakiś czas wszystko stanie się o wiele bardziej klarowniejsze. Pozostaje mieć nadzieję, że zadra w Stonehenge nie będzie dalszym problemem - bo kto wie, co czyhało po drugiej stronie zasłony. Polana Ognisk dała im widma, a tutaj? Oby nic podobnego. - Dobra sugestia. Ale może potem, jak wszystko się nieco uspokoi. Teraz czeka mnie trochę pracy przy samym Stonehenge. Trzeba tam posprzątać i biorą do tego wszystkich - na całe szczęście to, że czyhało tam na nich stado krwiożerczych duchów, jeszcze nie było wiadome. Albo na nieszczęście, bo może wtedy niektórzy niewymowni nie zostaliby przez nich zaatakowani.
- Zbyt dużo - uśmiechnął się do niej wreszcie z właściwym dla siebie zacięciem, podnosząc na nią spojrzenie. Szkoda, że Victoria na początku roku skończyła staż i stała się pełnoprawnym aurorem, bo inaczej mógłby jej znowu powiedzieć, że oto czas ćwiczyć pisanie raportów.
Mógł być hazardzistą, który z rozkoszą przekładał dane mu na rękę karty z brawurowym podejściem, tak żeby przyprawić innych o ból głowy, ale pod koniec dnia zależało mu przede wszystkim na tym, żeby rozwiązać zagadki jakie kryła talia. Kolejne podpowiedzi jakie dostawał, te strzępki informacji, nie pasowały do niczego, co aktualnie znajdowało się w jego posiadaniu. Ba, życie zwyczajnie blokowało mu możliwość dobrania kolejnych kart i niepomiernie go to drażniło.
- Nie podaje powodów. Zawsze co, nigdy dlaczego - mruknął w odpowiedzi, w trochę wycofany sposób, ale tylko dlatego że nie chciał w tym momencie unosić się i walczyć z tym, że lekceważył słowa Isobell. Chciała zerwać zasłonę, ale po co. Dlaczego to musiało być Stonehenge. Dlaczego to musiała być krwawa ofiara. Dlaczego w ogóle czuła potrzebę wezwania bogów w ten brutalny, gwałtowny spokój.
Istniały inne sposoby, żeby wydusić z Macmillan prawdę, ale najłatwiejszy z nich pozostawał poza zasięgiem pracowników Ministerstwa i uzdrowicieli, głównie dlatego że był on pogwałceniem drugiego człowieka w sposób dotkliwy i nieprzyjemnie obnażający. Dostrzeganie myśli w prosty, klarowny sposób i z pierwszej ręki mogło wydawać się przyjemną perspektywą, ale każdy powinien mieć prawo do ubrania ich we własny sposób. Użycie eliksiru prawdy także nie wchodziło w grę, nie kiedy Isobell traciła kontakt z rzeczywistością i jej prawda była subiektywna aż do bólu, mieszająca się z fikcją i oderwana od rzeczywistości niemal całkowicie. Była teraz samozwańczą wojowniczką, a nie Arcykapłanką kowenu, nawet jeśli ten tytuł miał z nią pewnie zostać na nazbyt długo.
- Też na to liczę. Może za jakiś czas wszystko stanie się o wiele bardziej klarowniejsze. Pozostaje mieć nadzieję, że zadra w Stonehenge nie będzie dalszym problemem - bo kto wie, co czyhało po drugiej stronie zasłony. Polana Ognisk dała im widma, a tutaj? Oby nic podobnego. - Dobra sugestia. Ale może potem, jak wszystko się nieco uspokoi. Teraz czeka mnie trochę pracy przy samym Stonehenge. Trzeba tam posprzątać i biorą do tego wszystkich - na całe szczęście to, że czyhało tam na nich stado krwiożerczych duchów, jeszcze nie było wiadome. Albo na nieszczęście, bo może wtedy niektórzy niewymowni nie zostaliby przez nich zaatakowani.
- Zbyt dużo - uśmiechnął się do niej wreszcie z właściwym dla siebie zacięciem, podnosząc na nią spojrzenie. Szkoda, że Victoria na początku roku skończyła staż i stała się pełnoprawnym aurorem, bo inaczej mógłby jej znowu powiedzieć, że oto czas ćwiczyć pisanie raportów.