21.01.2025, 04:56 ✶
- Jesteś okropnie nudny - skwitował zwyczajnie, ze zdegustowanym, teatralnym uniesieniem brwi dając Basiliusowi do zrozumienia, że spodziewał się po nim czegoś więcej. Tak naprawdę jednak wcale tak nie było, nie kiedy sam niezbyt był w stanie dojść do tego, co powinno się na takiej ścianie znaleźć. Oboje więc byli jednakowoż nudni i absurdalnie niekreatywni, ale gdyby było inaczej to pewnie skończyliby jako malarze malujący na portretach fujary na podobieństwo dawnych arcydzieł.
Przeszedł go dreszcz i skrzywił się ledwo niezauważalnie, bo za tą myślą podążyła kolejna, o wiele bardziej jego zdaniem upiorna, bo przecież takie portrety to chyba zamawiali sami możni i taplający się w pieniądzach, a gdyby musiał takie rzeczy malować dla na przykład Chestera Rookwooda albo Philipa Notta to by się chyba zapłakał, zapił i zabił, w dowolnej kolejności.
- Myślę, że bardzo dobrze wyglądałby na fresku - i jego zdaniem była to na swój sposób skończona wypowiedź, która nie potrzebowała rozwinięcia, bo było w Shafiqu coś... starożytnego. Starożytnie wkurwiającego, jak w bibliotece Aleksadryjskiej. Posiadał w sobie odrobinę za dużo wiedzy jak na komfort osób zmuszonych przebywać w jego towarzystwie, ale gdyby zdarzyło mu się tej wiedzy poskąpić innym, to nagle wzbudzałby jakąś melancholijną potrzebę odtworzenia w nim chęci do dzielenia się z nią.
- Jest równie popularny co bogaty i gapi się na wszystkich z reklam Rosierów. Ale nie wydaje się taki zły. Przynajmniej jeśli nie zajdzie mu się za skórę. Lepiej mieć go po swojej stronie - wzruszył ramionami, bo prawda była taka, że niewiele udało mu się jeszcze z Anthonym wypracować. Było w nim coś obiecującego; jakaś iskra ni to skrywanego ciepła czy ambicji, co w obu przypadkach odpowiadało Atreusowi bo dopatrywał się w starszym mężczyźnie szansy. Szansy na rozwój i wsparcie w dążeniu do przodu. Nie wątpił, że wiele rzeczy dla niego było rozdaniem szachowym, ale może to tym lepiej; oznaczało to pewne zasady i trzeba było tylko rozpracować ich granice. Co też jeszcze Atreus dość zarozumiale sądził, to że pod koniec dnia, szachista nie spodziewał się zagrań, które mógł mu zaprezentować nałogowy hazardzista. A nawet jeśli Shafiq miałby wygrać, cóż, Bulstrode potrafił napsuć krwi. Oboje byliby stratni.
- A czemu o niego pytasz? - zagaił, kiwając głową i kierując się do jednej z kuchennych szafek gdzie trzymane były herbaty. Otworzył ją i wskazał, że Basilius mógł sobie wybierać i przebierać. - Czarna, czerwona, innokolorowa. Owocowa i ziółka na uspokojenie, co wybierasz? Mogę cię zaskoczyć.
Przeszedł go dreszcz i skrzywił się ledwo niezauważalnie, bo za tą myślą podążyła kolejna, o wiele bardziej jego zdaniem upiorna, bo przecież takie portrety to chyba zamawiali sami możni i taplający się w pieniądzach, a gdyby musiał takie rzeczy malować dla na przykład Chestera Rookwooda albo Philipa Notta to by się chyba zapłakał, zapił i zabił, w dowolnej kolejności.
- Myślę, że bardzo dobrze wyglądałby na fresku - i jego zdaniem była to na swój sposób skończona wypowiedź, która nie potrzebowała rozwinięcia, bo było w Shafiqu coś... starożytnego. Starożytnie wkurwiającego, jak w bibliotece Aleksadryjskiej. Posiadał w sobie odrobinę za dużo wiedzy jak na komfort osób zmuszonych przebywać w jego towarzystwie, ale gdyby zdarzyło mu się tej wiedzy poskąpić innym, to nagle wzbudzałby jakąś melancholijną potrzebę odtworzenia w nim chęci do dzielenia się z nią.
- Jest równie popularny co bogaty i gapi się na wszystkich z reklam Rosierów. Ale nie wydaje się taki zły. Przynajmniej jeśli nie zajdzie mu się za skórę. Lepiej mieć go po swojej stronie - wzruszył ramionami, bo prawda była taka, że niewiele udało mu się jeszcze z Anthonym wypracować. Było w nim coś obiecującego; jakaś iskra ni to skrywanego ciepła czy ambicji, co w obu przypadkach odpowiadało Atreusowi bo dopatrywał się w starszym mężczyźnie szansy. Szansy na rozwój i wsparcie w dążeniu do przodu. Nie wątpił, że wiele rzeczy dla niego było rozdaniem szachowym, ale może to tym lepiej; oznaczało to pewne zasady i trzeba było tylko rozpracować ich granice. Co też jeszcze Atreus dość zarozumiale sądził, to że pod koniec dnia, szachista nie spodziewał się zagrań, które mógł mu zaprezentować nałogowy hazardzista. A nawet jeśli Shafiq miałby wygrać, cóż, Bulstrode potrafił napsuć krwi. Oboje byliby stratni.
- A czemu o niego pytasz? - zagaił, kiwając głową i kierując się do jednej z kuchennych szafek gdzie trzymane były herbaty. Otworzył ją i wskazał, że Basilius mógł sobie wybierać i przebierać. - Czarna, czerwona, innokolorowa. Owocowa i ziółka na uspokojenie, co wybierasz? Mogę cię zaskoczyć.