21.01.2025, 05:24 ✶
Dobrze, że Electra nie chwaliła się nadmiernie tym, że jej zdaniem Atreus był cool, bo jego ego rozpuchłoby się do jeszcze większych rozmiarów. Niby w oczywistych komplementach nie było niczego specjalnego, szczególnie kiedy pochodziły one od wciąż nastolatki, ale wciąż było to coś, na co jakiś ułamek jej kuzyna był zwyczajnie łasy. Lubił uwagę i poklask, nawet tych najniższych lotów.
- Wielkie słowa jak na nastolatkę - odparł z uśmiechem, ale nie było w nim ani zaczepki, ani jakiejś szelmowskiej iskry czającej się w kącikach ust. Była za to pewna rezerwa. Atreusowi nie przeszkadzały w żaden sposób jej słowa, bo nawet jeśli nie należał do osób absolutnie liberalnych, to z zasady nie miał wiele do osób urodzonych w mugolskich rodzinach. Bardziej ruszał go czyjś poziom urodzenia, a to chyba tylko dlatego że jego życie od zawsze opływało w luksusy, a przez to przyzwyczaił się do pewnych rzeczy. To właśnie przyzwyczajenie natomiast, wywoływało u niego pewne odruchy i momentami pewne zaskoczenie tym, jak niektórzy żyli.
Odnosił tez wrażenie, że w podobnym aspekcie życia zakorzenione były radykalne poglądy czystokrwistych rodów. Że nie chodziło im o czyjąś krew per se, a o poziom życia i status, jaki się z tym wiązał. Czystość krwi to była tylko wymówka by dalej trzymać władzę pełną garścią i nie dać się zachwiać.
- A no tak. Urlop. Nawet jedziemy razem. Jak to tam było, Windermere? To taki ośrodek wczasowy nad jeziorem, wydaje się całkiem przyjemnym miejscem - i równie nudnym, ale każdy czasem potrzebował odrobiny spokoju nawet od zwyczajowych używek. A może w szczególności od nich. - Co nie zmienia faktu, że może jakby komuś powiedzieć że to wielka... no może nie tajemnica, a niespodzianka, to i tak by się nie wygadał. Ale nie będę nikomu mówić jak organizować imprezy, ważne żebyście się dobrze bawili, czy jakoś tak - uśmiechnął się lekko. Dla niego najlepszą zabawą była posiadówka w kasynie i morze alkoholu, ale jeśli ktoś wolał spokojniejszą zabawę to nie zamierzał go nawracać. Szczególnie że Ella i Icarus mieli PLAN.
- Wina. Mają świetne wina - powiedział z cwaniackim uśmiechem. Cena nie grała dla niego roli, bo zwyczajnie do takich wygórowanych przywykł. Momentami nawet im więcej tym lepiej, bo szła za tym także jakość, a przynajmniej tak uważał. Nie było mu też obce płacenie za innych. - Szczerze to nie wiem, skoro lubisz wybrzydzać przy stole. Zamów to, co ci się najbardziej podoba albo ma chwytliwą nazwę. Za każdym razem jak tu jem to jestem zadowolony.
Dał jej jeszcze chwilę do namysłu i kiedy była gotowa kiwnął na kelnera kręcącego się w pobliżu, a kiedy ten się obok nich znalazł, złożył zamówienie.
- Wielkie słowa jak na nastolatkę - odparł z uśmiechem, ale nie było w nim ani zaczepki, ani jakiejś szelmowskiej iskry czającej się w kącikach ust. Była za to pewna rezerwa. Atreusowi nie przeszkadzały w żaden sposób jej słowa, bo nawet jeśli nie należał do osób absolutnie liberalnych, to z zasady nie miał wiele do osób urodzonych w mugolskich rodzinach. Bardziej ruszał go czyjś poziom urodzenia, a to chyba tylko dlatego że jego życie od zawsze opływało w luksusy, a przez to przyzwyczaił się do pewnych rzeczy. To właśnie przyzwyczajenie natomiast, wywoływało u niego pewne odruchy i momentami pewne zaskoczenie tym, jak niektórzy żyli.
Odnosił tez wrażenie, że w podobnym aspekcie życia zakorzenione były radykalne poglądy czystokrwistych rodów. Że nie chodziło im o czyjąś krew per se, a o poziom życia i status, jaki się z tym wiązał. Czystość krwi to była tylko wymówka by dalej trzymać władzę pełną garścią i nie dać się zachwiać.
- A no tak. Urlop. Nawet jedziemy razem. Jak to tam było, Windermere? To taki ośrodek wczasowy nad jeziorem, wydaje się całkiem przyjemnym miejscem - i równie nudnym, ale każdy czasem potrzebował odrobiny spokoju nawet od zwyczajowych używek. A może w szczególności od nich. - Co nie zmienia faktu, że może jakby komuś powiedzieć że to wielka... no może nie tajemnica, a niespodzianka, to i tak by się nie wygadał. Ale nie będę nikomu mówić jak organizować imprezy, ważne żebyście się dobrze bawili, czy jakoś tak - uśmiechnął się lekko. Dla niego najlepszą zabawą była posiadówka w kasynie i morze alkoholu, ale jeśli ktoś wolał spokojniejszą zabawę to nie zamierzał go nawracać. Szczególnie że Ella i Icarus mieli PLAN.
- Wina. Mają świetne wina - powiedział z cwaniackim uśmiechem. Cena nie grała dla niego roli, bo zwyczajnie do takich wygórowanych przywykł. Momentami nawet im więcej tym lepiej, bo szła za tym także jakość, a przynajmniej tak uważał. Nie było mu też obce płacenie za innych. - Szczerze to nie wiem, skoro lubisz wybrzydzać przy stole. Zamów to, co ci się najbardziej podoba albo ma chwytliwą nazwę. Za każdym razem jak tu jem to jestem zadowolony.
Dał jej jeszcze chwilę do namysłu i kiedy była gotowa kiwnął na kelnera kręcącego się w pobliżu, a kiedy ten się obok nich znalazł, złożył zamówienie.