21.01.2025, 11:06 ✶
Gdyby uderzenie o ścianę jej trochę nie oszołomiło, może nawet byłaby wzruszona: Stanley wybierając pomiędzy jej krzywdą i wypełnianiem papierów, a brakiem krzywdy i brakiem papierów, był skłonny wybrać to drugie. Ale nie do końca ogarniała, co dokładnie Borgin krzyczał do pana Brunona, zwłaszcza że w powietrzu latały meble, ciastka oraz ludzie. Tak, na tym etapie swojego życia jeszcze kwalifikowała Stanleya jako „człowieka”, mimo tego, że rodzina już zaszczepiała jej pewną nieufność do Borginów, póki co nie zdążył trafić do przegródki z napisem „Voldemort, Michael Borgin, Stanley Borgin oraz Augustus Rookwood Jak Ja Go Kurwa Nienawidzę”, których to za ludzi nie uważała. Dlatego zdecydowanie wolała w tej chwili, aby Stanleyowi nie stała się krzywda. Zwłaszcza że oberwał, bo nie zdecydowała się na ciskanie skuteczniejszymi czarami…
Gdy pan Brunon przebił jego obronną tarczę, posyłając mężczyznę na ścianę, ona sama korzystając z zyskanych w ten sposób paru sekund poderwała się z ziemi. Już unosząc różdżkę przesunęła się trochę, pomiędzy Borgina a szalonego mistrza cukiernictwa oraz magii (nieostrożność, Brenno, nieostrożność, mógł teraz posłać jej czar w plecy i tłumaczyć, że celował w niego, ale na jej usprawiedliwienie, była jeszcze młoda i czasem się nie zastanawiała…). Bezróżdżkowa, do licha, to im się trafiło: obiecała sobie, że jak już stąd wyjdą, będzie każdego barmana oraz piekarza podejrzewała o bycie emerytowanym aurorem albo mistrzem zbrodni, który po wielu przygodach postanowił zająć się serwowaniem klientom alkoholu i bułeczek.
Tym razem, kiedy machnęła różdżką, usiłowała związać szanownemu panu Brunowowi dłonie. Tak porządnie, żeby nie mógł wykonać żadnych gestów, które posłałyby ją znowu na ścianę – najwyraźniej było to ulubione zaklęcie mężczyzny.
kształtowanie
– Żywcem mnie nie weźmiecie!!! – wrzeszczał tymczasem pan Brunon, próbując zanurkować z powrotem za swoją barierę ze stołu, gotów najwyraźniej, gdyby czar przypadkiem go trafił, próbować umykać na zaplecze lokalu. – Za słodkie bułeczki i tort czekoladowy!!!
Gdy pan Brunon przebił jego obronną tarczę, posyłając mężczyznę na ścianę, ona sama korzystając z zyskanych w ten sposób paru sekund poderwała się z ziemi. Już unosząc różdżkę przesunęła się trochę, pomiędzy Borgina a szalonego mistrza cukiernictwa oraz magii (nieostrożność, Brenno, nieostrożność, mógł teraz posłać jej czar w plecy i tłumaczyć, że celował w niego, ale na jej usprawiedliwienie, była jeszcze młoda i czasem się nie zastanawiała…). Bezróżdżkowa, do licha, to im się trafiło: obiecała sobie, że jak już stąd wyjdą, będzie każdego barmana oraz piekarza podejrzewała o bycie emerytowanym aurorem albo mistrzem zbrodni, który po wielu przygodach postanowił zająć się serwowaniem klientom alkoholu i bułeczek.
Tym razem, kiedy machnęła różdżką, usiłowała związać szanownemu panu Brunowowi dłonie. Tak porządnie, żeby nie mógł wykonać żadnych gestów, które posłałyby ją znowu na ścianę – najwyraźniej było to ulubione zaklęcie mężczyzny.
kształtowanie
Rzut PO 1d100 - 94
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 79
Sukces!
Sukces!
– Żywcem mnie nie weźmiecie!!! – wrzeszczał tymczasem pan Brunon, próbując zanurkować z powrotem za swoją barierę ze stołu, gotów najwyraźniej, gdyby czar przypadkiem go trafił, próbować umykać na zaplecze lokalu. – Za słodkie bułeczki i tort czekoladowy!!!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.