Panna Figg uwielbiała pogawędki. Zresztą trudno, aby było inaczej skoro codziennie odbywała ich miliony. Zaczepiała każdego, żeby poprawić wszystkim humor. Taka już była panna Figg. Usłyszała pytanie Castiela - Tak, jestem ta Nora. - Domyśliła się chyba o co mu chodzi. W końcu rozstawiała się ze stoiskiem z pączkami, wiedziała, że cukiernia robiła furorę wśród czarodziejów, strasznie łechtało to jej ego. Kto bowiem nie cieszyłby się, gdy jego własny twór zyskiwałby popularność w tak ekspresowym tempie.
- Tak, zawsze wiem czego chce. - Powiedziała bardzo pewnie do Theona. Położyła sobie ręce na biodrach i spoglądała na efekt zaklęcia, które rzuciła przed chwilą. Wyszło całkiem nieźle, była zadowolona, pozostawało jeszcze tylko nadać temu jakiegoś kształtu i będzie pięknie.
- Tak, dodaję amortencji do kawy, klienci biorą łyk spoglądają na mnie, a później nie mają innego wyjścia i wracają. - Zażartowała mrugając przy tym do Theona.
Wtedy usłyszała huk, przeniosła wzrok na sprawców zamieszania. Czy spodziewała się, że jest współwinna temu wypadkowi? Nawet przez myśl jej to nie przeszło. - Merlinie, Julien... Oczywiście, że idę.- Nie mogła przecież nie zareagować, kiedy widziała, jak jej nowy nabytek pracowniczy ulega wypadkowi.
Ruszyła za Theonem w stronę tej dwójki. Miała nadzieję, że to nic poważnego, szkoda by było, żeby nie mogli wziąć udziału w sabacie przez przygotowania. Zauważyła, że Brenna przy nich stoi. Byli więc we wspaniałych rękach.
Sukces!
Usłyszała słowa, które skierował Charlie do Longbottom. Na jej twarzy pojawiły się czerwone rumieńce, w końcu rozmawiali o jej udach. Spojrzała odruchowo w dół na swoje nogi, chyba nie było tak źle.
- Cześć Brenn.- Powiedziała do przyjaciółki na przywitanie. Uśmiechnęła się przy tym jednak dość niepewnie, jakby zrobiła coś złego. Hej chłopcy, wszystko gra? - Miała nadzieję, że nic poważnego się im nie stało.