To nie było wcale takie proste. Regina nie była tylko dziecięcym wrogiem Yaxleyówny, wręcz przeciwnie, wraz z upływem czasu ich stosunki się jeszcze bardziej ochłodziły. Regina negowała dosyć mocno to, czym zajmowała się Yaxleyówna, sama znajdowała się raczej po drugiej strony barykady i usilnie próbowała chronić bestie na które Geraldine polowała. Patrzyły na problem z dwóch, zupełnie przeciwnych sobie stron. Nie umiała zrozumieć tego, że ona chroni ludzi przed stworzeniami, które zakłócały ich spokój. Ktoś musiał je zabijać, nie miała z tym najmniejszego problemu, bo czuła, że ich ratuje. Jej kuzynka nigdy nie potrafiła tego zrozumieć, przez co pałały do siebie ogromną niechęcia.
- Spędziłeś noc z Reginą Rowle, wyśmienicie. - Mina nieco jej zrzedła, no nie tego się spodziewała, tym bardziej, że Ambroise znał jej podejście do tej kobiety. Najwyraźniej nadal potrafił ją zaskakiwać, cóż niekoniecznie w ten dobry sposób. Powinna się chyba spodziewać po nim wszystkiego.
Założyła sobie ręce na piersiach i wpatrywała się w Roisa dłuższą chwilę. Wolałaby chyba nie usłyszeć tej anegdotki, bo nieco ją to zirytowało. Nie miała pojęcia, co robili razem w nocy, ale czyż to nie było jednoznaczne, no dla niej trochę było. Nie powinna reagować w ten sposób, ale kurwa mać to była Regina, jedna z osób ze swojej rodziny, za którą wyjątkowo nie przepadała. On wiedział o tym, że Yaxleyówna jej nie lubi, czy mógł jej zrobić coś takiego? Nie, nie powinien, chyba nie był, aż taki podły. Jasne, jeszcze kilka dni temu strzelali w siebie piorunami z oczu, ale czy naprawdę Greengrassa było stać na takie zachowanie.
Dosyć szybko z rozmyślań wyrwał ją dźwięk jego śmiechu. Zmarszczyła nos i patrzyła w jego kierunku nieco zirytowana. No jasne, nałatwiej było ją teraz wyśmiać. Czy zdawał sobie sprawę z tego, jak zabrzmiały jego słowa? Chyba nie, może gdyby się nad tym zastanowił, to wcale nie zdziwiłaby go jej reakcja. Kiedy jednak się roześmiał zrozumiała, że to były zupełnie niepotrzebne obawy, nie, żeby powinno ją obchodzić to co robił przez ostatnie miesiące, ale jednak trochę obchodziło i niektórych rzeczy na pewno nie byłaby skłonna zaakceptować.
- To zabrzmiało źle. - Cóż, tyle mogła powiedzieć na swoje wytłumaczenie. Jasne, te podejrzenia były głupie, ale no, samo jakoś jej się tak to wszystko ułożyło w głowie. Zupełnie bez sensu. - Pragnę Ci przypomnieć, że też zdarzyło nam się spędzać razem noce, na podłodze, przy kominku i niekoniecznie wtedy tylko rozmawialiśmy. - Mruknęła cicho pod nosem, była wkurzona, w sumie na siebie samą, że w ogóle coś takiego przyszło jej na myśl.
Uwierzyła mu na słowo, niesmak pozostał, bo bratał się z jej wrogiem, ale jakoś musiała to przetrawić, jak widać mogło być jeszcze gorzej, co jako pierwsze przyszło jej na myśl. Nie mogła jednak na tym się skupiać, nie po to tutaj przyszli, czas najwyższy zająć się nauką. Ciekawe tylko, czy faktycznie będzie w stanie w pełni się tym zainteresować po tych rewelacjach.
Obawiała się nieco tego, jak może przebiegać ten cały proces nauki. Miała świadomość, że trudno przychodziło jej wykonywanie poleceń i słuchanie wskazówek, najlepiej by było gdyby wszystko od razu szło po jej myśli, ale to raczej rzadko kiedy było możliwe. Musiała więc wykazać się sporą cierpliwością, a była pewna, że może jej teraz zabraknąć. Zwłaszcza, że reagowali na siebie dziwnie, może nie tak dziwnie jak dzień wcześniej, ale ponownie coś sie spierdoliło. Nie miała pojęcia, czy kiedykolwiek uda im się znaleźć jakiś złoty środek, bo jednocześnie miała ochotę i się na niego rzucić i go pocałować, i wydrapać mu oczy. To było niepokojące, nie dało się jednak ukryć, że nadal wyzwalał w niej bardzo dużo emocji. To pewnie nigdy miało się nie zmienić.
- Kurewsko radosne wspomnienie, to powinno być proste, prawda? - Jasne, na pewno miała jakieś takie wspomnienia. Musiała mieć, to, że ostatnio jej życie było pełne raczej chujowych chwil nic nie znaczyło. Kiedyś była szczęśliwa, dawno temu, wydawało jej się, że minęła od tego wieczność, będzie musiała więc bardzo głęboko poszukać tych wszystkich wspomnień i wygrzebać to najpiękniejsze. Jakoś powinna sobie z tym poradzić. Póki co jednak czekała, aż jej nauczyciel zademonstruje jej to w praktyce.
Roise machnął różdżką w powietrzu, jednak nic się nie stało. Może próbował sobie przypomnieć ten ruch, który należało wykonać podczas rzucania tego zaklęcia. Nie miała pojęcia. Zapewne szukał w swojej głowie odpowiedniego wspomnienia, była ciekawa, o czym myśli, czy wypadało go spytać? Nie to byłoby głupie, bardzo głupie. Sama musiała zacząć szukać w swojej głowie tego momentu, kiedy faktycznie była szczęśliwa. Chcąc nie chcąc większość tych wydarzeń była związana ze stojącym przed nią mężczyzną. Tego nie dało się zmienić, może to wcale nie był taki rozsądny pomysł, bo zaczęła uświadamiać sobie to, jak wyglądali tutaj dla siebie teraz. Niby nie obcy, ale jednak obcy, przecież nic już nie znaczyli dla siebie nawzajem, a kiedyś byli wszystkim.
Czekała na jasne polecenie, kiedy w końcu to ona będzie miała spróbować rzucić to zaklęcie. Póki co nic takiego się nie działo, więc po prostu przyglądała się mu w milczeniu.