21.01.2025, 15:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2025, 15:43 przez Brenna Longbottom.)
Nawet teraz była ostrożna: chciała pomóc ludziom, którzy tego potrzebują i przy okazji, miała nadzieję, dać jakiś cel Enzo, ale poruszała się tak jak (choć z braku znajomości mugolskiej społeczności aż tak głęboko sama nie pomyślała o tym porównaniu) po polu minowym. Wierzyła szczerze, że Remington jest dobrym człowiekiem i że nie chce niczyjej krzywdy, ale odrobina beztroski, gadatliwości czy chęci przechwalenia mogły wiele przekreślić. Poza tym mógł po prostu nie chcieć w pewne sprawy się angażował i miał do tego pełne prawo.
Dlatego pytała, wyjaśniała i jego odpowiedzi po części warunkowały, ile miał się dowiedzieć w tej chwili. Ile dowie się w przyszłości – na to pytanie już miał odpowiedzieć czas.
– Czytałam głównie Spider-mana. Wiesz, jak natykałam się na jakieś w księgarniach, to zwykle jakieś dalsze tomy i nie jestem w stanie zrozumieć wszystkiego bez kontekstu.
Podwójnego, bo ktoś siedzący głęboko w świecie mugoli, mógł dopowiedzieć sobie pewne rzeczy, ale ona miała z tym większy problem, gdy nie rozumiała ani historii, w którą wrzucono ją w połowie, ani nie była pewna, do czego służą niektóre przedmioty czy co znaczą wypowiadane zdania.
Kiwnęła lekko głową, gdy zdecydował się na anonimowość. W duchu poczuła odrobinę ulgi, bo chociaż nie chciała i nie zamierzała mu tego narzucać, to wiele rzeczy ułatwiało – teraz pozostawało tylko poczekać, czy Enzo naprawdę będzie zdecydowany w swoich postanowieniach.
– Jestem pewna, że skoro dostałeś laur od mojego wuja, będzie miał dla ciebie parę zleceń – powiedziała, a kąciki jej ust znów się uniosły. Sama zresztą mogła płacić Remingtonowi i za te ich zlecenia, ale nie planowała narzekać, jeśli chciał zrobić to dla dobra sprawy – środki można było wtedy przekierować gdzieś indziej. – We wszystkim, o co poprosisz. Zresztą, nie tylko ja, Enzo. Jest sporo osób, które pomagają w ten sposób. Po cichu. Można nazwać nas… hm, swojego rodzaju klubem – parsknęła mimowolnie, chociaż przecież to był paskudny dzień i niewiele zostało w niej prawdziwej wesołości. Zakon Feniksa. Klub Książki. - Chociaż między sobą nazywamy ją też Zakonem, ale spokojnie, nie ma habitów. Zaangażowani niekoniecznie się tym chwalą, bo jak sam mówisz, nie byłoby to rozsądne, ale… to nie tak, że wszyscy czarodzieje po prostu siedzą i czekają, więc czegokolwiek byś nie potrzebował, ktoś z nas to załatwi.
I Enzo miał właśnie do nich dołączyć, a raczej... do otaczającej ich sieci.
Dlatego pytała, wyjaśniała i jego odpowiedzi po części warunkowały, ile miał się dowiedzieć w tej chwili. Ile dowie się w przyszłości – na to pytanie już miał odpowiedzieć czas.
– Czytałam głównie Spider-mana. Wiesz, jak natykałam się na jakieś w księgarniach, to zwykle jakieś dalsze tomy i nie jestem w stanie zrozumieć wszystkiego bez kontekstu.
Podwójnego, bo ktoś siedzący głęboko w świecie mugoli, mógł dopowiedzieć sobie pewne rzeczy, ale ona miała z tym większy problem, gdy nie rozumiała ani historii, w którą wrzucono ją w połowie, ani nie była pewna, do czego służą niektóre przedmioty czy co znaczą wypowiadane zdania.
Kiwnęła lekko głową, gdy zdecydował się na anonimowość. W duchu poczuła odrobinę ulgi, bo chociaż nie chciała i nie zamierzała mu tego narzucać, to wiele rzeczy ułatwiało – teraz pozostawało tylko poczekać, czy Enzo naprawdę będzie zdecydowany w swoich postanowieniach.
– Jestem pewna, że skoro dostałeś laur od mojego wuja, będzie miał dla ciebie parę zleceń – powiedziała, a kąciki jej ust znów się uniosły. Sama zresztą mogła płacić Remingtonowi i za te ich zlecenia, ale nie planowała narzekać, jeśli chciał zrobić to dla dobra sprawy – środki można było wtedy przekierować gdzieś indziej. – We wszystkim, o co poprosisz. Zresztą, nie tylko ja, Enzo. Jest sporo osób, które pomagają w ten sposób. Po cichu. Można nazwać nas… hm, swojego rodzaju klubem – parsknęła mimowolnie, chociaż przecież to był paskudny dzień i niewiele zostało w niej prawdziwej wesołości. Zakon Feniksa. Klub Książki. - Chociaż między sobą nazywamy ją też Zakonem, ale spokojnie, nie ma habitów. Zaangażowani niekoniecznie się tym chwalą, bo jak sam mówisz, nie byłoby to rozsądne, ale… to nie tak, że wszyscy czarodzieje po prostu siedzą i czekają, więc czegokolwiek byś nie potrzebował, ktoś z nas to załatwi.
I Enzo miał właśnie do nich dołączyć, a raczej... do otaczającej ich sieci.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.