Gdyby dowiedział się, że została napadnięta, na pewno wzbudziłoby to w nim niepokój. Ale też mogłoby to pójść w innym kierunku. Noc była niebezpieczna. Zaoferowałby się, aby ją odprowadzać do domu. Nie kwestionował jej umiejętności i wierzył, że umiała się bronić. Jej buntowany charakter i wylewająca się momentami agresja, brały górę, że nie sposób było ją powstrzymać. Już przekonał się o tym, w przypadku jednego małego incydentu. Ale jak radziła sobie w walce na zaklęcia? Nie wiedział. Na pewno wyraziłby troskę i chęć zapewnienia jej większego bezpieczeństwa, choćby sobą.
Pokazując jej nazwisko sędziny, okazało się, że Quirke miała już okazję poznać innego członka tej rodziny. Rodziny o negatywnym wręcz podejściu do mugolaków. Ale czy wszyscy mieli takie podejście? Tego nie można być pewnym. Całą rodzinę zresztą tak się postrzega. Wysłuchał jej opowieści, jak przebiegło spotkanie, nie ukrywając na swojej twarzy tego, że poczuł odrobinę zazdrości. Zazdrość, to również przegrana. Bo przecież między nim a takim Mulciberem była duża przepaść. Status krwi. Z jakiegoś powodu jednak poczuł ulgę, kiedy wspominany chłopak odpuścił, przeprosił i nie zalecał się więcej do jego ukochanej.
Na pytanie o podejście Lorien, nie miał pojęcia, czy miała też takie podejście. Ugodowe? Może chciała go z grzeczności wycofać z męczenia się procesami sądowymi? Wzruszył ramionami na znak, że nie wie. Ludzie się zmieniają. Niekiedy także po ślubie.
Znajdując w końcu ławkę wolną w parku, gdzie jest przeważnie więcej wiewiórek, usiadł obok Olivii, stawiając kubek z kawą oraz torebkę z orzeszkami po swojej drugiej stronie, decydując się zadać jej to pytanie, które wciąż za nim chodziło. Aby zamieszkali razem. Znają się może krótko, jeżeli wziąć pod uwagę całe lato, ale dla bezpieczeństwa jej, chciałby mieć ją blisko. Ale jej reakcja zaczęła go trochę niepokoić, gdy wypowiedziała jego imię, ujęła jego dłonie. Wzrokiem podążył na palce zaciskające się na jego dłoniach, po czym spojrzał na jej twarz. Nie wiedząc, co chciała mu powiedzieć. Coś nie chciało jej sprawnie przejść przez gardło.
Czekał cierpliwie, aż z siebie to wydusi. Być może spodziewałby się wszystkiego, ale nie tego… "…byłam w ciąży". Te ostatnie słowa tkwiły w jego umyśle jak mantra. Co więc stało się z dzieckiem?
Odpowiedź, pojawiła się chwilę później… "Poroniłam…"
Dostrzegł, jak ten temat jest dla niej ciężki. Żyć też ze świadomością, niepewności, albo i wiedząc, że kolejna próba może być nieudana. Nie zostanie matką własnego dziecka. Ten ból w jej oczach. Te łzy. Sam nie wiedział co miałby jej "powiedzieć".
Zabrał dłoń, przysunął się bliżej i objął ją ramieniem. Zrobił to samo z drugą ręką, aby bardziej do siebie ją przytulić i pogładzić po włosach, dodać otuchy. Nie wstał i nie odszedł. Został i zamierzał pozostać. To był ból, który mógłby z nią dzielić. Chciał być obok, aby nie musiała więcej płakać. Aby wiedziała, że ze względu na to co się wydarzy, zawsze będzie przy niej. Obok.
Wyciągnął chusteczkę z kieszeni spodni, podając jej, aby otarła twarz. Dał jej czas, chwilę, aby doszła do siebie, zanim zada jej pytania. Zanim wyrazi na ten temat swoje zdanie.