22.01.2025, 03:23 ✶
- Mhm, zgadzam się z tobą całkowicie - sama wolała być dokładna, niż robić rzeczy pośpiesznie, ale wszystko w jej głowie zależało od sytuacji. Momentami czas był na miarę złota, a od tragedii mogły dzielić ułamki sekund. Te nieuchwytne momenty, które niewprawnej ręce uciekały nie wiadomo kiedy, szybciej niż mgnienie oka. Sama była też z tych osób, które pierwsze do czego siadały to teoria, którą przeglądały z różnych perspektyw, najpierw zbierając wszelką potrzebną wiedze i eksplorując najróżniejsze jej meandry, które opierały się już raczej na gdybaniu i przemieleniu tego samego zagadnienia, ale inaczej. Praktyka przychodziła dla niej później. Dużo później i była powolna, skoncentrowana wytycznych i wzmocnieniu podstaw, tylko po to żeby potem popuścić wodze wyobraźni i tylko się doskonalić. Mogli więc sobie z Thomasem zbić piątkę. - Cóż, nawet gdybyś wiedział, że będzie to samo, to gdybyś mi nic nie powiedział to niewiele byś popsuł, prawda? - nawet jeśli to co właśnie sugerowała to było obrzydliwe kłamanie, którego trochę nie popierała, ale byłaby hipokrytką gdyby powiedziała, ze sama nigdy nie mówiła nieprawdy. Bo czasem jakieś białe kłamstewko samo wypadało jej z ust.
Jego słowa były zwyczajnie pokrzepiające, nawet jeśli najstraszniejsi przeciwnicy jacy przed nimi teraz stali, to migające światełka strzelające farbą. Czasem dobrze było wiedzieć, że miało się kogoś obok siebie, a w słowach Figga było coś takiego, że Crawley wiedziała że nie chodziło tylko o tu i teraz i Thomas był tego typu człowiekiem - był przy innych zawsze i wszędzie, jeśli tego potrzebowali. Ona była przecież taka sama. Ba, połowa członków Zakonu Feniksa taka była.
Tor nie był długi, to prawda, ale na pierwszy rzut oka nie wydawał się też trudny. Wypadało jednak mieć jeszcze cela, żeby móc bronić się przed straszliwymi światełkami i tego w tym momencie Dorze zabrakło. Zaklęcie związała okropnie, może zwyczajnie zbyt szybko i nie zdążyła, a przez to kolorowa plama rozlała się na jej piersi, sygnalizując pierwsze skuchę. Westchnęła, troszkę zdziwiona, troszkę wybita z rytmu, ale po chwili zawahania ruszyła dalej, mimowolnie kątem oka sprawdzając jak radzi sobie Thomas. Cóż, szło mu niemal perfekcyjnie, o czym poświadczyło fioletowe światełko, które zniknęło przy zetknięciu z tarczą. A kiedy żółte poleciało w stronę Crawley, ta zrobiła to samo, ponownie splatając tarczę.
rozproszenie na tarczę
Jego słowa były zwyczajnie pokrzepiające, nawet jeśli najstraszniejsi przeciwnicy jacy przed nimi teraz stali, to migające światełka strzelające farbą. Czasem dobrze było wiedzieć, że miało się kogoś obok siebie, a w słowach Figga było coś takiego, że Crawley wiedziała że nie chodziło tylko o tu i teraz i Thomas był tego typu człowiekiem - był przy innych zawsze i wszędzie, jeśli tego potrzebowali. Ona była przecież taka sama. Ba, połowa członków Zakonu Feniksa taka była.
Tor nie był długi, to prawda, ale na pierwszy rzut oka nie wydawał się też trudny. Wypadało jednak mieć jeszcze cela, żeby móc bronić się przed straszliwymi światełkami i tego w tym momencie Dorze zabrakło. Zaklęcie związała okropnie, może zwyczajnie zbyt szybko i nie zdążyła, a przez to kolorowa plama rozlała się na jej piersi, sygnalizując pierwsze skuchę. Westchnęła, troszkę zdziwiona, troszkę wybita z rytmu, ale po chwili zawahania ruszyła dalej, mimowolnie kątem oka sprawdzając jak radzi sobie Thomas. Cóż, szło mu niemal perfekcyjnie, o czym poświadczyło fioletowe światełko, które zniknęło przy zetknięciu z tarczą. A kiedy żółte poleciało w stronę Crawley, ta zrobiła to samo, ponownie splatając tarczę.
rozproszenie na tarczę
Rzut N 1d100 - 13
Akcja nieudana
Akcja nieudana
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.