22.01.2025, 21:34 ✶
Naprawdę miała zamiar tę noc przespać.
To był po prostu długi dzień, późno skończyła pracę w Ministerstwie Magii, więc i dość późno pojawiła się w Księżycowym Stawie – z kilkoma pudłami rzeczy, ale przede wszystkim by porozmawiać z Millie. Została na noc głównie dlatego, że miała wrażenie, że tak po prostu będzie… lepiej: nie chciała, by powrót do Londynu wyglądał na ucieczkę przed czymś lub przed kimś. I naprawdę zamierzała wkrótce skulić się na łóżku Estelli Julius – czy może Estelli Bulstrode – w jej pokoju oczyszczonym teraz ze zniszczonych sprzętów i części rzeczy osobistych, w których wciąż pozostały malunki i przedmioty związane z księżycem i gwiazdami. W świeżej pościeli, na nowym materacu, przetransportowanym tutaj z pewnym trudem. Ot wszystko się przeciągnęło, a teraz chciała jeszcze coś zjeść, bo wcześniej nie miała czasu na kolację, a starała się dbać o to, aby nie pomijać posiłków. Robiło to już za wiele osób wokół.
I może zamierzała trochę pomyśleć, w cichej, ciemnej kuchni Księżycowego Stawu. Posiadłość była duża, leżała na pustkowiu, kiedy więc się tu siedziało, można było prawie uwierzyć, że jest się samym na świecie. Nie było to możliwe ani w Londynie, ani w Warowni – i Brennie zwykle tego uczucia ani trochę nie brakowało, a jeżeli już czuła potrzebę samotności, biegła do ruin lub lasu, ale tym razem było to na swój sposób uspokajające.
Gdy więc Thomas stanął w progu kuchni, Brenna akurat siedziała za stołem, popijając słabą herbatę, a przed nią stał talerz, na którym pozostały trzy tosty. Z nawyku zrobiła więcej niż sama była w stanie zjeść, przyzwyczajona, że zawsze w takich sytuacjach pojawiał się ktoś zwabiony zapachem jedzenia. Łyknęła tabletkę na ból głowy, chociaż nieprzyjemny ucisk nie przechodził i miała tylko nadzieję, że minie, kiedy położy się spać.
– Cześć – przywitała się, unosząc na niego spojrzenie i odruchowo mierząc go uważnym wzrokiem. Był to raczej odruch niż cokolwiek innego. Nie miała powodów podejrzewać, że stało się coś złego, ale pamiętała sprawę pewnego nekromanty i złamaną różdżkę, a poza tym miała wrażenie, że cały świat wokół się wali i przysypuje wszystkich jej bliskich. A sama obecność Thomasa w Stawie? Dostał zapasowe klucze, wszak miał zajmować się pułapkami, i miało to być miejsce, do którego członkowie Zakonu mogli swobodnie wpadać… nawet jeżeli w duszy Brenny wciąż gościł pewien niepokój. Jego widok nie zdziwił więc jej ani trochę, nawet jeśli się go nie spodziewała. – Tosta?
Przesunęła talerz ku Figgowi jeszcze nim zdążył odpowiedzieć na pytanie.
To był po prostu długi dzień, późno skończyła pracę w Ministerstwie Magii, więc i dość późno pojawiła się w Księżycowym Stawie – z kilkoma pudłami rzeczy, ale przede wszystkim by porozmawiać z Millie. Została na noc głównie dlatego, że miała wrażenie, że tak po prostu będzie… lepiej: nie chciała, by powrót do Londynu wyglądał na ucieczkę przed czymś lub przed kimś. I naprawdę zamierzała wkrótce skulić się na łóżku Estelli Julius – czy może Estelli Bulstrode – w jej pokoju oczyszczonym teraz ze zniszczonych sprzętów i części rzeczy osobistych, w których wciąż pozostały malunki i przedmioty związane z księżycem i gwiazdami. W świeżej pościeli, na nowym materacu, przetransportowanym tutaj z pewnym trudem. Ot wszystko się przeciągnęło, a teraz chciała jeszcze coś zjeść, bo wcześniej nie miała czasu na kolację, a starała się dbać o to, aby nie pomijać posiłków. Robiło to już za wiele osób wokół.
I może zamierzała trochę pomyśleć, w cichej, ciemnej kuchni Księżycowego Stawu. Posiadłość była duża, leżała na pustkowiu, kiedy więc się tu siedziało, można było prawie uwierzyć, że jest się samym na świecie. Nie było to możliwe ani w Londynie, ani w Warowni – i Brennie zwykle tego uczucia ani trochę nie brakowało, a jeżeli już czuła potrzebę samotności, biegła do ruin lub lasu, ale tym razem było to na swój sposób uspokajające.
Gdy więc Thomas stanął w progu kuchni, Brenna akurat siedziała za stołem, popijając słabą herbatę, a przed nią stał talerz, na którym pozostały trzy tosty. Z nawyku zrobiła więcej niż sama była w stanie zjeść, przyzwyczajona, że zawsze w takich sytuacjach pojawiał się ktoś zwabiony zapachem jedzenia. Łyknęła tabletkę na ból głowy, chociaż nieprzyjemny ucisk nie przechodził i miała tylko nadzieję, że minie, kiedy położy się spać.
– Cześć – przywitała się, unosząc na niego spojrzenie i odruchowo mierząc go uważnym wzrokiem. Był to raczej odruch niż cokolwiek innego. Nie miała powodów podejrzewać, że stało się coś złego, ale pamiętała sprawę pewnego nekromanty i złamaną różdżkę, a poza tym miała wrażenie, że cały świat wokół się wali i przysypuje wszystkich jej bliskich. A sama obecność Thomasa w Stawie? Dostał zapasowe klucze, wszak miał zajmować się pułapkami, i miało to być miejsce, do którego członkowie Zakonu mogli swobodnie wpadać… nawet jeżeli w duszy Brenny wciąż gościł pewien niepokój. Jego widok nie zdziwił więc jej ani trochę, nawet jeśli się go nie spodziewała. – Tosta?
Przesunęła talerz ku Figgowi jeszcze nim zdążył odpowiedzieć na pytanie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.