Tym się chyba różnili, Yaxleyówna przez miejsca w których bywała zupełnie przestała zwracać uwagę na takie nic nie znaczące szczegóły, właściwie to nawet średnio obchodziło ją to, co w siebie wlewała. Nie było to typowym zachowaniem dla kogoś o jej statusie, ale nie zawsze otaczała się luksusem. Podczas swoich długich wypraw zdarzało jej się bywać miejsca oddalonych z dala od cywilizacji do których musiała się przyzwyczaić i nie miała z tym najmniejszego problemu. Nie do końca więc rozumiała te zachcianki innych osób związane z kryształami i tą dalszą otoczką. Nie to, żeby jej własne mieszkanie wyglądało jak menelnia, aczkolwiek podchodziła do tego bardziej praktycznie. Większość mebli, czy ozdób była stworzona ze skór, czy kości stworzeń które upolowała.
- Mam świadomość, że wśród naszych kręgów to raczej typowe. - Elita lubiła pokazywać poprzez tą całą otoczkę swój status, jej zdaniem to raczej nie było za bardzo istotne, mogliby przeznaczyć te galeony na jakiś bardziej szczytny cel, ale z drugiej strony ich sprawa, skoro to sprawiało im przyjemność, to kimże była, aby ich oceniać.
- Preferuję picie, naprawdę jest mi wszystko jedno, czy będę pić z kryształowych lub złotych szklanek, czy prosto z butelki. - Westchnęła jeszcze ciężko, bo nie wydawało jej się, aby ten problem był aktualnie szczególnie istotny.
- Chyba Ty, urzędasie. - Dodała jeszcze, z kpiącym uśmieszkiem na twarzy. Nie, żeby przeszkadzało jej to, że Corio należał do tych wybitnych jednostek, jakimi byli pracownicy ministerstwa, skoro się w ten sposób realizował, to naprawdę cudownie. Nie zmieniało to jednak faktu, że gardziła tym urzędem i większością jego pracowników. Uważała, że brakuje tam kompetentnych ludzi, a stołki były przekazywane między sobą tylko i wyłącznie przez koneksje, to nie powinno być tolerowane, ale chyba szybko nie miało się to zmienić.
Jakoś tak się składało, że cała ich trójka nie miała szczęścia do starych, chociaż przy siedzących tutaj mężczyznach ta Yaxleyówny nie była wcale taka najgorsza, przynajmniej była, gdzieś obok, mimo, że bardzo wkurwiająca, to jednak miała szansę wykazać jakiekolwiek zainteresowanie jej osobą, to mogło się kiedyś przydać, w przeciwieństwie od starej pod ziemią, czy gdzieś we Francji.
To nie tak, że tym razem Geraldine zachowała się skrajnie nieodpowiedzialnie bez żadnego powodu. Po prostu pobiegła tam za dziewczyną, która na jej oczach zmieniła się w wilkołaka, bo nie chciała, żeby tamtej stała się krzywda. Dziwnym trafem znalazł się w Kniei również chłopak, który zmieniał się w niedźwiedzia. Pod animagiczną postacią, jakoś udało im się dobiec to tego dziwnego kręgu. Gdyby nie to, pewnie też nie przetrwaliby nocy. To było dziwne, bo wilkołaki nie powinny się zmieniać ot tak w ciągu dnia, dlatego właśnie postanowiła zainterweniować, poczuła, że był to jej łowczy obowiązek, zresztą pożałowała tego gdy tylko znalazła się w lesie, a Widma zaczęły pojawiać się znikąd. Wtedy nieco pożałowała swojej decyzji, ale jak zawsze miała więcej szczęścia, niż rozumu, bo trafiła na ten kromlech, właściwie to oni wszyscy się w nim znaleźli: wilkołak, skunks i niedźwiedź, zaprawdę fantastyczna mieszanka. Przetrwali noc, to nie tak, że Widma zupełnie na nich nie działały, pamiętała chłód ogarniający jej ciało i umysł, ale jednak nie były w stanie przekroczyć kręgu, dzięki czemu nie wyssały z nich życia, więc w sumie to całkiem niezła opcja im się trafiła.
- Tak, musimy, właśnie tutaj jest pies pogrzebany, próbowałam się tam teleportować, ale moje umiejętności związane z translokacją są chujowe i mi to nie wyszło. Wolałabym uniknąć ewentualnej powtórki, albo jeszcze gorzej - znalezienia się w środku Kniei nie do końca tam, gdzie miałam, bo wtedy nie wróżę powrotu z lasu. - Była zła na siebie, że nie udało jej się odnaleźć tego miejsca, znaczy odnaleźć - odnalazłaby je, gorzej było z tym, aby zabrać tam ze sobą specjalistów.
- Najprostszą i najbezpieczniejszą opcją jest więc ta myślodsiewnia. - Tak naprawdę nie widziała żadnej innej, no poza ponowną próbą teleportacji do lasu, ale tej chyba lepiej było uniknąć.
- Tak, to nie może być oficjalnie zgłoszone, na pewno nie przeze mnie. - Zresztą nie do końca ufała innym pracownikom ministerstwa, kto wie do czego mogliby wykorzystać takie informacje, nic nie było pewne, a Yaxleyówna zdecydowanie wolałaby, aby to, czego się dowiedziała nie pozostało wykorzystane przez kogoś na swój własny użytek, chuj jeden wiedział, czy Czarny Dzban nie chciałby się o tym dowiedzieć, w końcu to po tym, jak jego poplecznicy zaatakowali Knieje pojawiły się tam Widma.
Słuchała uważnie tego, co mówił Corio. Departament Tajemnic, zmrużyła na chwilę oczy, żeby pomyśleć o tym, czy ma tam kogoś na tyle zaufanego, aby mogła go poprosić o pomoc. Cóż, tak naprawdę to nie była co do tego w pełni przekonana, wolała też uniknąć mieszania do tej sprawy kolejnych osób. Kiedy jednak Cornelius wspomniał o Bagshotach... cóż, w jej oczach pojawił się błysk. - Isaac. - Mruknęła cicho pod nosem. Cóż, jemu ufała, przyjaźnili się przecież w szkole, a ostatnio nawet odnowili znajomość, wydawało jej się, że odezwanie się do niego może być ich najlepszą możliwą opcją. - Znam dosyć dobrze jednego z Bagshotów, myślę, że mógłby mi pomóc. - Wisiał jej przysługę, przynajmniej zdaniem Geraldine za to, że pojawił się u niej pod prysznicem i miał szansę ją tam zobaczyć nagą, to mógł być całkiem niezły argument do negocjacji, a przede wszystkim sam przekazał jej zdjęcia Widma, które znalazł w piwnicy jednego z domów w Dolinie Godryka, na pewno był więc zainteresowany sprawą.
Nie miała pojęcia, co za kartkę sobie przesuwali, co to były za wspaniałe rysunki, zresztą też zauważyła, że chyba o czymś jej nie mówili, rozmawiali o swoich sprawach, tak jakby jej tutaj nie było. Nie zastanawiała się szczególnie długo nad tym, co zamierzała zrobić. Dopiła zawartość swojej szklanki, po czym bardzo szybkim i dyskretnym ruchem sięgnęła do swojego skórzanego, ciężkiego buta. Nie znosiła być ignorowana, nie przyszła tutaj po to, aby robić za ducha. Wyciągnęła zza cholewy buta sztylet, wyprostowała się i rzuciła nim w powietrzu, tak aby przemknął między mężczyznami i zatrzymał się na ścianie. Chciała im przypomnieć o swojej obecności.
- Przeszkadzam Wam? - Rzuciła jeszcze posyłając im jeden z bardzo promiennych, aczkolwiek sztucznych uśmiechów.
Wbiła swoje spojrzenie w Roisa, gdy Lestrange wspomniał coś o literaturze na górze, wpatrywała się w niego dłuższą chwilę. Najwyraźniej zapomniał jej powiedzieć o tym, że zamieszkał w tej kamienicy. Cóż, nie mogła mieć mu tego za złe, prawda? Nic ich przecież ze sobą nie łączyło, nie musiała o nim wiedzieć takich podstawowych informacji, szkoda tylko, że ją to nieco poruszyło.
- Nie zaatakował mnie, chciał, żebym to ja go zaatakowała. - Nie zdziwiło ją, że o to spytał, bo przecież Astaroth miewał już takie epizody, co było dosyć problematyczne, bo przecież z nią mieszkał, chociaż próbowała udawać, że mają wszystko pod kontrolą.
- To nie to co u ojca. - Próbowała jakoś zebrać myśli, chyba wypadałoby wspomnieć Corneliusowi o tym, co wydarzyło się ostatnio. Szczególnie, że udało im się jakoś pozbyć tego problemu. Wcześniej nie chciała go angażować w sprawę, bo to było mocno niebezpieczne, a brakowało tylko tego, żeby Fabian przez nią stracił ojca.
- Powiedziałam mu, że zabiłam Thorana, mojego brata bliźniaka. - Nim to zrobiła jej młodszy brat zachowywał się dziwnie, ale później było tylko gorzej. - Okazało się, że nigdy go nie miałam, w sensie brata bliźniaka, to był demon, który chciał przejąć moje życie, więc się go pozbyłam, w sumie to pozbyliśmy. - Przeniosła spojrzenie na Roisa chcąc zaznaczyć jego wkład w to, że jakoś udało im się rozwiązać problem. - On chyba nie rozumie tego, że to był demon, sama nie wiem, sugeruje, że skoro zabiłam Thorana, to teraz czas na niego, bo jest pierdolonym wampirem, ale nigdy nie zabiłabym brata, nawet jeśli jest potworem. - Wolała dodać ten szczegół, bo to chyba nie było, aż takie oczywiste.