Może i zmoczyła mu ubranie swoimi łzami, to jednak wolał, aby wysmarkała się w chusteczkę. Dlatego ją wyciągnął i podał. Może i makijaż zechce zetrzeć z twarzy, który mógł się rozmazać. Dał jej czas, chwilę aby mogła wyrzucić to z siebie. Tak długo, jak tego potrzebowała. Nie puszczał jej. Przytulał do siebie, głaszcząc po włosach i plecach. Tylko w ten sposób mógł ją na razie uspokoić. Pomogłyby i słowa, ale, niestety nie wydobyłby głosu. Musiała dojść do siebie, aby mógł swoje słowa przelać na papier i jej pokazać. Teraz język migowy może być dla niej trochę utrudnieniem, aby zrozumieć jego przekaz, kiedy miała oczy zalane łzami.
Rozumiał jej ból, częściowo. Jak na faceta. Ale nie widział tutaj problemu na wielką skalę. Na taką, że tak powiedzmy, przypadłość, jest zawsze inne rozwiązanie.
Kiedy zaczęła przepraszać, nie patrzyła na niego. Pozwolił jej jednak kontynuować, łagodnie patrząc, choć ze współczuciem, to jednak z nadzieją.
Właśnie to mogła ujrzeć na jego twarzy. Łagodne spojrzenie i lekki uśmiech zrozumienia, wdzięczności za szczerość. Dotknął jej policzka i otarł łzę. Pochylił się, aby dać jej małego buziaka w usta, aby trochę się rozchmurzyła. Następnie odsunął się, aby sięgnąć po swój notes i zaczął pisać.
"Dziękuję, że jesteś ze mną szczera i podzieliłaś swoim bólem. Jeżeli okaże się, że nie możesz mieć dzieci. Nie zmieni to nic między nami, jeżeli tego się boisz. Kocham cię całym sercem i duszą. Wiedz, że rodzinę można stworzyć, dając ją również komuś. Jest wiele sierot. Magicznych i niemagicznych. Najwyżej adoptujemy. Jeżeli oczywiście… Zechcesz."Pokazał jej, trochę na końcu się wahając, nie chcąc jeszcze wybrzmieć jakby miał się jej oświadczyć. Bowiem z tą okolicznością miał już plany. Ale to co mu teraz powiedziała, zastanawiać zaczęło, czy nie pospieszy się. Nie będzie to za szybko. W najgorszym przypadku, za późno?
Przypomniał sobie coś jeszcze, więc dopisał.
"Mogę pójść z Tobą do tego uzdrowiciela?"
Pokazał i spojrzał pytającą, prosząco. Chciał nawet w takiej sytuacji ją wspierać. Najwyżej będzie koczował pod budynkiem, tylko niech mu powie, do którego idzie.